Jak widzewskie "million euro babies" tracą na wartości
Opublikowano: Aktualizacja:
Autor: Łukasz Kowalczyk

Antoni Klimek nie jest już piłkarzem Widzewa. Zamiast wymarzonego miliona euro, łódzki klub póki co miał zarobić 50 tysięcy złotych. Wielki zawód, ale jeśli chodzi o młodzieżowców, nie pierwszy w Widzewie.
22-letni Polak, już ograny, z kilkoma ładnymi golami i asystami w PKO Ekstraklasie, na pewno z potencjałem na coś więcej, młodzieżowy reprezentant Polski - brzmi jak piłkarz, którego Widzew powinien chcieć w swojej kadrze. Ale nie chciał.
Jeszcze pó. Taka była cena za młodego skrzydłowego. Zapewne wygórowana, co zresztą zweryfikował rynek, bo chętnych nie było, ale z pewnością piłkarz miał potencjał na miarę takiej kwoty w przyszłości. Niestety w sztabie Widzewa nie było już chęci, by z piłkarzem popracować i ten potencjał wydobyć. Trener Daniel Myśliwiec miał inny pomysł na grę drużyny, taki, w którym miejsca dla Klimka nie było. Niby trener próbował go też w środku pola, ale ten pomysł z góry był skazany na niepowodzenie. Myśliwiec wolał stawiać m.in. na sprowadzonego latem za 350 tys. euro Hilarego Gonga, który wypadał fatalnie. Dziennikarze oczywiście pytali trenera, dlaczego to robi i ten odpowiadał. Jego tłumaczenie można przeczytać tutaj. W skrócie chodziło o to, że Nigeryjczyk gra szeroko i zdobywa przestrzeń za linią obrony, a Klimek tego nie robi i schodzi do środka.
Zainteresował Cię ten tekst?
Zaloguj się i czytaj dalej
Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE