Aleksander znów był wielki i PGE Skra Bełchatów wygrała

Aleksandar Atanasijević Fot. skra.pl

Reklama


Czas 3 min czytania

Aleksandar Atanasijević przeciętnie zaczął mecz PGE Skry z Asseco Resovią Rzeszów, tak jak sezon. – Bo on zawsze chce dać z siebie więcej niż może – mówi prezes klubu z Bełchatowa.

W poniedziałkowy wieczór PGE Skra podejmowała w w hali Energia Asseco Resovię. Choć ostatnio obie drużyny nie odnoszą sukcesów, to ich rywalizacja wciąż wzbudza ogromne emocje. Nie inaczej było tym razem. Goście zaczęli od prowadzenie 2:0, demolując bełchatowian serwami. Ci zaś zaskoczeni, nie potrafili odpowiedzieć i dotknął ich paraliż, za co wielkie pretensje miał trener Slobodan Kovać.

W zdecydowanej większości poprzednich spotkań liderem ofensywnym PGE Skry był Dick Kooy. W poniedziałek jednak miał wielkie kłopoty z przyjęciem zagrywki, co przełożyło się też na mniejszą liczbę ataków, bo rywale celowali w niego, utrudniając mu zebranie się do akcji ofensywnych. Kooy jest bardzo ważnym graczem, ponieważ jest skuteczny na tzw. wysokich piłkach, to znaczy przyjętych niedokładnie lub obronionych. Gdy rzeszowianie w drugim secie zrzucili go z boiska, wydawało się, że zespół z Bełchatowa będzie miał problemy właśnie a takich sytuacyjnych akcjach. Wtedy jednak objawił się nowy lider…

Reklama

Albo Atanasijević, albo Wlazły

30-letni dziś Atanasijević pojawił się w Bełchatowie w 2012 roku, jako nikomu nieznany siatkarz, wyróżniający się w serbskiej lidze. Zdobywał tam mnóstwo punktów, notując bardzo wysoką skuteczność. Ale PlusLiga to znacznie wyższe wymagania. Szans na dużo grania młody atakujący nie miał, bo na tej pozycji w PGE Skrze był Mariusz Wlazły. Pojawiał się na boisku z reguły na podwójnie zmiany i nigdy nie zawodził, mając wkład w mistrzostwo Polski. W kolejnym sezonie był już pierwszym atakującym bełchatowskiego zespołu, bo Wlazły został przesunięty na przyjęcie. Drużyna zakończyła rozgrywki na ćwierćfinale, po dramatycznych i kontrowersyjnych pięciu meczach z Asseco Resovią. Trener Jacek Nawrocki wspominał, że po powrocie z Rzeszowa Wlazły i Atanasijević poprosili go, by postawił na jednego z nich. Wybór musiał być jeden: na atak wrócił ten pierwszy, a Serb przyjął ofertę Perugii.

We Włoszech spędził osiem lat, zdobywając mistrzostwo kraju, dwukrotnie puchar i trzy razy superpuchar. Z reprezentacją Serbii dwa lata temu zdobył po raz drugi mistrzostwo Europy (pierwsze w 2011 roku, jednak bez znaczącego udziału), zostając najlepszym atakującym turnieju. Wcześniej wygrał Ligę Światową.

Atanasijević gwiazdą we Włoszech

Był symbolem Perugii i jego liderem do przyjścia Wilfredo Leona. Wydawało się, że z dwoma tak świetnymi zawodnikami zespół będzie dominował w lidze… Tak się jednak nie stało, bo w poprzednim sezonie Atanasijević doznał kontuzji, a po powrocie miał konflikt z Vitalem Heynenem, który nie chciał na niego stawiać. Nie pomogła mediacja właściciela klubu – Belg się uparł i Atanasijević w sumie rozegrał 31 setów. Mimo zwolnienia trenera zdecydował się odejść, wybierając ofertę PGE Skry.

Reklama

Początki w Bełchatowie miał trudne. Nie był jeszcze zgrany z Grzegorzem Łomaczem, bo obaj spotkali się tydzień przed rozpoczęciem rozgrywek.

Przede wszystkim chciał dawać z siebie 120 procent, bo czuł się odpowiedzialny za wyniki drużyny

– tłumaczy Konrad Piechocki, prezes PGE Skry

Nie można stwierdzić, że zawodził, jednak oczekiwania były większe. Tak było aż do meczu z Asseco Resovią. Zaczął go słabo (25 proc. skuteczności w pierwszym secie), ale później był praktycznie nie do zatrzymania. Jego efektywność w ataku rosła, dokładał też mocną zagrywki i blok. Zakończył grę z 22 punktami przy skuteczności 58 proc. Najważniejsze było jednak to, że kończył ataki w najtrudniejszych chwilach, przy podwójnym i potrójnym bloku. Przykładem była akcja w tie-breaku przy wyniku 13:13, gdy poradził sobie, choć miał przed sobą ręce trzech rzeszowian.

Atanasijević został wybrany na najlepszego zawodnika meczu. Ważne było jeszcze jedno: Serb mobilizował kolegów w trudnych chwilach, zachęcał kibiców do dopingu i wsparcia, był prawdziwym liderem drużyny. Zwiastuje to lepsze czasy da PGE Skry, która z 14 punktami zajmuje szóste miejsce w tabeli. – Nie zagraliśmy najlepszego meczu, ale najważniejsze, że mamy zwycięstwo. Oddaliśmy nasze serca, wszystko, co mogliśmy i fajnie było zagrać w takim meczu przy pełnych trybunach w Bełchatowie – mówił po zakończeniu gry serbski siatkarz.

W niedzielę Atanasijević zagra a wyjeździe z Treflem Gdańsk, a Atanasijević stanie naprzeciwko Wlazłego.

Siatkówka

Aleksandar AtanasijevićPGE Skra BełchatówPlusLiga

Reklama

Dodaj komentarz