Kryzys Widzewa… czy, aby na pewno?

Opublikowano:
Autor:

Kryzys Widzewa… czy, aby na pewno? - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaMiałem sen, oby nie był proroczy. Wspinam się po schodach ubrany w czerwoną koszulkę. Na samym szczycie zamiast drzwi do mieszkania natrafiam na ścianę. Koniec snu. Może to tylko senne przykre marzenie?

Miałem sen, oby nie był proroczy. Wspinam się po schodach ubrany w czerwoną koszulkę. Na samym szczycie zamiast drzwi do mieszkania natrafiam na ścianę. Koniec snu.

Może to tylko senne przykre marzenie? Nie wiem… Czasem w życiu natrafiamy w najmniej spodziewanym momencie na coś, czego nie umiemy ominąć. Boże, jak mawiali marksiści, ocal mnie i podsuń jakiś nawet karkołomny pomysł. Czy to jest sen Janusza Niedźwiedzia? Kto wie, może niebawem okazać się, że tak się stanie.

Uspokojeni szczęśliwym remisem w Warszawie opowiadaliśmy wszem i wobec, że byliśmy zespołem bardzo wymagającym. No to przypomnijmy sobie wyrównującą bramkę Bartka Pawłowskiego. Rykoszet jakich mało… Kiedy zatem wydawało się, że bez problemu poradzimy sobie z Wartą Poznań poczuliśmy na głowach kubeł zimnej wody. Znów raziliśmy fatalną skutecznością. Znów okazało się, ze nie wszystko w widzewskiej maszynie pracuje jak trzeba.

Nie chcę dobijać jednego z lepszych zawodników w tej rundzie - Bartka Pawłowskiego, ale selekcjoner polskiej reprezentacji Fernando Santos przyjechał do Łodzi w najmniej korzystnym momencie. Ponoć wybrał się do naszego miasta, by zobaczyć jak spisuje się łódzki zawodnik. Czy wyjechał zadowolony? Śmiem wątpić. Józef Młynarczyk, najbliższy jego sąsiad w loży mógł zrobić tylko jedno - zasłonić uznanemu trenerowi  boisko. Nie wiem, może wstawać co chwila, gwałtownie gestykulować. W ostateczności zawiązać oczy selekcjonerowi.

Warcie nie w głowie było oddać nam pole. Grała agresywnie, ale niezwykle rozsądnie. To na sobotni Widzew spokojnie wystarczyło. Bez Sancheza jesteśmy bezzębni, a o protezy nie będzie łatwo. Na domiar złego jeden z działaczy rozdmuchał przedmeczowy konflikt w mediach społecznościowych, by po chwili napisać, że sprawy drużyny powinny zostać w szatni. Podziwu godna konsekwencja.

Tak, nie mylicie się Państwo, to z mojej strony złośliwość. Komu potrzebne było to zamieszanie? Tylko temu, który chce być nieustannie widoczny w social mediach. A swoją drogą, jeśli prawdą jest, że afera wybuchła po prośbie piłkarza o możliwość odwiedzenia żony i nowonarodzonego dziecka, to tylko możemy się wstydzić  za bezsensowna decyzję.

Gołym okiem w meczu z poznaniakami widoczny był brak naszego napastnika. Jordi przeżywa jakiś kryzys i na dobra sprawę nikt nie wie o co w tym wszystkim chodzi. Jeden z kibiców, bijąc się w piersi, chce bym uwierzył, że problem nosi nazwę Częstochowa, a frustracja naszego piłkarza bierze się z tego, że nie dostał zgody na transfer. Przy stanie 0:2 w ostatniej minucie (sic!) pojawił się na boisku młody 18-letni Filip Zawadzki. Nie zadam pytania po co? bo tak samo mógłbym zapytać o sens stawiania na Łukasza Zjawińskiego. Współczuję szczerze Łukaszowi, bo na siłę pokazuje się wszystkim, jaki jest mentalnie i piłkarsko słaby.

Martwi mnie także zapowiedź rewolucji w składzie Widzewa i to już na koniec tej rundy. Nigdy z takich ogromnych zmian (odejście 4-ech zawodników) nic dobrego nie wyniknęło. W połączeniu z zapowiedziami, że nowy Ośrodek klubowy ma powstać ze składek kibiców, nie napawa to optymizmem.

Gdzie więc szukać pociechy i światełka w tunelu? Chyba tylko w pokaźnej liczbie zgromadzonych punktów. Może zatem śmielej sięgnąć po młodych z rezerw? 20 lat ma napastnik Mateusz Kempski, a do tego świetne warunki fizyczne, bo 192 centymetry wzrostu. Jest nasz, a więc warto go sprawdzać. Gdzie jest niespełna 18-letni Adam Dębiński? Kilkakrotnie dostawał szansę, teraz słuch o nim zaginął.

A za drzwiami czeka już zdeterminowana Wisła Płock. Rafał Wolski, Damian Warchoł i spółka muszą walczyć o miejsce w ekstraklasie i pracę dla swojego trenera Pavola Stano. Pięć porażek z rzędu robi wrażenie. Na każdej z drużyn EX i mam nadzieję, że i na Widzewie. Wszystko będzie zatem zależało od stopnia determinacji. Oby jej w Płocku widzewiakom nie zabrakło. W przypadku porażki zrobi się jak mawiał znajomy palacz kotłowy… ciepło. Nie będzie to zapowiedź wiosny, bo ta i tak nadejdzie.

Humory kibicom poprawia porażka rywali zza miedzy, ale co to za pociecha. Nie twierdzę, że w  poniedziałek „ bój to będzie ostatni”, ale jest się czego bać. Po ewentualnej wpadce w Płocku wiele osób będzie miało niespokojne sny. I tego trzeba uniknąć.

Dariusz Postolski, dziennikarz, komentator sportowy, ekspert Radia Łódź

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo