Reklama
Reklama

Łódzki sport już nie będzie taki sam [KOMENTARZ]

Czas 2 min czytania
Łódzki sport już nie będzie taki sam [KOMENTARZ]

Adam Kszczot (fot. Marek Biczyk / PZLA)

Karierę sportową zakończył Adam Kszczot, najwybitniejszy łódzki sportowiec XXI wieku.

Reklama

„Kula ziemska się nie zatrzymała, słońce świeci dalej, księżyc jest na niebie, to tylko sport” – tak najwybitniejszy łódzki sportowiec ostatniej dekady mówił po niepowodzeniu na igrzyskach Rio de Janeiro, kiedy przegrał finał o pięć setnych sekundy, najmniej w historii. Wszystko było tak zaplanowane, żeby wywalczyć olimpijski medal. Jak zwykle u Kszczota. Mistrz niczego nie zostawiał przypadkowi. Tłumaczył mi, że dystans 800 mm jest tylko teoretyczny, bo trzeba przebiec od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów, w zależności od taktyki. Był jak perfekcyjnie zaprogramowana maszyna (kiedyś wyjaśniał mi precyzyjnie, ile czasu potrzebuje na powrót z Torunia do Łodzi), co jednak nie powinno dziwić, wszak jest absolwentem Politechniki Łódzkiej.

Oto dowód:

Reklama

Bieg był trudny, bo zaczęli bodajże w 23,8. Za szybko, więc zacząłem zwalniać jakieś 30 m przed dwusetką. Po 300 m zająłem swoją pozycję. Spojrzałem na zegar, biegliśmy około 39 s. Ruszyłem mocniej, gdy zostało nam 200 m, potem poprawiłem 100-110 m przed metą. Ostatnie 200 m pobiegłem 23,6 z groszem

opowiadał po wicemistrzostwie świata w 2017 roku.

Ale w sporcie niczego nie da się zaplanować do końca, gdyż jest nieprzewidywalny i dlatego dla jednych piękny, a dla innych dramatyczny.

Reklama

W 2018 roku po raz trzeci z rzędu został mistrzem Europy. Na finiszu rozłożył z radości ręce i zwolnił. – Straciłem ok. 0,2 sekundy. Czasami tak traci się medal – tłumaczył mi, podkreślając, że był to wyjątek. Przede wszystkim jest jednak niezwykłym sportowcem i człowiekiem. Jako o sportowcu powinienem napisać w czasie przeszłym, ale nie mogę pogodzić się z tym, że już nie będę denerwował się, że za długo biegnie na końcu stawki i nie zdąży dogonić rywali na finiszu. Niemal zawsze doganiał, a nagrodą jest 12 medali najważniejszych imprez. Trzy razy z rzędu był mistrzem Europy na otwartym stadionie, dwa razy został wicemistrzem świata. W tym zestawieniu brakuje olimpijskiego podium. Cóż, zdarza się. Nie zmienia to jednak faktu, że Adam Kszczot był lekkoatletą wybitnym, przez lata utrzymującym się w światowej czołówce w konkurencji niezwykle trudnej i bardzo prestiżowej.

Reklama

PRZECZYTAJ TEŻ: Adam Kszczot zakończył karierę!

Był też wspaniałym ambasadorem Łodzi, choć urodził się w Opocznie. Starał się, by stadion RKS-u, klubu, z którym związał się w całej swojej karierze, został zmodernizowany. Doczekał się, choć już nie jako zawodnik. Szkoda. Ale nazwisko Kszczot zawsze będzie kojarzyć się z Rudzkim Klubem Sportowym i będzie przyciągać jego następców.

Na koniec trochę prywaty… Przez 30 lat pracy jako dziennikarz stykałem się z różnymi sportowcami. Lepszymi, gorszymi, skromnymi i zarozumiałymi, mało skomplikowanymi i bardzo inteligentnymi, błyskotliwymi. Adam Kszczot jest w ścisłej czołówce każdego z tych pozytywnych rankingów. Naprawdę czuję się szczęściarzem, że mogłem pisać o jego sukcesach, rzadkich niepowodzeniach i przede wszystkim z nim rozmawiać. To była największa przyjemność.

Reklama

Powodzenia Adam w nowej roli. Jakakolwiek ona jest, z pewnością będzie sukcesem. Bo ktoś taki jest skazany za sukces!

Inne sportyPublicystyka

Adam Kszczotlekkoatletyka

Dodaj komentarz

Reklama