Jeden z najlepszych sędziów na świecie podyktował dwa rzuty karne. Czy słusznie? I czy Widzewowi nie należała się jeszcze jedna jedenastka?
Czytając wpisy kibiców Widzewa w mediach społecznościowych, także jeszcze przed piątkowym meczem z Lechią Gdańsk, można odnieść wrażenie, że ci nie przepadają za Szymonem Marciniakiem. Zawsze, gdy PZPN wyznacza go do prowadzenia meczów łodzian, fani Widzewa się denerwują. I wypominają mu złe ich zdaniem decyzje, które krzywdziły w przeszłości ich zespół. Teraz nie mogło być inaczej.
Po meczu z Lechią z pewnością ta sytuacja się nie zmieni. Bo fani czerwono-biało-czerwonych znów mają wątpliwości.
Widzew zremisował z Lechią 1:1 i znów zdania są podzielone. Tak jak po ostatnim wyjazdowym meczu z GKS-em Katowice jedni cieszą się z punktu zdobytego na stadionie rywala, inni czują niedosyt, bo mecz był do wygrania. Szczególnie że na sam koniec oko w oko z bramkarzem stanął Jakub Łukowski. Niestety "Łuko", bohater z Katowic, tym razem zawiódł.
Uczucie niedosytu może też towarzyszyć kibicom, którzy analizują sporne sytuacje. Były dwa karne.
Szymon Marciniak dyktuje karnego przeciwko Widzewowi
W 42. minucie dostała go Lechia. To wtedy Fran Alvarez miał faulować Bohdana Wjunnyka. Pytanie, czy Hiszpan widział, że rywal jest za nim i spróbuje mu zabrać piłkę. Alvarez robi zamach, jakby chciał ją wybić, albo po prostu prowadzić dalej, ale pojawia się piłkarz Lechii i widzewiak ewidentnie go zaczepia. Trudno dostrzec, by Alvarez chciał faulować, wygląda, jakby to był przypadek. Ale rzeczywiście faul był. Ukrainiec od razu zaczął się cieszyć, można domniemywać, że miał taki plan i ten się powiódł. Ale faul to faul.
Rafał Rostkowski, były sędzia, a obecnie ekspert TVP Sport, przeanalizował tę sytuację i wydał werdykt: karny Lechii się należał. "Wjunnyk tuż po gwizdku aż zacisnął pięść z radości, że jego drużyna będzie miała rzut karny. Taka reakcja może budzić różne przypuszczenia czy komentarze, ale jest dozwoloną formą reakcji na decyzję sędziowską. Podsumowując: decyzja Szymona Marciniaka o podyktowaniu rzutu karnego dla Lechii była bezsprzecznie słuszna, jest niepodważalna" - napisał.
Rostkowski odniósł się też do karnego dla Widzewa. W 73. minucie faulowany był Imad Rondić, który oberwał od Eliasa Olssona w twarz. Jedenastka się należała.
Czy Fran Alvarez był faulowany?
Te w meczu były dwie. Ale dlaczego nie trzy? Kilka minut po rozpoczęciu meczu w polu karnym Lechii na murawę upadł Alvarez. Nie upadł z głodu, tylko ktoś mu w tym pomógł. A konkretnie Anton Carenko i Conrado. I można się poważnie zastanawiać, czy ten drugi nie spowodował upadku Hiszpana z Widzewa. Rostkowski pisze: "Zawodnik Widzewa upadł na murawę tuż po tym, jak Conrado lewą rękę położył na jego lewym udzie. I to jest największa kontrowersja tego meczu: czy Alvarez upadł dlatego, że Conrado przytrzymał dłonią jego udo i to spowodowało przerwanie akcji, czy ewentualnie Alvarez upadł dlatego, że poczuł dotknięcie w udo i postanowił wyolbrzymić jego znaczenie, czyli symulować faul próbując wymusić rzut karny".
Według byłego sędziego na podstawie powtórek nie można jednoznacznie ocenić, czy karny Widzewowi się należał. To samo jego zdaniem dotyczy arbitra VAR. "(...) nie ma podstaw do stwierdzenia, czy ta decyzja była prawidłowa czy nieprawidłowa, a zatem należy ją uznać za akceptowalną" - uważa Rostkowski.
Czy kibice Widzewa ją akceptują?

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.