Co podzieliło Widzew i ŁKS? Kompleksy? [FELIETON]

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Co podzieliło Widzew i ŁKS? Kompleksy? [FELIETON] - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaW czasach prawdziwej świetności łódzkiej piłki, gdy Widzew i ŁKS zaliczały się do ścisłej polskiej czołówki, jako młody stażem dziennikarz zajmowałem się oboma klubami. Mój zwyczajny dzień w pracy polegał na tym, że jechałem na trening tej drużyny, która zaczynała wcześniej, po czym przenosiłem się na przeciwną stronę Piotrkowskiej, by sprawdzić co dzieje się w drugim klubie. Często podwozili mnie piłkarze - ci z ŁKS-u, mieszkający na Widzewie lub Stokach, albo widzewiacy mający mieszkania na Retkini. Często prosili, bym pozdrowił ich kolegów z tego drugiego zespołu. Podobnie było z trenerami, a już kierownicy drużyn - ludzie będący prawdziwymi instytucjami, czyli Marek Łopiński i Tadeusz Gapiński - byli bardzo dobrymi kolegami.

W czasach prawdziwej świetności łódzkiej piłki, gdy Widzew i ŁKS zaliczały się do ścisłej polskiej czołówki, jako młody stażem dziennikarz zajmowałem się oboma klubami. Mój zwyczajny dzień w pracy polegał na tym, że jechałem na trening tej drużyny, która zaczynała wcześniej, po czym przenosiłem się na przeciwną stronę Piotrkowskiej, by sprawdzić co dzieje się w drugim klubie. Często podwozili mnie piłkarze - ci z ŁKS-u, mieszkający na Widzewie lub Stokach, albo widzewiacy mający mieszkania na Retkini. Często prosili, bym pozdrowił ich kolegów z tego drugiego zespołu.

Podobnie było z trenerami, a już kierownicy drużyn - ludzie będący prawdziwymi instytucjami, czyli Marek Łopiński i Tadeusz Gapiński - byli bardzo dobrymi kolegami. Nikomu nie przeszkadzało, że Marek Dziuba najpierw grał, a później odnosił sukcesy jako trener ŁKS-u i Widzewa, a Andrzej Pyrdoł przenosił się z jednego klubu do drugiego.

Jeszcze wcześniej, kiedy byłem dzieckiem, Widzew największe sukcesy święcił na stadionie przy al. Unii, dzięki czemu wygrane z europejskimi potentatami oglądały dziesiątki tysięcy ludzi. Zbigniew Boniek i Jan Tomaszewski wspominali, że na zgrupowania reprezentacji widzewiacy i ełkaesiacy często podróżowali razem, a popołudnia i wieczory spędzali w kawiarni w dzisiejszym Pasażu Schillera.

Nie zawsze można to było nazwać przyjaźnią, ale na pewno szczerą sympatią. Wielokrotnie byłem przekaźnikiem informacji: ci z ŁKS-u prosili, bym przekazał ludziom z Widzewa, że np. najbliższy rywal zagra w osłabionym składzie, albo że jakiś lider wraca po kontuzji. I na odwrót.

Pamiętam też najlepsze sportowe imprezy, jakimi były fety z okazji "Złotych Butów" Expressu Ilustrowanego, na których piłkarze, trenerzy i działacze ŁKS-u i Widzewa bawili się wspólnie.

Zaczęło się to zmieniać na początku XXI wieku. Kolega z pracy, który przejął ode mnie ŁKS, wracał do redakcji i pierwsze o czym mówił, to problemy Widzewa. Pamiętam, że newsa o skazaniu stopera Widzewa za jazdę pod wpływem alkoholu, zdradził nam - z satysfakcją - działacz klubu z al. Unii. Kluby zaczęły się od siebie oddalać za sprawą ludzi, bo do władzy dochodzili kibole, którym daleko było do klasy poprzedników.

Derby Łodzi, które przez lata były świętem, zmieniły się żenujące widowiska, w których gra w piłkę jest tylko nieznaczącym dodatkiem do wulgaryzmów na trybunach.

Dziś oba kluby dzieli bardzo głęboka przepaść. Media społeczościowe aż kipią od wzajemnych złośliwości, szyderczych komentarzy i pretensji pod adresem lokalnego rywala. Mam wrażenie, że często kibiców bardziej cieszą niepowodzenia przeciwnika z drugiej strony Piotrkowskiej niż własne sukcesy. Dekadę temu uważałem, że większe kompleksy mają ełkaesiacy, teraz - moim zdaniem - gorzej jest po widzewskiej stronie. Nie wiem, czemu ma służyć ciągłe wytykanie gorszej frekwencji? Pokazaniu, jacy my jesteśmy wspaniali, bo zapełniamy cały stadion? Pretensje, że obiekt przy al. Unii jest nowocześniejszy? Tak, bo samochód kupiony pięć lat temu jest gorszy od nowego tej samej klasy. Ten drugi jest też droższy, bo wszystkie ceny poszły do góry.

Zadałem sobie trudu (naprawdę to ciężkie doświadczenie) i przez kilka dni czytałem w internecie komentarze dotyczące łódzkiej piłki. Połowa wpisów kibiców Widzewa w socjal mediach poświęcona jest ŁKS-owi? Nie rozumiem, dlaczego, skoro drużyna wygrała dwa kolejne mecze, pokonując w tym czasie lidera. Może to leczenie jakichś kompleksów, ale jakich?

Jestem przekonany, że dzisiejsza słabość łódzkiej piłki bierze się także z tego, że miasto tak bardzo się podzieliło. Zamiast lokalnej rywalizacji, która - co podkreślają gwiazdy sprzed lat - motywowała do lepszych wyników, jest coraz większa wrogość. Nie wróży to niczego dobrego...

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo