Filip Przybułek z Widzewa Łódź: Byłem mocno zestresowany
Opublikowano: Aktualizacja:
Autor: Piotr Grymm

Dla wielu debiut w pierwszym zespole i to od razu w wyjściowym składzie przeciwko Pogoni tego zawodnika był wielkim zaskoczeniem. Sam piłkarz przyznaje, że nie spodziewał się aż tylu minut na początku tego sezonu. O swoim początku i planach na przyszłość zgodził się porozmawiać z nami młodzieżowiec Widzewa Łódź, Filip Przybułek.
Piotr Grymm: Pytanie, które musiało paść. Jak zaczęła się twoja przygoda z piłką. Zaczynałeś grać w Jastrzębiu-Zdroju?
Fili Dokładnie tak. Zaczynałem grać w szkółce MOSiR Jastrzębie. Klub GKS Jastrzębie nie miał swojej szkółki, więc zaczynałem trenować w MOSiRze. A wszystko zaczęło się dzięki mojemu tacie, który był miłośnikiem sportu.
Czyli tata cię popchnął do świata piłki. Ile miałeś wtedy lat?
Czas Mistrzostw Świata w 2010 roku to był mój początek.
Miałeś wtedy 7 lat. Szybko zacząłeś.
Można powiedzieć, że w miarę szybko.
Kiedy przyjechałeś do Łodzi, aby kontynuować granie w Widzewie?
Zaczynało się wtedy liceum. Miałem 15 lat jak przyjechałem do Łodzi, ale jak zaczął się rok szkolny, to już skończyłem 16.
Jak wyglądała twoja przeprowadzka do Łodzi? Miałeś jakieś obawy z tym związane?
Wcześniej już mieszkałem w bursie w Bielsku-Białej, więc nie było to dla mnie nic wielkiego.
Czyli przyjazd do Łodzi nie był dla ciebie wielkim szokiem. Zastanawiam się właśnie, czy tak młody chłopak, który opuszcza rodzinę i przyjaciół ma duże obawy związane z wyprowadzką do zupełnie innego miasta.
Oczywiście zawsze to jest nieprzyjemna chwila. Gdy mieszkałem w bursie ta odległość od rodzinnego domu była mniejsza. Teraz jest ona większa, ale gdy rodzice mogą, gdy ja mogę, to zawsze się odwiedzamy, więc jest w porządku.
A jak często spotykasz się z rodzicami?
Teraz częściej. Wcześniej mieszkałem w bursie, teraz mam swoje mieszkanie, więc rodzice mogą wpadać kiedy chcą. W bursie nie było takiej swobody ze względu na covid, więc te sprawy były utrudnione. Jak tylko mamy jakiś dłuższy okres czasu wolnego, tak jak teraz, gdy jest przerwa reprezentacyjna, to od razu wracam do domu spotkać się z rodziną i przyjaciółmi.
A tutaj w Łodzi masz znajomych poza samym klubem?
Wiadomo. Znajdą się jacyś (uśmiechnął się zawodnik). Spędzamy ze sobą w klubie dużo czasu, więc mimo wszystko moje grono znajomych opiera się na zawodnikach zarówno z akademii, czy z pierwszego zespołu.
Czy będąc jeszcze w Bielsku-Białej miałeś oferty z innych szkółek piłkarskich, czy może tylko Widzew wyrażał takie zainteresowanie twoją osobą?
Były oczywiście inne oferty, ale przekonał mnie aspekt, że dyrektorem sportowym Akademii Widzewa został Maciej Szymański, z którym znałem się wcześniej.
Gdzie poznałeś obecnego wiceprezesa Widzewa?
Organizował obozy, nie wiem czy sam, ale były takowe organizowane i ja chętnie na nie uczęszczałem.
Czyli postać Macieja Szymańskiego to jeden z głównych powodów, które przekonały cię do Widzewa?
Myślę nawet, że jego osoba była najważniejszym powodem, przez który zdecydowałem się przyjechać do Łodzi.
A jakie były inne? Myślałeś wtedy o tym, że Widzew to wielka marka i sama nazwa klubu już kusi?
Oczywiście, że myślałem. Gdy przychodzisz do Widzewa, to wiesz z czym się spotykasz. Ale mimo całej otoczki związanej z klubem, to osoba Macieja Szymańskiego była głównym czynnikiem, dlaczego jestem dzisiaj tutaj, a nie w innym miejscu.
W Widzewie przechodziłeś przez kilka szczebli wiekowych. Kiedy zobaczyłeś, że na tle rówieśników zacząłeś się wyróżniać?
Na dobrą sprawę, uważam że od samego początku. Gdy zaczynałem w zespole U-17 to już to widziałem. To nie tak, że czułem się lepszy od innych, ale wiadomo że pewność siebie jest najważniejsza. Jeśli dołożysz do tego cierpliwość i pracę to są efekty, które ja widzę teraz. Udało mi się w końcu zadebiutować w pierwszym zespole.
Zanim zadebiutowałeś u Janusza Niedźwiedzia, grałeś w drugiej drużynie. Czy przeskok z piłki juniorskiej do seniorskiej jest bardzo wyraźny?
Przeskok z drużyny U-19 do rezerw, jak i z rezerw do pierwszego zespołu był naprawdę ogromny. Nie chodzi tylko o jakość piłkarską, która bardzo się różni w 4. lidze i w Ekstraklasie. Mowa tutaj jednak też o tempie gry, wybieganiu, sile fizycznej rywali.
Czy spodziewałeś się, że już w tym sezonie otrzymasz tyle minut w pierwszym zespole Widzewa?
Absolutnie nie. Kiedy pojechałem na obóz przygotowawczy, to nie spodziewałem się, że już w tych rozgrywkach będę miał około 250 rozegranych minut.
Jak trener Janusz Niedźwiedź zakomunikował ci, że wyjdziesz w pierwszym składzie na mecz z Pogonią?
Dużo rozmawialiśmy. Przed samym meczem trener wziął mnie na bok i powiedział, że to jest normalna kolej rzeczy, że po to się gra w piłkę, by występować na takich stadionach, na takim poziomie. Trener Niedźwiedź przygotowywał mnie do tego. Ale nie tylko on, bo do tego momentu przygotowywał mnie też cały sztab, trener mentalny - Paweł Frelik i oczywiście moi rodzice. Wiadomo, to wszystko nie jest wcale takie łatwe.
Czy korzystasz cały czas z usług trenera mentalnego?
Jasne. Cały czas korzystam, bo jest to obszar do poprawy. Głowa to jeden z ważniejszych elementów w piłce i jeśli mamy taką możliwość jak wizyta u trenera mentalnego, to powinniśmy z tego korzystać.
Im bliżej było meczu z Pogonią, tym bardziej łapał cię taki delikatny stres?
Nawet nie to, że delikatny. Muszę przyznać, że był on dość spory. Zwłaszcza dzień przed meczem. Kiedy już byliśmy w autokarze i jechaliśmy do hotelu, to naprawdę byłem mocno zestresowany. Stres schodził ze mnie w momencie, jak dotarliśmy na stadion i było już słychać kibiców. Wchodzi się na murawę i wtedy po prostu zapomina się o wszystkim. Po prostu się gra.
Właśnie miałem cię zapytać jakie to uczucie w tak młodym wieku zadebiutować w spotkaniu Pogoni z Widzewem?
Nie byłem aż taki młody. Są zawodnicy, którzy debiutują w wieku 16 lat.
Zgadza się, ale twoja obecność była swego rodzaju zaskoczeniem.
No przed tym spotkaniem ani razu nie było mnie nawet w kadrze meczowej, więc tym bardziej mogło to być zaskoczenie. Ale jak wchodzisz na murawę, to czuć ogromną ekscytację i zapomina się o tym stresie, który plącze ci nogi.
