Marcin Janicki: To plasuje ŁKS wśród najlepszych klubów w Polsce
Opublikowano: Aktualizacja:
Autor: Piotr Grymm

Nowy prezes ŁKS-u od lat związany jest ze sportem, pracując na wysokich stanowiskach. Jak wyglądały jego początki w tej branży i co sprawiło, że zdecydował się podjąć pracy w Łódzkim Klubie Sportowym? Zapraszamy na wywiad z szefem zarządu klubu z Al. Unii Lubelskiej 2 w Łodzi.
Piotr Grymm: Można powiedzieć, że urodził się Pan po to, żeby być prezesem. Od kilkunastu lat jest Pan związany z piłką nożną i zawsze pełnił bardzo ważne role w organizac
Marcin Janicki: Ja po prostu bardzo lubię sport, w szczególności piłkę nożną. Interesuje mnie cała jego otoczka. To mnie właśnie do sportu przyciągnęło. Już na studiach organizowałem między innymi konferencje marketingu sportowego. To było dla mnie naturalne. Strona biznesowa sportu była moją pasją i z tego zrodziło się życie zawodowe. Początki to dwie poznańskie agencje marketingu sportowego – Sportwin oraz KIWISPORT. Tam zbierałem pierwsze szlify i doświadczenie we współpracy z organizacjami sportowymi.
CZYTAJ TAKŻE: ŁKS nie chce utknąć na zapleczu ekstraklasy. „Takich jak ŁKS, tam jest pół ligi”
Gdy był Pan dzieckiem, to miał Pan marzenia związane z byciem profesjonalnym sportowcem?
W ogóle nie miałem takich marzeń. Po prostu interesowałem się sportem. W głównej mierze piłką nożną – jako młody chłopak chętnie oglądałem mecze reprezentacji Polski, Ligi Mistrzów i innych klubowych rozgrywek. Moja rodzina też bardzo interesuje się piłką nożną. Dzieci oglądają i grają w piłkę. Dzisiaj wydaje się to dla mnie oczywistą ścieżka, ale gdyby ktoś mi powiedział wiele lat temu, że tak będzie wyglądało moje życie zawodowe, to bym nie uwierzył. Od drugiego roku studiów byłem jednak zaangażowany w różne dodatkowe aktywności, jak np. rozwój AZS-u. Wszystko wyszło naturalnie i wypada mi się z tego tylko cieszyć.
Wybór kierunku studiów też był dla Pana oczywisty?
Jestem osobą otwartą i szybko nawiązuję kontakt z drugą osobą, stąd kierunek zarządzania na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu wydał mi się naturalnym. Na bazie dotychczasowego doświadczenia odnoszę wrażenie, że jestem w stanie odpowiednio kompletować zespoły osób – budując odpowiednią strukturę i podział zadań. Wierzę w ludzi i ufam im. Tak samo chciałbym działać z korzyścią dla ŁKS.
CZYTAJ TAKŻE: Mnóstwo fanów przywitało ŁKS na Placu Wolności
Jak ciężką drogę musiał Pan przejść, żeby być w tym miejscu? Czy swój sukces zawdzięcza Pan właśnie umiejętnościom budowania relacji. Można to tak spłycić?
Podstawą każdego sukcesu zawsze jest ciężka praca – w sporcie jest to szczególnie widoczne, kiedy każdy sezon to po prostu długi marsz. Szczęście, umiejętności miękkie i pomysł są ważne, ale bez ciężkiej pracy nie będzie sukcesu końcowego.
Zdecydował się Pan na pracę w ŁKS-ie, bo jest tu pole do wykazania się?
Wymieniłbym cztery rzeczy, które w mojej ocenie sprawiają, że projekt jest bardzo ciekawy. W pierwszej kolejności miasto, które rozwija się bardzo dynamicznie. Po drugie infrastruktura, która plasuje ŁKS wśród najlepszych klubów w Polsce. Po trzecie osoba większościowego właściciela Dariusza Melona, od którego bije pasja i miłość do ŁKS-u. Kibic od ponad 50-ciu lat, całym sercem z ŁKS-em. I tutaj płynnie można wskazać ostatni i najważniejszy element, czyli społeczność ełkaesiaków. Fantastyczna grupa.
CZYTAJ TAKŻE: ŁKS poszerzył sztab. Dołączył do niego były piłkarz Ruchu Chorzów
Zapytam jeszcze o innego akcjonariusza. Na pewno rozmawiał Pan z Tomaszem Salskim zanim zdecydował się przyjąć ofertę ŁKS-u. Mówił Pan na konferencji, że zna go Pan. Czy ostrzegał Pana przed czymś w ŁKS-ie, czy wypowiadał się w samych superlatywach o klubie?
Z Tomkiem znamy się już długo, współpracując zarówno w Polskim Związku Piłki Nożnej jak i Pierwszej Lidze Piłkarskiej. To osoba, która również ŁKS ma w sercu i aktualny stan rozwoju klubu to w głównej mierze jego zasługa. Przejmował klub w trudnym momencie. Należy z szacunkiem podchodzić do pracy jaka została wykonana w klubie w ostatnich latach. W pierwszym rozmowach Tomek nie mówił o zagrożeniach, a bardziej o obszarach, w których wciąż leży potencjał dla klubu - bardzo wierzy w potencjał biznesowy ŁKS-u i mamy tutaj zbieżne zdania. W przeszłości starałem się już budować biznesowe społeczności i liczę, że uda się to powtórzyć w Łodzi.
Pan Melon na konferencji prasowej powiedział, że Tomasz Salski nie podejmuje już żadnych decyzji operacyjnych w klubie, ale gdyby Pan czuł, że jest on osobą, która w jakiejś kwestii może dobrze doradzić, to nie zawaha się Pan poprosić go o opinię?
Zdecydowanie. Jestem otwarty na współpracę z każdą osobą, która chce dobrze dla ŁKS-u i ma ten klub w sercu, a Tomasz Salski niewątpliwie taką osobą jest.
CZYTAJ TAKŻE: Nowy kapitan i rada drużyny w ŁKS
Minęło już trochę czasu, od kiedy został Pan oficjalnie zaprezentowany, jako nowy prezes zarządu. Czy te dni pozwoliły Panu zapoznać się już lepiej z sytuacją w ŁKS-ie?
Miałem świadomość, że przychodząc do klubu z początkiem lipca czasu na wdrożenie będzie po prostu bardzo mało. W pierwszej kolejności starałem się poznać zespół i odbyć krótkie spotkania zapoznawcze. Najlepiej jednak sprawdzać się w boju, stąd zaangażowałem się w wybrane tematy bieżące. Wśród kluczowych wymienić możemy rozmowy ze spółka MAKiS w zakresie umów na nowy sezon, budżetowanie poszczególnych aktywności, organizację spotkania dla zarządu i dyrektorów. W ramach aktywności zewnętrznych skupiliśmy się na trzech inicjatywach – spotkaniu Klubu Biznesu, prezentacji zespołu na ulicy Piotrkowskiej i oczywiście pierwszym meczu ze Zniczem Pruszków. Pracy sporo, więc muszę liczyć na wyrozumiałość rodziny (śmiech).
Właśnie chcę zapytać o rodzinę. Gdzie w tym wszystkim jest czas na spędzenie czasu z najbliższymi?
Jedynym punktem zawahania przy podejmowaniu decyzji o zaangażowaniu w ŁKS była kwestia rodziny. Mam żonę i trójkę wspaniałych dzieci. Nie chciałbym stracić z nimi kontaktu, a wiem, że funkcja, którą piastuję wymaga wyrzeczeń. Zakomunikowałem rodzinie, że pierwsze tygodnie mojej pracy w ŁKS-ie będą bardzo intensywne. Po kilkunastu latach mojej pracy w klubach rodzina wie jak wygląda cykl sezonowy i zdaje sobie sprawę z konsekwencji rozgrywania meczów w weekendy. W najbliższych tygodniach rodzina ma przyjechać do Łodzi – będę chciał pokazać okolicę i miejsca warte zwiedzania, a wiemy, że jest ich sporo. Przy podejmowaniu decyzji odnośnie pracy w ŁKS-ie ważna była dla mnie kwestia logistyczna. Bliskość Łodzi i Warszawy pozwala na płynne przemieszczanie się pomiędzy miastami, a obowiązki związane z federacja oraz ligą wymagają tego ode mnie.
CZYTAJ TAKŻE: W takich koszulkach ŁKS będzie walczył o awans
Wrócę jeszcze do tematu stadionu. Czy przyciągnięcie kibiców na trybuny, może być jednym z najbardziej wymagających zadań?
Na pewno. W klubowych korytarzach wiszą zdjęcia pełnego stadionu, chociażby z meczu otwarcia, na którym miałem przyjemność być. Fenomenalnie to wyglądało. Nad tym po prostu trzeba pracować. Najważniejszym punktem, który determinuje frekwencję na stadionie, jest oczywiście wynik sportowy. Tutaj bardzo wierzę w działania prezesa Grafa, dyrektora Mozyrko i przede wszystkim zawodników i sztabu szkoleniowego z trenerem Szymonem Grabowskim na czele. Jeśli chodzi o przestrzeń marketingowo-sprzedażową, bardzo ważnym aspektem będzie promocja dnia meczowego. O to możemy zadbać przed spotkaniem. Zespół ma swoje pomysły i jestem przekonany, że kibice ŁKS-u będą mogli to odczuć.
Mówił Pan również o budżecie. Czy ŁKS może mieć jeden z największych budżetów w całej lidze?
Myślę, że ŁKS będzie miał budżet pozwalający walczyć o czołowe miejsca w Betclic 1. Lidze. Trzeba jednak pamiętać, że w ostatnich latach liga stała się zdecydowanie bardziej konkurencyjna i realnie w każdym sezonie 5-6 drużyn walczy o możliwość awansu do ekstraklasy. Ten sezon zapewne będzie podobny.
CZYTAJ TAKŻE: Nowa dziesiątka w ŁKS
W poprzednich latach nie każdy trener mógł liczyć na to, że otrzyma tyle czasu, ile by chciał na rozwinięcie swojego projektu. Jak Pan do tego podchodzi? Zakładając, że celem jest awans do ekstraklasy, a w połowie sezonu będzie on daleko od realizacji, to trener będzie mógł liczyć na to, że dokończy rozgrywki, czy jest pan zwolennikiem zmiany szkoleniowca, aby uratować sytuację?
Cierpliwość w sporcie popłaca, choć nie zawsze jest ona przyjmowana entuzjastycznie. Trener Grabowski otoczył się na poziomie sztabu szkoleniowego gronem zaufanych współpracowników. Prezes Graf i Dyrektor Mozyrko starali się zbudować optymalny skład osobowy pod kątem zawodników. Na prezentacji zespołu wspominałem o pokorze i piłkarskim szczęściu. Jeżeli dodamy do tego cierpliwość i ciężką pracę, to z optymizmem powinniśmy patrzeć w przyszłość. Nie tylko w obszarze sportowym, ale również organizacyjnym i biznesowym.
Zainteresował Cię ten tekst?
Zaloguj się i czytaj dalej
Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE