O tym, że będą czystki wiedział każdy. Listę piłkarzy, którzy do Widzewa nie pasują ma od kilku miesięcy każdy kibic. Dziś zarząd postanowił rozwiązać kontrakt z od dłuższego czasu mocno irytującym na boisku Henrikiem Ojamaa.
Ojamaa do Widzewa przychodził ze statusem gwiazdy. Kiedy 8 lutego, władze klubu z Piłsudskiego ogłosiły transfer Estończyka, fani byli wniebowzięci. Gość z przeszłością w Legii, Dundee FC, czy Go Ahead Eagles na trzecim poziomie rozgrywkowym w Polsce musiał być wzmocnieniem.
Jakie zdziwienie zapanowało, wśród widzewskiej społeczności, gdy okazało się, że Ojamaa nie dojeżdża poziomem do i tak nie najlepiej spisującej się drużyny. W tym sezonie Estończyk wystąpił w czerwonym trykocie 10 razy, zbierając kiepskie oceny i nie notując żadnych liczb. Brak motywacji? Odcinanie kuponów? Tego się już nie dowiemy.
6 stycznia w Radio Widzew Władysław Puchalski mówił o konieczności cięcia kosztów. Nie trzeba było długo czekać na pierwsze owoce jego słów. Ojamaa, którego kontrakt z Widzewem obowiązywał jeszcze przez pół roku został dziś wolnym zawodnikiem. W ten sposób drużyna z Piłsudskiego zaoszczędzi sumę sześciocyfrową. W kuluarach mówi się, że jego nowym pracodawcą ma być klub z jego rodzimej Estonii Flora Tallin.
To za pewne nie koniec przetasowań kadrowych w Widzewie. Kibicom pozostaje wierzyć, że działacze wiedzą co robią i wyselekcjonują więcej “zgniłych jabłek” z drużyny. Lista jest długa, ale tylko w ten sposób można uzdrowić zarówno finanse jak i pion sportowy Widzewa.
Jako pierwszy o transferze Estończyka poinformował portal meczyki.pl