Cóż to był za finisz! Piłkarze z al. Unii w pełni zasłużyli na przydomek, który przylgnął do siatkarskiej kadry Nikoli Grbicia. Pokazali charakter, waleczność, do samego końca nie stracili wiary w zwycięstwo i ostatecznie wyrwali je rywalom w ostatniej akcji. Główny bohater, podobnie jak w przypadku siatkarskiej reprezentacji, u fryzjera nie przepłaca. Engjëll Hoti to bez cienia wątpliwości man of the match!
Aleksander Bobek - 4-
Zaprezentował się solidnie, miał wiele świetnych interwencji, po raz pierwszy w tym sezonie zachował czyste konto. To jednak także jego pierwszy występ w tym sezonie, po którym można wypunktować bardziej znaczące błędy - najpoważniejszy popełnił w 69. minucie, gdy odbił strzał Rafała Kurzawy, zamiast go zatrzymać. Na szczęście skończyło się bez poważniejszych konsekwencji.
Adrien Louveau - 4+
Pewny, agresywny, walczący o każdą piłkę. W fazie ofensywnej widać po nim dobre piłkarskie nawyki - po odegraniu piłki rusza za akcją, angażuje się w jej rozegranie.
Nacho Monsalve - 4
Pełnił bardzo odpowiedzialną funkcję, grając w środku trzyosobowego bloku obronnego. Nie zawiódł - ustrzegł się poważniejszych błędów. Jako najbardziej cofnięty z trzech stoperów, miał mniej okazji do tego, by wprowadzać piłkę do gry, co jest jednym z jego największych atutów.
Marcin Flis - 3+
Najbardziej elektryczny z trójki ełkaesiackich stoperów - zbyt wiele było sytuacji, w których niepotrzebnie wybijał piłkę lub wręcz odgrywał ją pod nogi rywali. Dużo lepiej prezentował się w destrukcji - jego dziełem było wiele ważnych bloków i przechwytów.
Kamil Dankowski - 4+
Niezmordowany i wszędobylski - przez jego nogi przechodziły niemal wszystkie akcje ofensywne ŁKS-u. Świetnie zneutralizował Kamila Grosickiego, który przez większość meczu pozostawał niewidoczny. W końcówce ewidentnie brakowało mu już sił.
Piotr Głowacki - 4-
Momentami, zwłaszcza przed przerwą irytował niefrasobliwymi zagraniami i wejściami. W drugiej połowie wyglądał już lepiej - wrażenie robiła zwłaszcza jego wydolność i wytrzymałość.
Michał Mokrzycki - 3+
Środek pola był najsłabszą częścią biało-czerwono-białej jedenastki. Mokrzyckiemu i Letniowskiemu wyraźnie brakowało pewności, przytrzymania piłki. Były gracz Ruchu Chorzów wyglądał wprawdzie lepiej niż jego młodszy kolega z formacji, jednak i tak notował zbyt wiele błędów, grał za wolno, zbyt często zwlekał z rozgrywaniem piłki. Na pochwałę zasługuje z kolei jego gra w defensywie - pojedynki jeden na jednego, odbiory, ruch bez piłki (biegał najwięcej w łódzkiej drużynie).
Jakub Letniowski - 3-
Na konferencji prasowej Kazimierz Moskal chwalił jego grę defensywną. Głównym zadaniem Letniowskiego (zwłaszcza gdy gra w duecie z Mokrzyckim) powinna być jednak kreacja, rozegranie piłki, a w tych elementach prezentował się dziś blado.
Pirulo - 4-
To był najlepszy mecz Hiszpana w tym sezonie - stać go oczywiście na wiele więcej, ale wreszcie przypominał piłkarza, którego znamy z pierwszoligowych boisk. Brał na siebie odpowiedzialność za grę, dryblował, oddawał strzały. Do poprawy pozostaje skuteczność.
Kay Tejan - 4
Kolejny bardzo obiecujący występ Tejana. Potrafił nie tylko zastawić się z piłką, przepchnąć rywala, wygrać indywidualny pojedynek, ale też zaimponować dryblingiem (w 12. minucie okiwał niemal pół szczecińskiej defensywy), sprintem (chętnie ruszał do długich prostopadłych piłek i wcale nie odstawał od przeciwników w biegowej rywalizacji) oraz pracą dla zespołu. Na minus należy zapisać mu niefrasobliwą stratę z 62. minuty, która sprowokowała bardzo groźną akcję Pogoni.
Dani Ramirez - 4
Kluczowa postać ofensywy Biało-Czerwono-Białych. Dziś dopiero po raz drugi w tym sezonie zagrał w jednej drużynie z Pirulo. Ich współpraca wyglądała bardzo obiecująco, dużo lepiej niż w inaugurującym sezon meczu z Legią. Decyzja Kazimierza Moskala o ustawieniu hiszpańskich magików na skrzydłach się sprawdziła - Pirulo i Ramirez wymieniali się pozycjami, rozgrywali szybkie kombinacje z pierwszej piłki. Podobnie jak w przypadku Tejana także i przy ocenie występu Ramireza należy jednak odnotować stratę, która mogła być brzemienna w skutkach - w 89. minucie stracił orientację w zbyt długim dryblingu i de facto rozpoczął kontrę Pogoni. Na szczęście w tej sytuacji skończyło się na strachu.
Engjëll Hoti - 5+
Joker w talii Kazimierza Moskala, który odmienił losy spotkania. Po wejściu na boisko wniósł do drugiej linii tak potrzebny spokój - brał grę na siebie, potrafił przytrzymać piłkę, znaleźć podaniem włączającego się do akcji kolegę, zaliczał ważne odbiory. Piłkę meczową miał na nodze już w 95. minucie, lecz trafił prosto w Klebaniuka. W ostatniej akcji meczu już się nie pomylił - zaliczył piękne trafienie, które będzie mocnym kandydatem do tytułu gola kolejki.
Stipe Jurić - 3-
Cóż, Jurić to nie Tejan - to nie „target man”, do którego można zagrywać wysokie podanie i być spokojnym, że wygra walkę o piłkę, rozegra akcję. Jurić przegrywał indywidualne pojedynki, odstawał od rywali, nie miał na grę ŁKS-u takiego wpływu, jak jego holendersko-jamajski rywal w walce o miejsce w składzie.
Artemijus Tutyškinas - 4+
Po raz kolejny zaliczył kapitalne wejście z ławki. Widać, jak buzowała w nim ambicja - walczył o każdą piłkę, ruszał z groźnymi szarżami wzdłuż linii i znacząco przyczynił się do tego, że w samej końcówce ŁKS zdominował rywali. Żeby nie było jednak zbyt różowo, przypomnijmy, że dał sobie założyć siatę w okolicach pola karnego ŁKS-u. Na szczęście jego błąd naprawili koledzy.
Maciej Śliwa
Zwykle w takich przypadkach piszemy „grał za krótko, by go ocenić”. Tutyškinas wszedł jednak na boisko w tym samym momencie, co Śliwa, a jednak potrafił dołożyć swoją cegiełkę do zwycięstwa zespołu. Były gracz Miedzi Legnica, podobnie jak Piotr Janczukowicz zaliczył znacznie dyskretniejsze wejście.
Piotr Janczukowicz
jw.

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.