Cisza przed widzewską burzą

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Cisza przed widzewską burzą - Zdjęcie główne
Autor: Łódzki Sport | Opis: prof. Leszek Bohdanowicz

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaNa pierwszy rzut oka wokół Widzewa jest spokojniej niż podczas poprzednich letnich przygotowań. To jednak tylko pozory. Za kulisami doszło do głębokich zmian organizacyjnych i personalnych, a ich efekty już wkrótce zweryfikuje ligowa rzeczywistość.
reklama

Obecna przerwa między sezonami różni się od tych z ostatnich lat. Mam wrażenie, że jest mniej gorąco. Na pewno przygotowania Widzewa zostały trochę przyćmione przez Mistrzostwa Świata, choć pewnie dla samych kibiców łódzkiego klubu dużo ważniejsze jest to, co dzieje się wokół niego, niż w Ameryce Północnej. W Łodzi najpierw zaczęło się od zmian w organach spółki. One wpłynęły na organizację klubu. Kluczowe było przejęcie władzy na poziomie zarządczym przez Roberta Dobrzyckiego i Pawła Skarzyńskiego, który formalnie jest prokurentem, ale wiadomo, że jako osoba zaufana właściciela podejmuje lub zatwierdza wiele decyzji. Poza tym zaszło wiele innych zmian personalnych, choćby w dziale komunikacji i całym pionie sportowym. 

reklama

Po tych zmianach Widzew będzie działał inaczej. Wydaje się, że priorytety uległy zmianie. Nie odbyło się podsumowanie tamtego sezonu. Wcześniej dążono do przedstawienia kibicom możliwie jak najbardziej pogłębionych analiz. Teraz to nie miało miejsca. Wynikało to zapewne z faktu, że nikt, a przede wszystkim Robert Dobrzycki, nie był zadowolony z poprzedniego sezonu. Może też pokłosiem tego jest mniejsza jego obecność w mediach. I słusznie. Na nią przyjdzie czas po sukcesach. Zabrakło również gali dla Widzewskiego Klubu Biznesu. Przedstawiciele współpracujących firm mają być dopiero uhonorowani na przedsezonowej prezentacji drużyny. Z tego, że za udział w niej trzeba zapłacić, nie tylko na trybunach, ale też w dość drogich już lożach, wielu kibiców nie było zadowolonych. To wszystko konsekwencje tego, co się w klubie działo, a szerzej również zmieniającej się kultury organizacyjnej. Takich sygnałów o jej zmianach w przerwie między sezonami był więcej. Ostatecznie, oczywiście o tym, jak na nie będzie patrzyło środowisko widzewskie w dłuższym okresie, zadecyduje boisko i spełnienie marzeń sportowych. Gdy ich spełnić się nie uda, pomruki niezadowolenia będą silniejsze. W przeciwnym przypadku, nikt narzekał nie będzie. Sukces sportowy jest w klubie piłkarskim w stanie przyćmić wszystko.

reklama

Najistotniejsze zmiany zaszły oczywiście w pionie sportowym. Jednak przeprowadzono je na tyle późno, że tak naprawdę nowy pion sportowy trudno będzie oceniać w najbliższym czasie. Niektóre ze zmian są nawet wdrażane. Łukasza Masłowskiego, Dyrektora Pionu Sportowego, jeszcze w klubie nie ma. Pracę ma zacząć w sierpniu. Nawet jeśli pozostałe osoby, już pracujące w Widzewie, są z nim w kontakcie, to trudno oczekiwać, że będzie w pełni zajmował się klubem w trakcie urlopu. A ma do niego prawo. W Widzewie są dyrektor sportowy Artur Płatek i Piotr Kosiorowski zajmujący się skautingiem. Nowy dyrektor sportowy dopiero poznaje łódzki klub. Nie ma znaczenia, że w polskiej piłce nie jest osobą anonimową. Musi w pełni zorientować się, jak wygląda organizacja, sztab szkoleniowy i drużyna. Również, jak te trzy elementy ze sobą współdziałają. Niektóre z nich już na samym początku jego pracy zazgrzytały. Świadczą o tym choćby problemy z rozgrywaniem meczów towarzyskich w trakcie zgrupowania w Austrii. Wracając do całego pionu sportowego, to jest w nim jeszcze jedna ciekawa rzecz. Często jest tak, że na preferowaną filozofię gry wpływa kariera zawodnicza i pozycja na boisku w jej trakcie. Artur Płatek był obrońcą, a Piotr Kosiorowski pomocnikiem. Łukasz Masłowski z kolei grał jako napastnik. Zobaczymy jak ich wizje budowy drużyny będą się ścierały i co z tego wyniknie.

reklama

Tak późne zmiany sprawiają, że większa odpowiedzialność spada na Aleksandra Vukovicia. Na niego będą zwrócone oczy wszystkich. Tak w przypadku, gdy Widzewowi jesienią się powiedzie, jak i gdy drużyna nie spełni oczekiwań. Swoje zadanie w minionej rundzie wykonał. Uchodzi też za trenera sprawiedliwego. To ważne. Jego zaletą jest także to, że dotychczas nie wdawał się w nadmierne przepychanki komunikacyjne, a koncentrował się na pracy. Nawet sytuację, w której nie założył szalika Widzewa, który chciał mu dać jeden z kibiców, należy ocenić na plus. Gdyby go założył, to byłby populizm. Z racji kariery piłkarskiej jest związany ze środowiskiem Legii Warszawa, a w Widzewie pracuje i dotychczas robił to bardzo rzetelnie. Kibice to doceniają.

reklama

Za moment jednak będzie mu trudniej, bo oczekiwania jak zawsze w Widzewie, są duże. Dochodziły do nas głosy, że drużyna ciężko trenowała. To pewnie może napawać optymizmem, bo wiemy, że na wiosnę przygotowanie fizyczne było problemem. Z drugiej strony byłoby to za łatwe, gdyby wystarczyło tylko ciężko trenować i to gwarantowało sukces. Trzeba jeszcze z zawodników stworzyć drużynę. To zadanie Vukovicia. Trener Widzewa może nie otrzymał wielu nowych piłkarzy, ale ma do dyspozycji zawodników, których wartość na tle innych drużyn Ekstraklasy jest wysoka. Zwłaszcza po transferach Karola Świderskiego i Mario Garcii oraz powrotach z wypożyczeń. Przecież pod względem wartości według portalu Transfermarkt Widzew w tym momencie, z wyceną na poziomie 41,05 mln Euro, ustępuje jedynie Lechowi Poznań (56,65 mln Euro). A to przede wszystkim dlatego, że w poznańskim klubie grają dwaj wysoko wyceniani wychowankowie – Wojciech Mońka (10 mln Euro) i Antoni Kozubal (6 mln Euro). Obu ustępuje najdroższy w Widzewie Karol Świderski (4,5 mln Euro). 

Oby w tych warunkach Aleksandrowi Vukoviciowi się udało. Pewnym utrudnieniem może być to, że nie wszyscy piłkarze Widzewa z obecnej kadry są dopasowani do jego filozofii gry, ale do tego trenerzy są przyzwyczajeni. Z tego też powodu przewagę mają ci szkoleniowcy, którzy w klubach pracują przez kilka lat. Tego trenerowi Widzewa życzę, bo to będzie oznaczało, że Widzew jakiś sukces osiągnął. Tu przypomina mi się kolejna przypadłość klubów piłkarskich. Jeśli coś nie idzie, tak jak by oczekiwali kibice, to bez głębszego rozpoznania przyczyny i szukania rozwiązania, szuka się kozła ofiarnego. Może być nim trener, choć czasem też inna osoba. W efekcie niewiele się zmienia, a z czasem szuka się kolejnego. Kandydatów na kozła ofiarnego w Widzewie w tym momencie jest niewielu. Oby jednak w tym sezonie nie trzeba było go szukać. Byłoby to też w stosunku do ostatnich sezonów coś wyjątkowego.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo