Marek Chojnacki o kryzysie ŁKS-u : “Nie można winić tylko obrony”

ŁKS - GKS Tychy 0:3 Fot. Marian Zubrzycki

Reklama
Czas 3 min czytania

Są w meczach momenty, że nasi piłkarze wyglądają bardzo dobrze, ale za chwilę przychodzi taki fragment, że łapie się za głowę co oni wyprawiają – mówi o grze ŁKS-u Marek Chojnacki piłkarz i trener, który w biało-czerwono-białych barwach rozegrał 452 spotkania w ekstraklasie

Zacznę od pytania, które zadałem te z Markowi Dziubie (tutaj)  Co jest nie tak z ŁKS-em, że po serii 11 meczów bez porażki, od sześciu nie może wygrać?

– Byłem na meczu z Legią i gra nie wyglądała najgorzej. Wszyscy winą naszą obronę, że jest słaba. Moim zdaniem trzeba patrzeć na to szerzej. Zespół stracił 20 bramek. W ostatnich pięciu meczach aż 14, dlatego powinien włączyć się alarm. To nie jest drużyna, która pałęta się w środku tabeli i przegrywa mecz za meczem. Przyszła czarna seria. Trzeba poprawić grę całego zespołu, a nie winić jedną formację. Sztab szkoleniowy robił wszystko, żeby wzmocnić obronę. Niestety, poważna kontuzja wykluczyła Adama Marciniaka.

Reklama

Trzeba poprawić grę w defensywie całego zespołu. Obrona to jest ostateczność. Tam przydarzają się błędy, ale spójrzmy: to zaczyna się dużo wcześniej, od środkowych pomocników.

Uważa pan, że rywale już wiedzą jak gra ŁKS, odczytali taktykę trenera Stawowego i to wykorzystują?

– ŁKS tak gra od pierwszego meczu, przez 11 kolejek przecież nikt nie mógł znaleźć na to recepty. Rozczytać ŁKS mogła Termalica i te zespoły, które walczą o awans. Nic nie ujmując, ale przyjeżdża Puszcza Niepołomice, Miedź Legnica i strzelają po cztery bramki. Przydarza nam się to z zespołami, z którymi nie powinno, tym bardziej na swoim boisku. To jest już seria, zapala się czerwona lampka i trzeba wyciągnąć wnioski, bo zaraz może być problem z awansem. ŁKS wygrywał, było fajnie. Nie sztuka jest iść za ciosem jak wszystko się udaje. Teraz wpadliśmy w korkociąg. W jakąś spiralę niepowodzeń. Jak najszybciej musimy znaleźć na to receptę. W meczu z Legią, czołowym zespołem ekstraklasy nie było widać dużej różnicy poziomów, ale powtarzały się te same błędy w grze defensywnej, co w pierwszej lidze, dlatego przegraliśmy. Legia bezlitośnie wykorzystywała proste błędy w wyprowadzeniu piłki.

Reklama

Jakie wrażenie zrobili na panu debiutanci: Rygaard i Janczukowicz?

– Duńczyk grał z Legią bardzo dobrze przez pół godziny. Potem miał dużo prostych strat, popełniał sporo błędów. Nie wiem, z czego to wynika, na moje trenerskie oko zaczęło mu brakować sił. Może źle przepracował okres przygotowawczy, może to wina złych warunków atmosferycznych? Pierwsze minuty z Legią pokazały, że ten zawodnik umie grać w piłkę. Kwestia tego jak jest przygotowany i czy będzie umiał swoje umiejętności sprzedać. Janczukowicz strzelił bramkę w debiucie z mistrzem Polski, dla młodego chłopaka na pewno duża sprawa.

Wszyscy nowi piłkarze mają trudne wejście. Przychodzili do drużyny, która walczy o awans, a tu na przywitanie doznali dwóch takich bolesnych porażek.

To w końcu jaka jest pana diagnoza złych wyników ŁKS?

– Na wynik sportowy składa się wiele czynników, najważniejszy jest proces treningowy, reszta to dodatki. Do 15 listopada wszyscy zachwycali się grą ŁKS. Od tego czasu ten zespół przecież nie został osłabiony, wręcz przeciwnie zrobiono dobre wzmocnienia. Nie wiem gdzie leży problem… Może to kwestia dyspozycji poszczególnych zawodników, formy, przygotowania, nastawienia?

Który piłkarz z obecnej kadry ŁKS jest dla pana najlepszy?

– Zapomnijmy o rundzie jesiennej. Przez długi czas było fajnie. Potem jedziemy na Radomiaka głupi rzut karny – przegrywamy 0:1. Następny mecz – czerwona kartka Wolskiego i 4:4 z Puszczą. Może to ciągle siedzi w psychice tych zawodników? Im szybciej sami się otrząsną tym lepiej. Mamy przecież tak dogodną sytuację. Mecz z Odrą u siebie i potem derby też u siebie. Niepokojące jest, że ostatnio ŁKS wygląda gorzej na swoim boisku. Są w tych meczach momenty, że nasi piłkarze wyglądają bardzo korzystnie, ale za chwilę przychodzi taki fragment, że łapię się za głowę, co oni wyprawiają. Tak moglibyśmy prześledzić zagrania każdego zawodnika. Brakuje stabilizacji i to przekłada się na wyniki.

Ile jest w tym winy trenera?

– Trener Stawowy pokazał w tamtej rundzie, że wie jak dobrze przygotować zespół. Teraz wpadł w trudny moment i musi pokazać, że umie z niego wyjść. Taka jest rola sztabu.

Wiosenne derby będą dla ŁKS trudniejsze od tych jesiennych?

– To pokaże najbliższa kolejka. ŁKS się otrząśnie, zagra dobrze z Odrą i nie powinno być trudniej. Są dwie strony tego medalu: jeżeli ŁKS przegra kolejny mecz, a Widzew pójdzie za ciosem i wygra dwa spotkania z rzędu, to wiadomo, na fali sukcesów przyjedzie w roli faworyta.

Z którą pozycją na boisku ŁKS ma największy problem?

– W mojej ocenie największym problemem jest napastnik, typowa dziewiątka, który dwa gwarancję zdobycia 15 bramek w sezonie.

Ten zespół fajnie funkcjonuje do pola karnego, potem zaczyna się problem. Gdybyśmy mieli napastnika, który strzela średnio co drugi mecz, to już by było świetnie.

Tak jak mówiłem, problemem jest też gra w defensywie całego zespołu. Jeżeli drużyna będzie dopuszczała przeciwnika do takich sytuacji, to nawet doskonały bramkarz nie pomoże. Przecież pierwsza bramka z Legią to efekt prostego błędu przy wyprowadzaniu piłki. To jest nasz największy problem. Długo utrzymujemy się przy piłce, fajnie to wygląda tylko, że… ŁKS jest najgroźniejszy dla siebie kiedy ma piłkę. Przeciwnik wykorzystuje proste błędy przy wyprowadzeniu, przy stratach. Tak strzelili nam większość bramek. Nie strzelają nam po pięknych akcjach, budowanych od swojego pola karnego w ataku pozycyjnym.

Piłka nożna

ŁKS ŁódźMarek Chojnacki

Dodaj komentarz