ŁKS to klub inny niż wszystkie

Reklama


Czas 4 min czytania

Marcin Matuszewski, znany jako Duże Pe, to raper, freestylowiec i… agent piłkarski. Dzięki niemu do ŁKS-u przyszli Dani Ramirez i Carlos Moros Gracia

Jak to się stało, że Duże Pe – freestylowiec, został piłkarskim agentem?

Na wstępie dzięki za pamięć i uznanie o moich dokonaniach we freestylu. Dawne dzieje (śmiech) Jeżeli chodzi o bycie agentem piłkarskim, czy raczej “działanie w okolicach futbolu”, to wbrew pozorom jest to u mnie bardzo długa historia. W sumie zaczęło się plus minus wtedy, kiedy moje działanie w okolicach muzyki. Za sprawą taty od zawsze byłem zakręcony na punkcie piłki nożnej, statystyk sportowych. Nigdy nie byłem zawodnikiem, nie miałem w rodzinie ludzi związanych z futbolem. Kiedy w 2000 roku zacząłem studia na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, zdobywana przeze mnie wiedza z dziedziny ekonomii pozwoliła mi spostrzec, że na rynku piłkarskim tego typu świadomość nie jest ani powszechna, ani dobrze wykorzystywana. Zacząłem więc próbować wprowadzać w życie zdobyte przeze mnie umiejętności czy informacje, choć wówczas jeszcze nie jako agent piłkarski. Dzięki mojemu wspólnikowi, Remkowi Lembowiczowi udało nam się “wjechać z drzwiami” do gabinetu ówczesnego prezesa Polonii Warszawa, zaprezentowałem mój pomysł na optymalizację działań na transferowym rynku. Dostaliśmy upoważnienie na prowadzenie wstępnych rozmów transferowych z ramienia tego klubu. W ten sposób na przełomie 2002 i 2003 roku zrobiliśmy pierwszy transfer. Do ekstraklasy za naszą sprawą trafił brązowy medalista MŚ U17, urodzony w 1983 roku młody Ghanijczyk Seth Ablade. Na dobrą sprawę zanim ktoś o mnie na dobre usłyszał na scenie rapowej czy freestylowej, umieściłem już piłkarza w ekstraklasie.

Reklama

Łódzkich kibiców najbardziej interesowały będą kulisy transferów Carlosa Morosa Gracii oraz Daniego Ramireza.

Zacznijmy chronologicznie. Sytuacja Daniego rozwinęła się bardzo szybko. Stomil Olsztyn nie miał możliwości przedłużenia jego umowy, ze względu na zaległości finansowe, bo skutecznie zabezpieczyliśmy umowę. Szukaliśmy więc dla niego nowego klubu. Skontaktowałem się z prezesem Tomaszem Salskim, żeby zapytać, czy Dani byłby interesującym piłkarzem dla ŁKS-u. Okazało się, że od dawna jest on na celowniku dyrektora Przytuły. Sytuacja rozwinęła się więc w bardzo naturalny sposób. My uważaliśmy, że ŁKS jest świetnym klubem do rozwoju dla Ramireza. Klub uważał, że Dani jest dla nich świetnym zawodnikiem, chociaż nie wiem, czy spodziewali się, że pójdzie aż tak dobrze. Sam Hiszpan po Stomilu chciał iść prosto do ekstraklasy, ale jego przygoda z Olsztynem nie dawała ku temu podstaw. Przywieźliśmy go do Łodzi i kiedy zobaczył, że w porównaniu do Stomilu jest to nowoczesny klub z powstającym stadionem, świetną bazą treningową, zarządzany w profesjonalny sposób, poczuł, że mimo pozostania w pierwszej lidze jest to dla niego krok do przodu. Historia pokazała, że wszyscy mieliśmy rację.

