Okienko transferowe zbliża się do końca. W Widzewie cały czas pracują nad sprowadzeniem napastnika. O tym i o innych tematach związanych z łódzkim klubem, z portalem Weszło rozmawiał Mindaguas Nikolicius, dyrektor sportowy RTS-u.
“Niko” w Widzewie pracuje od marca. Od razu dostał bardzo ambitne zadanie, bo musiał przygotować się do największego w historii klubu okienka transferowego. Trzeba przyznać, że kończące się lato było dla Litwina bardzo pracowite. Cały czas nie udało się jednak sprowadzić drugiej “dziewiątki”. Docelowo Sebastian Bergier miał być tym “drugim” napastnikiem, a “jedynką” miał być zawodnik z mocniejszej ligi. Okienko w Polsce kończy się 8 września.
– Każdy szuka napastnika, to żadna tajemnica. Jeśli oczekujesz konkretnego profilu pod konkretną ligę, nie jest to łatwe zadanie. Po pierwsze musisz przekonać zawodnika, żeby chciał trafić do Polski, więc liczba wyzwań rośnie. Tu nie chodzi o Widzew. Zwracasz się do piłkarzy z lepszych lig, do zawodników, którzy mają możliwość wyboru. Zwykle mają mnóstwo ofert, więc konkurencja jest ogromna – mówi Nikolicius dla Weszło.
I dodaje:
– Nie odmówił jeden czy dwóch piłkarzy, a naprawdę wielu. Nie chcieli grać w Ekstraklasie. Mogliśmy wybrać inną drogę, łatwiejszą, ale wierzymy w siebie i to, co robimy. Wierzymy, że jesteśmy w stanie znaleźć i przekonać właściwego piłkarza. Chcę jednak tylko kogoś, kto jest na sto procent przekonany, że to właściwe miejsce i chce tu być. Kogoś, kto dałby się pokroić za to, żeby grać w Widzewie.
Od początku okienka mówiło się, że napastnik ma być transferem, po którym kibice “spadną z krzeseł”. Trudno nie odnieść wrażenia, że im bliżej końca okienka, tym bardziej wydaje się, że tego efektu “wow” w tym przypadku niestety zabraknie. Ale może Niko wszystkich zaskoczy? Jak sam mówi, klub rozmawiał z naprawdę topowymi klubami.
– Mogę zdradzić, że rozmawialiśmy z absolutnie topowymi klubami w skali Europy. Na przykład z Chelsea FC, chcieliśmy ich napastnika. Nie chcę wchodzić w nazwiska, ale duże kluby wysyłają wielu piłkarzy na wypożyczenie, są różne opcje. To zawodnicy o dużej jakości. Napastnik, o którym mówię, jest bardzo ciekawy. Był już w innych klubach na wypożyczeniach, ale wracamy do tego, o czym mówiłem wcześniej – powiedział, że nie widzi siebie w Ekstraklasie – przyznaje.
Najświeższym nazwiskiem, które pojawiło się wokół RTS-u w ostatnim czasie jest Sambou Soumano. Wygląda jednak na to, że ten transfer również się oddala…
– Jest na naszej shortliście, na której mamy łącznie piętnaście nazwisk. Tyle mogę powiedzieć. Odbyłem kilka rozmów z Lorient, ale na ten moment transferu nie ma. Zobaczymy, czy do nas trafi. Na ten moment to po prostu jedna z opcji.
Napastnik z prawdziwego top-u to faktycznie coś czego cały czas brakuje łodzianom. Mają naprawdę mocnych obrońców, pomocników, skrzydłowych, ale “dziewiątką” jest Sebastian Bergier, który ostatnie kilka lat spędził w GKS-ie Katowice i choć zdobył w tym sezonie już trzy gole, to jeśli widzewiacy chcą walczyć o coś więcej niż środek tabeli, potrzebują czegoś “ekstra”. O tym, że rozmowy z graczami o wyższych umiejętnościach nie są proste pokazują przykłady Ricardo Visusa i Steliosa Andreou.
– Sprowadzenie ich do Widzewa nie było łatwym zadaniem. Negocjacje z Realem Betis w sprawie Visusa nazwałbym wręcz wykańczającymi. Udało się wywalczyć bardzo korzystny finansowo deal dla naszego klubu. W przypadku Andreou było bardzo podobnie. Myślę, że dopięcie tego transferu zajęło mi czterdzieści pięć dni. To nie jest łatwy proces. Jak już wspomniałem – rozmawiamy o piłkarzach, którzy mają wiele opcji. Stelios Andreou na koniec miał ofertę z Serie A. Mógłby tam iść i grać, nie byłaby to żadna sensacja. Jestem dumny z tego, że jako Widzew wygrywamy walkę o zawodnika z klubem z Włoch, zwłaszcza że dzieje się tak z powodu projektu, jaki przedstawiamy, nie kwestii finansowych.
W rozmowie poruszono też kwestię rozstania z Zeljko Sopiciem. Wiele osób mówi, że to wielka porażka łodzian, bo Chorwat pracował przy Piłsudskiego tylko pół roku.
– Gdybym miał oceniać ogólnie – to bardzo dobry szkoleniowiec. Wierzę, że w następnym klubie zrobi równie dobrą robotę, jak w poprzednim, przed przyjściem do Widzewa. Czasami coś między stronami „nie klika”. Widzieliśmy to i naszą odpowiedzialnością jest reagowanie zamiast patrzenia, jak coś zmierza w złym kierunku. Uznaliśmy, że w tym układzie nie rozwiniemy tego, na czym nam zależy. Wciąż jesteśmy na początku tego projektu i mamy przestrzeń na takie korekty. Takie rzeczy się zdarzają. Minęło pół roku. Nie sztuką jest mówić, że nie popełniło się błędów, lecz je dostrzegać i naprawiać. Masz plany, masz wizję i cele, potem sprawdzasz, czy oczekiwania są spełniane, czy zmierza to w wytyczonym kierunku. Piłkę nożną napędzają wyniki, ale zwłaszcza w takich projektach jak nasz – świeżych, nowych – cały proces jest bardzo istotny. To był błąd, ale zdarza się, że ludzie nie do końca pasują do tego, co chcesz zbudować – komentuje Niko.