Dominik Kun o odejściu z Widzewa: Od grudnia wiedziałem, że nie zostanę
Opublikowano: Aktualizacja:
Autor: Piotr Grymm

Po czterech latach gry w barwach Widzewa Łódź z klubem żegna się Dominik Kun, którego kontrakt nie został przedłużony. Kiedy piłkarz dowiedział się, że jego czas przy Al. Piłsudskiego dobiega końca i za czym będzie tęsknił? Zapraszamy na wywiad z Dominikiem Kunem.
Piotr Grymm: Kiedy dowiedział się pan, że kontrakt nie zostanie przedłużony?
Dominik Kun: Decyzja zapadła w grudniu po rozmowie z trenerem.
Niektórzy do końca liczyli, że zostanie
Od grudnia wiedziałem, że nie zostanę w klubie, ale do końca chciałem być maksymalnie zaangażowany. Wynikało to zarówno z mojego profesjonalizmu, jak i tego, że zależało mi po prostu na jak najlepszych wynikach drużyny. Czułem się częścią tej drużyny niezależnie od tego, że moja przyszłość była już przesądzona. Chciałem do końca dawać z siebie wszystko.
Nie był pan zawiedziony, że trener nie poczekał z taką deklaracją trochę dłużej, tylko już w grudniu oznajmił panu, że nie będzie pan grał zbyt wiele? Czy może traktuje to pan jako ukłon w pańską stronę i otrzymanie od trenera wystarczająco wiele czasu, żeby zastanowić się nad swoją przyszłością?
CZYTAJ TAKŻE: Były piłkarz Widzewa o braku gry na nowym stadionie: "Byłem zawsze dziwnie pomijany"
Rozumiem tutaj podejście trenera, bo chciał być szczery wobec mnie. Wcześniej grałem u niego trochę więcej, dlatego powiedział mi to, żebym nie był później rozczarowany i zaskoczony, że nie gram. Wiadomo, że chciałem udowodnić na boisku, że zasługuję na grę, ale najwyraźniej trener ocenił mój potencjał tak, a nie inaczej i więcej po prostu temu zespołowi już nie dam.
Nie można sobie chyba było wymarzyć lepszego pożegnania niż taki piękny gol w ostatnim meczu?
Zgadza się. Lepiej nie dało się tego zakończyć, bo to był ostatni kontakt z piłką w tym meczu. To spotkanie idealnie spięło też klamrą cały mój pobyt w Widzewie. Pierwszy mecz przecież zagrałem cztery lata temu właśnie przeciwko Radomiakowi, który przegraliśmy 1:4 w Pruszkowie. Przez cały mój okres w Widzewie ten przeciwnik zupełnie nam nie leżał, a teraz w moim ostatnim spotkaniu nie dość, że wygraliśmy, to jeszcze zdobyłem bramkę.
Myśląc o piłkarzu Dominiku Kunie nasuwają się takie słowa jak: bieganie, poświęcenie, zaangażowanie, piękne i ważne gole. Co by pan dodał do tej listy podsumowując swój czas w Widzewie?
Z sezonu na sezon szliśmy w górę jako drużyna i to na pewno zapamiętam ze swojego pobytu w Widzewie. Zaczynałem grę w Widzewie w 1. lidze, później zrobiliśmy awans, utrzymaliśmy się w ekstraklasie, a teraz poprawiliśmy nasze miejsce. Dla mnie to był okres sukcesów zarówno indywidualnych, jak i zespołowych. Cieszę się, że moja gra pomogła rozwinąć się klubowi.
Jaki moment w czerwono-biało-czerwonej koszulce wspomina najlepiej?
Ten sezon w 1. lidze, w którym awansowaliśmy do ekstraklasy na pewno zapadnie mi w pamięć oraz runda jesienna w ekstraklasie zaraz po awansie. Pamiętam też swoją pierwszą bramkę, którą zdobyłem w ostatnim meczu swojego pierwszego sezonu w Widzewie, później ten gol na wagę awansu z Podbeskidziem, bramka z Miedzią w ekstraklasie. Na pewno tych momentów, które zostaną ze mną do końca życie trochę przed oczami mam.
A jakiś najgorszy moment przychodzi panu do głowy?
Pierwsze pół roku nie było łatwe zarówno dla mnie, jak i całej drużyny. Wyniki nie były zadowalające, a ja indywidualnie chciałem dać wtedy więcej drużynie. Ten okres dużo też mi jednak dał. Wszystkie porażki mnie czegoś nauczyły i nie traktuje ich jako rzeczy, o których chciałbym zapomnieć, tylko jako lekcje, z których wyciągnąłem wnioski.
CZYTAJ TAKŻE: Mistrz Polski z Widzewem: "Poczekałbym na Kerka i dał mu szansę"
Zainteresował Cię ten tekst?
Zaloguj się i czytaj dalej
Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE