Reklama
Reklama

Mistrz Polski z Widzewem: Widzew grał z wyrwą w środku

Czas 5 min czytania
Mistrz Polski z Widzewem: Widzew grał z wyrwą w środku

Przy piłce Patryk Mucha (fot. Marian Zubrzycki)

Taki mecz był Widzewowi potrzebny. Brak dwóch podstawowych graczy pokazał, na kogo w dłuższej perspektywie nie będzie można liczyć. Będą potrzebne wzmocnienia – uważa Sławomir Gula, mistrz Polski z drużyną z al. Pilsudskiego.

Reklama

Czy podobały się panu derby Łodzi?

Sławmir Gula: Zależy pod jakim względem. Jeśli chodzi o oprawę: pełne trybuny i doping, oraz o zaangażowanie piłkarzy, to mi się podobało. Jeśli chodzi o wynik, to padł remis ze wskazaniem na ŁKS.

Reklama

A co się nie podobało?

– Było jednak widać, że jeśli chodzi o jakość piłkarską, to ekstraklasa jest o stopień wyżej. Ale jednak to były derby. W takim meczu ważne są inne rzeczy, m.in. właśnie zaangażowanie, podejście mentalne, ambicja, dlatego piłkarska jakość często jest trochę niższa. Po prostu czasem aż za bardzo się chce i nie wychodzi, jak należy.

Reklama

Co zawiodło w Widzewie?

Reklama

– Środek pomocy. Brak Juliusza Letniowskiego i Marka Hanouska był aż nadto widoczny. Oni kreują grę i widać było sporą wyrwę w tej maszynie.

Sławomir Gula

Remis jest sprawiedliwy?

– Tak jak powiedziałem, to remis ze wskazaniem na ŁKS. Z perspektywy całej kolejki i remisów czołowych drużyn, to dla Widzewa dobry wynik. Mogło się skończyć tragedią, bo w 96. minucie znakomitą okazję miał Antonio Dominguez. Gospodarze tak naprawdę mieli dwa strzały i zdobyli dwa gole. Także więc z tej perspektywy, z przebiegu meczu, wynik jest dla Widzewa dobry, bo mógł przegrać. To był bardzo podobny mecz do tego sprzed roku, gdy to Widzew grał na ŁKS-ie. Wtedy faworytem był ŁKS, ale Widzew prowadził dwoma golami, by w końcu podzielić się punktami. Ten remis z niedzieli żadnej z drużyn nie krzywdzi. Jak mawia Zbigniew Boniek: lepiej dwóch rannych, niż jeden zabity. Widzew też trzeba docenić, za to co zrobił. Przegrywał 0:2, a jednak doprowadził do wyrównania. Gdyby tę drugą bramkę strzelił kwadrans wcześniej, to może jeszcze by wygrał ten mecz, bo trybuny poniosłyby piłkarzy. Szczerze trzeba jednak stwierdzić, że jednak armat zabrakło Widzewowi w tym meczu.

Reklama

Gospodarze u siebie tylko wygrywali i wydawało się, że od pierwszej minuty rzucą się na rywali. Ale tak nie było. Presja?

– Moim zdaniem nie. Po prostu w składzie zabrakło Letniowskiego i Hanouska. Ich obu na raz. Gdy wcześniej nie mógł grać jeden z nich, to w składzie był ten drugi, któremu pomagał ktoś inny. Teraz zabrakło obu, a to najbardziej kreatywni piłkarze Widzewa. Tak naprawdę oni mieli udział przy większości goli dla drużyny. Nawet jeśli nie oni je strzelali, albo przy nich asystowali, to brali udział w bramkowych akcjach, napędzali drużynę.

Zastąpili ich Abdul Aziz Tetteh i Patryk Mucha…

Reklama

– Tetteh ma fajne nazwisko, ale nazwiska nie grają i dobrze o tym wiemy. Na tę chwilę Tetteh porusza się… bardzo dostojnie. Ciężko, że aż szok. On umie kopać piłkę, ale trzeba jeszcze przy tym trochę powalczyć, pobiegać.

Mikkel Rygaard z ŁKS i Abdul Aziz Tetteh z Widzewa/fot. Marcin Bryja, widzew.com

W środku wygrał ŁKS?

– Był tam zdecydowanie lepszy. Hiszpanie: Dominguez i Pirulo, naprawdę potrafią grać w piłkę. W Widzewie zabrakło też Krystiana Nowaka, ale jego brak nie był aż tak widoczny. W kadrze jest jeszcze Tomasz Dejewski i w razie co Michał Grudniewski. Gdy grają oni, to nie ma takiego spadku jakości w grze defensywy. Oni są w stanie go zastąpić. W środku pola już tak nie jest. Mucha i Tetteh to nie ten rozmiar kapelusza co Letniowski i Hanousek. Poza tym, gdy grają oni, to lepiej grają ofensywni piłkarze Widzewa. Jedno łączy się z drugim.

Reklama

Trener Janusz Niedźwiedź przekonywał jednak, że tych dwóch piłkarzy da się zastąpić. „Jeden do jednego” – mówił.

– A co miał mówić? Że teraz zagrają słabsi piłkarze? W jakiej postawiłby ich sytuacji? Po prostu inaczej mówić nie mógł. Wystawił jedenastkę najsilniejszą, na jaką tego dnia Widzew było stać. Zmiennicy, to trzeba jasno powiedzieć, nie wykorzystali swojej szansy, więc trener nie będzie miał teraz ani grama dylematu przed kolejnym meczem, kogo wystawić w środku. Jak widać, dotychczas się nie mylił i wystawiał do gry lepszą parę pomocników. Zmiennicy mogli sprawić, że trener przed kolejnymi meczami będzie miał ból głowy, kogo wystawić, ale nic takiego się nie stało.

ŁKS – mimo plagi kontuzji i kłopotów organizacyjnych w klubie – nie wyglądał na drużynę, która jest w dołku.

Reklama

– Po szczęśliwej wygranej z Arką Gdynia ŁKS nie przyjechał na Widzew w roli faworyta i może to mu pomogło? Przyjechali, zagrali i pokazali się z dobrej strony. Jeśli druga łódzka drużyna będzie tak grać dalej, to nie stoi na straconej pozycji. I Widzew, i ŁKS mogą awansować do ekstraklasy. Widziałem ostatnio mecze Miedzi Legnica i Korony Kielce i ŁKS nie jest od nich gorszy, a moim zdaniem nawet jest lepszy.

Widzew nie pierwszy raz daje się zdominować rywalom. Zgadza się pan z tą tezą?

– Tak po prostu układają się mecze. Teraz stracili szybko gola, nie zdążyli się otrząsnąć, a zaraz było 0:2. Ale jednak Widzew się podniósł, za co należy się piłkarzom szacunek. To naprawdę nie jest łatwe, a tym bardziej w takim meczu jak derby. Widzewiacy na pewno bardzo się starali. Za bardzo jednak nie wychodziło. Było za dużo strat, brakowało po prostu piłkarskiej jakości, jaką dawali Letniowski i Hanousek. To nie był dobry mecz Widzewa, ale go nie przegrał. Najlepszym słowem do tego co się stało będzie chyba: „wyrwał”. On wyrwał rywalowi ten punkt. Wywalczył go dzięki charakterowi. Jeśli do tego dojdzie jakość i większa siła ognia, to jestem spokojny o tę drużynę.

Trzeba przyznać, że Widzew, nawet jeśli gra słabiej, to nie przegrywa.

– To świadczy tylko dobrze o Widzewie. Jego piłkarze czasem dają się wyszaleć rywalom, bo tak też bywa, nie da się od 1 do 90 minuty dominować, ale sami też potrafią sami ugryźć. I nie pozwalają się ogrywać. Niedługo będzie półmetek rozgrywek, a Widzew jest na dobrej drodze do tego, by awansować. Oczywiście trzeba walczyć dalej, trzeba też będzie wzmocnić drużynę.

Przecież jest liderem.

– Ten niedzielny mecz był dla Widzewa bardzo ważny pod tym względem, że zobaczyliśmy, jakie ma braki. Z minusów warto wyciągać plusy. Minusem był brak dwóch podstawowych, najbardziej kreatywnych graczy. Plusem niech będzie świadomość, że trzeba szukać dla nich lepszych zastępców. Ten mecz, inne już rozegrane oraz te które przed drużyną jeszcze w tym roku, pokażą, na kogo w dłuższej perspektywie będzie można liczyć, a na kogo nie. Cały czas trzeba się rozwijać. W Widzewie nie będzie już potrzeba rewolucji, a ewolucja. Wzmocnienia są więc konieczne. Ale jestem dobrej myśli. Wierzę w tych trenerów, w ludzi, którzy prowadzą klub. Wiedzą co robić.

Sławomir Gula

Co jeszcze pokazały derby Łodzi?

– Że takie mecze i takie drużyny, jak Widzew i ŁKS są potrzebne ekstraklasie. Ten mecz, chociaż piłkarsko nie był dobry, dzięki oprawie, zainteresowaniu, emocjom, jakie mu towarzyszyły, był znacznie lepszy, niż był w rzeczywistości. Takie mecze są ekstraklasie potrzebne. Z całym szacunkiem dla drużyn z Niecieczy czy Mielca… To są fajne historie, awanse takich klubów są ok, ale to tylko epizody. Widzew i ŁKS, miasto Łódź, to co innego.

Piłka nożna

derby ŁodziŁKS ŁódźSławomir GulaWidzew Łódź

Dodaj komentarz

Reklama