Jeżeli chodzi o Carlosa, historia jest zabawna. Byłem akurat w Malezji, w Kuala Lumpur. Zadzwonił do mnie odpowiedzialny tam za Skandynawię człowiek z hiszpańskiej agencji Top Value, we współpracy z którą umieściliśmy wcześniej Adriego Gomeza w Podbeskidziu Bielsko-Biała i z którą współpracujemy na polskim rynku. Agent Carlosa powiedział, że Moros właśnie spadł ze szwedzkiej ekstraklasy ze swoim zespołem, ale był w jedenastce sezonu, miał największą celność podań i wykonał najwięcej podań w całej lidze. Był tylko jeden problem: był dość niski jak na obrońcę, bo ma 183 cm wzrostu. Po szybkim zastanowieniu powiedziałem, że niestety w Polsce niezwykle ciężko będzie go gdzieś umieścić, bo trenerzy są zafiksowani na stoperów o dużych “gabarytach”. Powiedziałem jednak, że jest jeden klub który stara się grać inaczej niż wszyscy i tam widzę cień szansy. Tym klubem był rzecz jasna ŁKS. Po przedstawieniu zawodnika dyrektorowi Przytule i sprawdzeniu go przez Łukasza Mikę z działu skautingu, obaj doszli oni do podobnego wniosku co ja: że dla ŁKS byłby to interesujący zawodnik. Udało się podpisać dłuższy kontrakt, mimo świadomości Carlosa, że w sezonie 19/20 może się to zakończyć spadkiem i potem będzie musiał pomóc w ewentualnym ponownym awansie. 

Reklama

Dlaczego według pana Moros tak mało gra?

Cóż, to nie jest pytanie do mnie… Gdybym decydował ja, grałby wszystko! (śmiech). Wybory trenerów trzeba uszanować. Nie pozostaje nam nic innego niż trzymać kciuki za zawodnika i mobilizować go do dalszej walki o miejsce w składzie. Według systemu InStat jest to najlepszy stoper nie tylko ŁKS, ale i całej ligi, a także drugi czy trzeci najlepszy zawodnik pierwszej ze wszystkich pozycji. Oczywiście InStat ma swoje wady, ale jeżeli ktoś jest tak wysoko w ich rankingu, najwyraźniej coś w sobie ma. Liczba spotkań z Carlosem w składzie rozegranych przez ŁKS na zero z tyłu też raczej przemawia na jego korzyść. Tak jak mówiłem, decyzje trenera trzeba zawsze szanować. 

Jest pan kibicem Polonii Warszawa. Jak w tym sezonie radzą sobie grający w niej dwaj byli ełkaesiacy: Rafał Kujawa i Łukasz Piątek?

Rafał Kujawa miał trochę braków fizycznych do nadrobienia ,kiedy do nas przechodził. Łukasz Piątek daje zespołowi bardzo dużo, choć liczyłem na jeszcze więcej. Kujawa wraca do pełni dyspozycji i daje sporo drużynie, ale mógłby dużo więcej, chociaż nie jest to do końca jego wina… Liczę, że mimo rozczarowującego sezonu nie odejdą oni z Polonii i pomogą powalczyć o awans w sezonie 2021/2022. Swoją drogą, nie jest to powszechną wiedzą, ale przy przyjściu Piątka do ŁKS też mocno maczaliśmy palce, choć finalnie ruch ten został dopięty bez udziału pośredników.

Ma pan jakiś nowych piłkarzy do ŁKS-u?

Cały czas podrzucam dyrektorowi czy szefowi skautingu jakieś profile zawodników i nie ograniczam się tylko do Hiszpanów (śmiech). Agentów takich jak ja, którzy podrzucają piłkarzy do ŁKS-u, jest jednak naprawdę multum, zatem prawdopodobieństwo sukcesu wynosi ledwie kilka procent. Oczywiście, może jest minimalnie wyższe ze względu na to, że Dani Ramirez czy Carlos Moros-Gracia to relatywnie udane ruchy. Tak czy owak, w tej grze szanse na sukces są jednak finalnie bardzo małe: na 100 prób czasem wychodzi jedna, a czasem żadna. Grunt to się nie poddawać i dalej iść do przodu…

Rozmawiał Filip Kijewski

Reklama

Piłka nożna

ŁKS Łódź

Dodaj komentarz