Reklama
Reklama

ŁKS przegrał na otwarcie Stadionu Króla

Czas 3 min czytania
ŁKS przegrał na otwarcie Stadionu Króla

ŁKS przegrał z Chrobrym Głogów 0:1 (fot. Marian Zubrzycki)

Nie tak to miało wyglądać. ŁKS nie sprostał oczekiwaniom i po bardzo słabym meczu przegrał z Chrobrym Głogów 0:1 w pierwszym spotkaniu na nowym stadionie. Zdecydowanie lepiej od piłkarzy spisali się kibice, którzy bardzo licznie przybyli na obiekt przy al. Unii 2.

Mecz z Chrobrym był dla piłkarzy ŁKS-u szczególny, bo towarzyszyła mu wielka ceremonia otwarcia rozbudowanego stadionu. Zanim na murawie pojawili się piłkarze, na stadionie koncert dała Margaret, a po niej swoje „pięć minut” mieli m.in. Tomasz Salski, młodzi piłkarze z Akademii ŁKS oraz kibice zebrani na trybunach, którzy wraz z zespołem The Bootels odśpiewali hymn ŁKS-u, a następnie, razem ze Zbigniewem Maciasem, hymn Polski. Kibice biało-czerwono-białych wypełnili stadion niemal do ostatniego miejsca, włączając w to sektor, który docelowo zajmować będą kibice gości. Po części artystycznej na boisku pojawili się w końcu piłkarze i chwilę po 20:30 sędzia rozpoczął spotkanie.

Reklama

Nie o takie emocje chodziło

Pierwsze minuty meczu ŁKS – Chrobry były nudne. Żaden z zespołów nie potrafił przeprowadzić składnej akcji, która zakończona zostałaby strzałem. Trybuny w 3. minucie nieco ożywił Maksymilian Rozwandowicz, który bezmyślnie sfaulował rywala i dostał żółtą kartkę. Miał sporo szczęścia, bo za takie „sanki” niektórzy sędziowie bez wahania wyrzucają z boiska.

W kolejnych minutach więc, w obliczu braku ciekawych akcji, najwięcej emocji dostarczały pojedynki kapitana ŁKS-u, który kilka razy interweniował bardzo ryzykownie. Na szczęście dla ŁKS-u, za każdym razem skutecznie.

Reklama

Słupek, piłka w bramce i… wciąż 0:0

Po słabiutkim pierwszym kwadransie impuls do lepszej gry dał Oskar Koprowski. Najpierw sprytnie odebrał piłkę na połowie Chrobrego, a następnie został sfaulowany około 20 metrów od bramki Leszczyńskiego. Na bezpośredni strzał z rzutu wolnego zdecydował się Dominguez i był bardzo blisko zdobycia gola, bo piłka po jego strzale odbiła się od słupka. Po chwili jeszcze niezłą okazję miał Koprowski, ale strzelił ponad bramką.

Po chwili piłkarskich emocji, przez kolejny kwadrans z boiska znowu wiało nudą. Aż do 30. minuty. Wtedy Michał Trąbka podał po niepilnowanego Bartosza Szeligi, ten wpadł w pole karne, wyłożył piłkę do Ricardinho, a Brazylijczyk wpakował ją do bramki z najbliższej odległości. Euforia na stadionie ŁKS-u nie trwała jednak długo, bo sędzia dopatrzył się spalonego Michała Trąbki i gola nie uznał.

Reklama

Do końca pierwszej połowy nie wydarzyło się już nic wartego odnotowania. ŁKS przeważał, ale do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis.

Reklama

Z boiska dalej wiało nudą

Druga połowa niewiele różniła się od pierwszej. ŁKS długo utrzymywał się przy piłce, ale niewiele z tego wynikało. Nawet jeśli ełkaesiakom udało się wymienić kilka podań i wejść w pole karne Chrobrego, to brakowało skutecznej finalizacji. Z biegiem czasu nieco odważniej zaczęli grać goście, którzy cierpliwie czekali na swoją okazję i takiej się doczekali. Bochnak przejął piłkę na linii pola karnego ŁKS-u, ograł Koprowskiego i oddał lekki strzał, po którym piłka odbiła się od słupka bramki Kozioła i wyszła poza pole gry.

W 70. minucie na stadionie znowu zrobiło się głośniej, ale nie za sprawą piłkarzy. Była to chwila, w której spiker zawodów ogłosił, że mecz z wysokości trybun ogląda 18 008 widzów. Po chwili jednak znowu wszyscy skupili się na tym, co działo się na boisku. A że piłkarze nie rozpieszczali kibiców, to i na trybunach było stosunkowo cicho.

Chrobry czekał, czekał i się doczekał

Im bliżej końca meczu, tym więcej do powiedzenia miał ŁKS. Aktywny był szczególnie wprowadzony po przerwie Javi Moreno, który kilka razy zabrał się z piłką w pole karne gości, ale ani razu nie był w stanie dokładnie podać do któregoś ze swoich kolegów.

Reklama

I ta niedokładność zemściła się na gospodarzach w 88. minucie. Piłkarze Chrobrego rozklepali obronę ŁKS-u, oko w oko z Koziołem stanął Jaka Kolenc i ze stoickim spokojem posłał piłkę obok interweniującego bramkarza łódzkiego zespołu.

Po straconym golu ŁKS miał jedną okazję do wyrównania, ale strzał z woleja Macieja Dąbrowskiego obronił Leszczyński. Co gorsza, był to dopiero drugi celny strzał w wykonaniu zawodników trenera Marcina Pogorzały.

Ciężko po takim meczu będzie się dziwić kibicom ŁKS-u, którzy stwierdzą, że zdecydowanie bardziej podobała im się przedmeczowa ceremonia,  aniżeli to, co pokazali piłkarze Łódzkiego Klubu Sportowego.

Reklama

ŁKS Łódź – Chrobry Głogów 0:1 (0:0)
0:1 –
Kolenc (88.)

ŁKS Łódź: Kozioł – Marciniak, Dąbrowski, Koprowski, Szeliga (77. Bąkowicz), Rozwandowicz (45. Javi Moreno), Pirulo, Dominguez (77. Kowalczyk), Trąbka (69. Jurić), Kelechukwu (45. Kuźma), Ricardinho

Chrobry: Leszczyński – Michalec, Bochnak (90. Pieczarka), Kolenc, Lebedyński, Mandrysz, Ziemann, Rzuchowski, Tupaj, Praznovsky, Piła (90. Ilków Gołąb)

Reklama

Żółte kartki: Rozwandowicz, Kuźma – Michalec, Tupaj

Widzów: 18 008

Reklama

Piłka nożna

ŁKS Łódź

Dodaj komentarz

Reklama