Letnie okienko transferowe to pierwsze miesiące, w których widać realny wpływ Roberta Dobrzyckiego na Widzew. Niespełna 20 lat temu w Widzew wielkie pieniądze zainwestował Sylwester Cacek, który również miał plany zbudowania w Łodzi drużyny, która miała powalczyć o mistrzostwo Polski i zaistnieć w Europie.
„To co na koniec zrobił Cacek było mało eleganckie”
Poważne, jak na polskie warunki, transfery gotówkowe i głośniejsze nazwiska przy Piłsudskiego to efekt większego budżetu. Podobnie sytuacja wyglądała 20 lat temu, gdy właścicielem łódzkiego klubu został Sylwester Cacek. Jeden z najbogatszych wówczas Polaków miał w planach budowę wielkiego Widzewa – klubu, który zaistnieje na arenie krajowej i międzynarodowej. Z wielkich planów niewiele wyszło. Bardzo dużo stracił i Widzew, i sam Sylwester Cacek.
- Widać było, że to idzie w złą stronę. Może nie spodziewałem się aż tak spektakularnego upadku, bo to co na koniec zrobił Cacek było mało eleganckie. Mam jednak do niego duży szacunek, bo póki co włożył w XXI wieku największe pieniądze w ten klub. Niestety mam wrażenie, że póki miał pieniądze, to nie znał się na piłce. Jak się trochę poznał, dowiedział się ilu tu jest naciągaczy i oszustów, to już chyba zaczęło mu brakować pieniędzy. Samo rozstanie mogłoby być dużo bardziej eleganckie, bo niestety zostawił po sobie spaloną ziemię – powiedział w rozmowie z „Łódzkim Sportem” Dariusz Antczak, właściciel firmy Deante, która od blisko 30 lat jest sponsorem Widzewa.
Wyważone plany budowania Widzewa
Robert Dobrzycki zamierza włożyć w Widzew dużo większe pieniądze niż Sylwester Cacek. Przed zachłyśnięciem się wizją pieniędzy spadających z nieba wielokrotnie przestrzegał Tomasz Stamirowski, czyli były właściciel, a obecnie mniejszościowy akcjonariusz łódzkiego klubu. Na szczęście, zdaniem Dariusza Antczaka, powtórka z historii Widzewowi nie grozi.
- Uważnym trzeba być zawsze. Rolą Stowarzyszenia RTS jest to, by czuwać i nie dopuścić do takiej degrengolady. Nie wiem, czy pan Dobrzycki zna się na piłce lepiej niż pan Cacek. Na pewno podszedł do tego lepiej i bardziej profesjonalnie od samego początku. To nie było wejście „na hurra”. On już jest w Widzewie od kilku lat, przyglądał się dokładnie, jak Widzew funkcjonuje. Tu nic się nie odbyło rewolucyjnie. Z tego, co wiem, jego plany są bardzo sensowne i wyważone. W dużym stopniu jego słowa przekręcają media, które budują taki nastrój wokół Widzewa, że już, teraz, będzie wszystko super. Z tego co słyszę w jego wypowiedziach, to on stara się to prostować – podkreślił Dariusz Antczak.
Właściciel Deante przyznał także, że przed samym Robertem Dobrzyckim oraz całym zarządem Widzewa bardzo dużo pracy, by przy Piłsudskiego stworzyć profesjonalny klub piłkarski.
- Moim zdaniem jeszcze sporo brakuje do zachodnich standardów. To pewnie wynika z ogólnej sytuacji polskiej piłki. Ten profesjonalizm byłoby mu pewnie łatwiej zbudować w Niemczech czy w Anglii. Kluczową rzeczą są ludzie, których się ma na czele klubu. To jest cała grupa osób zarządzających. Zapytałem go więc, według jakiego klucza będzie dobierał ludzi na najważniejsze stanowiska i nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi, ale powiedział coś, co mnie przekonuje. Otóż stwierdził, że ma ponad 30 biznesów, wszystkie idą dobrze, dobiera w nich ludzi często intuicyjnie i jeśli się sprawdzą, to zostają. On preferuje taki styl, w którym sam się odnalazł. Daje pracownikom duże możliwości i jednocześnie nakłada na nich dużą odpowiedzialność. Wydaje mi się, że to stosuje w Widzewie i należy ufać, że zrobi to z powodzeniem – ocenił Antczak.
To tylko fragmenty z ponad 30-minutowej rozmowy z Dariuszem Antczakiem.
Cały wywiad z właścicielem firmy Deante, zostanie opublikowany na łamach „Łódzkiego Sportu” niebawem.

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.