Później zagrałeś jeszcze z Jagiellonią, ŁKS-em i Górnikiem. W derbach mogłeś zdobyć nawet bramkę, ale zostałeś zablokowany. Czy to właśnie mecz z ŁKS-em wspominasz na razie najlepiej?
Każdy z tych występów wspominam niesamowicie. Każdy moment staram się wykorzystać, jako następną okazję do pokazania się. Uważam jednak, że przełomowy był dla mnie mecz z Pogonią. Wtedy czułem największą ekscytację, więc na pierwszy miejscu ustawiłem właśnie to spotkanie.
Ale w trakcie spotkania z ŁKS-em czułeś atmosferę wielkiej rywalizacji.
Naturalnie. To był mój pierwszy mecz przed własnymi kibicami, którzy są wspaniali. Do tego występ na takim stadionie był niesamowity. Ja już od kilku lat jestem w Widzewie, więc miałem przedsmak grania w derbach w młodszych kategoriach wiekowych, więc wiedziałem z czym to się wiąże. Chcieliśmy pokazać się wtedy z jak najlepszej strony, więc myślę, że super to wyszło.
No właśnie. Nie pochodzisz z Łodzi, ale jak sam powiedziałeś od kilku lat jesteś już w Widzewie i czy ten okres pozwala ci myśleć, że starcie z ŁKS-em jest dla ciebie czymś wyjątkowym, tak jak dla samych fanów?
Teraz zaczyna się już piąty rok mojego pobytu w Łodzi, więc jestem w stanie powiedzieć, że jest to dla mnie wyjątkowy mecz, tak jak dla fanów.
Niedługo później przytrafiła ci się kontuzja, która wyglądała podobnie bardzo groźnie. Ludzie w klubie na początku obawiali się, że to coś bardzo poważnego. Co dokładnie przydarzyło ci się na treningu?
To była niefortunna sytuacja bez kontaktu z innym zawodnikiem. Robiłem wślizg i noga mi została, gdy potknąłem się o murawę. Ja też byłem wtedy przerażony. Chyba najbardziej ze wszystkich (zaśmiał się zawodnik). Myślę, że skończyło się najlepiej jak tylko mogło. Mogłem pauzować pół roku, siedem miesięcy, osiem miesięcy, a wróciłem już po trzech tygodniach.
Od meczu z Górnikiem w Zabrzu nie widzieliśmy cię jednak już na boisku. Jak ty do tego podchodzisz? Jak widzisz swoje szanse na granie w kolejnych tygodniach?
Jestem po kontuzji i uważam, że cierpliwość jest bardzo ważnym aspektem. Długo czekałem na swoją szansę i teraz też będę czekał na szansę od trenera Daniela Myśliwca. Uważam, że przytrafią się momenty, gdy będę mógł wejść na boisko. Pracuję na treningu i trener to widzi. Muszę cierpliwie czekać na swoją szansę.
Ile dała ci współpraca z Januszem Niedźwiedziem? Czujesz, że rozwinąłeś się piłkarsko pod jego skrzydłami?
Oczywiście. Jest to trener, u którego debiutowałem w Ekstraklasie. Współpraca z nim dała mi naprawdę bardzo dużo. Uważam też, że treningi pod okiem Daniela Myśliwca przyniosą mi także wiele korzyści.
Płynnie przeszliśmy do wątku nowego trenera. Czy Daniel Myśliwiec rozmawiał z piłkarzami indywidualnie i przekazywał mu jaki ma pomysł na niego i w jakiej roli w zespole go widzi?
Trener Myśliwiec jest bardzo otwartą osobą. Trener sam zakomunikował, że jeśli ktoś nie wie lub jest dla niego niejasne jaką ma rolę w zespole, to zawsze może do niego podejść i porozmawiać. Jak najbardziej można indywidualnie podejść do trenera i z nim porozmawiać.
Korzystałeś już z takiej możliwości?
Tak jest.
Czy jesteś w stanie powiedzieć dzisiaj czym różni się warsztat pracy trenera Niedźwiedzia od tego jak pracuje twój obecny szkoleniowiec?
Z trenerem Myśliwcem trenuje dopiero trzeci tydzień. Z Januszem Niedźwiedziem pracowałem trochę dłużej. Żeby wskazać te różnice to będę musiał jeszcze trochę poczekać, ale na pewno obaj trenerzy się różnią, ale żeby szczegółowo o tym opowiedzieć, to trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.
Domyślam się, że zarówno trener Niedźwiedź, jak i Daniel Myśliwiec mówili ci nad czym musisz pracować, aby mieć szansę częściej gościć w wyjściowej jedenastce Widzewa.
Na pewno jest to szybsze podejmowanie decyzji z piłkę i bez piłki. Na pewno do poprawy jest u mnie strzał z dystansu. Do tego dochodzi jeszcze sfera mentalna i pewność siebie na boisku. Staram się to wszystko łączyć i codziennie nad tym pracować.
Czy przez wzgląd na przepis o młodzieżowcu masz wrażenie, że na ten moment rywalizujesz głównie z innymi zawodnikami o takim statusie w klubie? Czy jednak jest tak, że o miejsce w składzie walczysz z innymi, bardziej doświadczonymi zawodnikami na twojej pozycji?
To nie jest tak, że rywalizuję tylko z młodzieżowcami, bo Dawid Tkacz i Antek Klimek operują na dwóch skrzydłach, ja z kolei gram w środku pola. Uważam, że rywalizuję ze wszystkimi graczami, nie tylko młodzieżowcami.
Jest w klubie zawodnik, którego uważasz za wzór do naśladowania
Bardzo dużo jest takich zawodników. Od każdego można czerpać i się uczyć. Sebastian Kerk jest niesamowity z piłką, tak samo Bartek Pawłowski, czy Fran Álvarez. Są tytani pracy jak np. Mateusz Żyro lub Mato Miloš. Od każdego można się tutaj wiele nauczyć.
Każdy z nas miał swojego idola w dzieciństwie. Kto był twoim?
Cristiano Ronaldo i jest nim do teraz.
Czyli mamy fana Manchesteru United i Realu Madryt.
Dokładnie tak! Manchester United i Real Madryt to są moje dwa ulubione zespoły.
Jesteś już po maturze. Jaki masz plan na dalszą ścieżkę swojej edukacji? Czy może stawiasz na ten moment wszystko na sport?
Tak, jestem już po maturze i obecnie granie w piłkę łącze z byciem asystentem trenera w niższych kategoriach wiekowych w akademii. Tą drogą chcę iść. Jestem już nawet po skończeniu pierwszych kursów. Będę chciał to z pewnością kontynuować. Uważam, że to świetne móc spędzać czas z młodszymi zawodnikami i im pomagać. Patrzę z perspektywy czasu na to, czego ja oczekiwałem od trenera i dzisiaj staram się to dać tym młodszym ode mnie.
Właśnie o twoją pracę z młodszymi chciałem cię zapytać na samym końcu. Jest to dość niecodzienna sytuacja od piłkarza w twoim wieku usłyszeć, że on już wie, że chciałby w przyszłości pracować z młodszymi zawodnikami jako trener.
Na pewno chcę w przyszłości robić coś z piłką, a uważam, że w tym aspekcie bardzo dobrze się odnajduje. Poza tym zaczynam również zaraz studia.
Na jakim kierunku?
Będę studiował psychologię, tutaj w Łodzi.
CZYTAJ TAKŻE: Michał Probierz okiem kolegi z Widzewa: „Zawsze słynął z agresywnej gry”
Zainteresował Cię ten tekst?
Zaloguj się i czytaj dalej
Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE