Był czerwiec 1997 roku. Widzew tydzień wcześniej dokonał cudu w Warszawie pokonując Legię 3:2, choć przegrywał przy Łazienkowskiej 0:2 do 88. minuty. Mecz z Rakowem był już tylko formalnością. Na to wyjątkowe wydarzenie pofatygował się sam Leszek Miller, ówczesny premier Polski, a prywatnie kibic łódzkiego klubu, który spotkanie oglądał z wysokości trybun. 18 000 kibiców zgromadzony na stadionie Widzewa nie zdawało sobie wtedy jeszcze sprawy z tego, że tego dnia zobaczą niezwykły wyczyn swojego napastnika – Jacka Dembińskiego.
Strzelanie zaczął w 26. minucie. Kilkanaście minut później było już 2:0, a chwilę po przerwie Dembiński skompletował hat-tricka.
- Pamiętam, że miałem na stadionie swoje miejsce, przy barierce. Nie lubiłem siedzieć ze względu na te emocje, które we mnie buzowały. Kilka rzędów nade mną siedzieli ludzie z HSV. Przyjechali kupować Dembińskiego. Po bramce na 3:0 wyjąłem z kieszeni kilka marek niemieckich i zacząłem do nich nimi machać, żeby pokazać, że Jacek właśnie zdrożał – opowiadał po latach w programie Hejt Park w Kanale Sportowym Andrzej Grajewski, współwłaściciel Widzewa w latach 90.
Wielkim nieobecnym tamtego meczu był Marek Citko. W tamtym czasie prawdziwy idol młodych fanów piłki nożnej w Polsce. Młodsi czytelnicy mogą dziś nie rozumieć fenomenu Citki, który przecież nie był gwiazdą Serie A czy Bundesligi, a „jedynie” topowym graczem Ekstraklasy. Dziś w erze Lewandowskiego czy Zielińskiego, faktycznie ciężko sobie wyobrazić by jakiś gracz naszej rodzimej ligi mógł wywoływać takie emocje w całym kraju. Citko był supergwiazdą, którą zachwycali się wszyscy. Był też graczem, który miał olbrzymi potencjał by zrobić karierę za granicą. Nie zagrał w trzech ostatnich meczach tamtego sezonu po tym jak doznał potwornej w skutkach kontuzji zerwania ścięgna Achillesa w starciu z Górnikiem w Zabrzu. Przed meczem z Rakowem poruszał się o kulach wokół linii bocznej boiska.
- Wtedy nie czułem nawet złości, że nie mogę zagrać. Cieszyłem się sukcesem Widzewa. Nie wiedziałem też, że ta kontuzja będzie aż tak ciężka. Byłem optymistą. Zakładałem, że założą mi gips, przejdę rehabilitację i będzie okej. Nie miałem też jakichś myśli, że to ja mogłem być na miejscu Jacka i strzelać te gole i cieszyć się chwilę później z transferu za granicę. Miałem kilka ofert parę miesięcy wcześniej i je odrzuciłem, dlatego tamtego dnia po prostu kibicowałem Widzewowi i podziwiałem występ Jacka – przyznawał kilka lat temu w rozmowie z nami Marek Citko.
Napastnik Widzewa nie miał tego dnia litości dla rywali z Częstochowy. Do bramki strzeżonej przez Marka Matuszka trafił jeszcze dwukrotnie. W 59. I 63. minucie gry. Widzew zwyciężył ostatecznie 5:1, bo honorowe trafienie dla Rakowa kwadrans przed końcem meczu zdobył Grzegorz Skwara. Nie miało to jednak żadnego znaczenia, bo najważniejsze było to, że Widzew obronił tytuł mistrza Polski.
Kontrakt spisany na kolanie
Po zakończeniu spotkania widzewiacy świętowali czwarty i jak do tej pory ostatni tytuł mistrzowski. W tym czasie przedstawiciele HSV spieszyli się by jak najszybciej zakontraktować zawodnika RTS-u.
- Po meczu oni zgłupieli. Nie chcę mówić, że na papierze toaletowym, ale dosłownie na pierwszej lepszej kartce papieru spisaliśmy umowę, żeby Dembiński do nich przeszedł – wspominał Grajewski we wspomnianym wcześniej programie.
Cały przebieg spotkania, a także fakty na temat polskiej ligi w tamtych czasach, które wyszły na światło dzienne po latach, sprawiły, że wiele osób mogło mieć wątpliwości czy spotkanie łodzian z częstochowianami było w stu procentach czyste. Były właściciel Widzewa zarzeka się, że mecz nie był ustawiony.
- W żadnym wypadku. Po prostu my byliśmy wtedy bardzo mocni, a Raków był bardzo, ale to bardzo słaby – mówił popularny „Grajek”. Podobnego zdania jest Citko.
- Albo ktoś umie strzelać, albo nie. My byliśmy rozpędzeni i mieliśmy „pakę”, która potrafiła pokonać każdego. Raków w tamtym czasie był słabym zespołem, który przyjechał do nas nie grając już o nic. Dla nich to spotkanie nie miało żadnego znaczenia. Chcieli zagrać, wrócić do domu i zapomnieć. Stąd ten wysoki wynik i kapitalny występ Jacka, który był bardzo dobrym piłkarzem – stanowczo stwierdził były gwiazdor czerwono-biało-czerwonych.
Historia pojedynków Widzewa z Rakowem nie jest specjalnie bogata. Do tej pory rozegrano zaledwie 15 spotkań. Widzew wygrał 6, tak samo Raków. Pierwsze spotkanie między tymi klubami miało miejsce dopiero w 1990 roku. Teraz oba zespoły są na dwóch różnych biegunach, bo przecież Raków cały czas jest w walce o medale, zaś Łodzianie toczą swój bój o utrzymanie. I właśnie z tego powodu ten mecz zapowiada się naprawdę ciekawie. Pierwszy gwizdek o 14:45,
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.