Za nami jeden z najdziwniejszych sezonów w historii polskiej, a być może też europejskiej piłki. Na Ekstraklasę zwróciło uwagę wielu kibiców poza granicami kraju, ale nie dlatego, że drużyny prezentowały wysoki poziom. Tak płaskiej tabeli nie było nigdzie. Różnice punktowe były na tyle niewielkie, że niemal do końca nie było pewnych rozwiązań. Legia, która po 30. kolejce zajmowała 15. miejsce i miała tylko punkt przewagi nad zajmującym pozycję zagrożoną spadkiem Widzewem, zanotowała wyjątkową jak na ten sezon serię czterech zwycięstwa i otarła się o miejsce gwarantujące udział w europejskich pucharach. W Warszawie nieśmiało zaczęto nawet świętować ten awans, ale GKS Katowice pozbawił go Legionistów, strzelając wyrównującą bramkę w meczu z Pogonią Szczecin w 96 minucie. Trochę chichot losu, bo klub z Łazienkowskiej rozpoczął swoją serię od strzelenia Widzewowi zwycięskiej bramki w tej samej minucie. Jeśli chodzi o spadek z Ekstraklasy, to kluczowe ciosy w dwóch ostatnich kolejkach zadała zdegradowana Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Wygrywając z Arką Gdynia i Lechią Gdańsk, wyznaczyła spadkowiczów. Jak mieliśmy ciekawy sezon, to do samego końca.
Dla kibiców Widzewa był to sezon niezwykle męczący. Przez większą jego część łódzki klub znajdował się na dole tabeli. Kilka razy na 15. miejscu. To co stało się jednak w rundzie wiosennej, jest trudne do zrozumienia. W 19. kolejce Widzew po raz pierwszy w sezonie 2025/2026 znalazł się na miejscu zagrożonym spadkiem z Ekstraklasy. Później przez trzy kolejki był nad strefą spadkową, by wrócić do niej na długo, bo aż na 10 następujących po sobie kolejek. Łącznie 32% sezonu Widzew spędził w strefie spadkowej.
Nie tego spodziewali się kibice łódzkiego klubu, gdy przeprowadzano kolejne transfery, ogłaszając przy tym kwoty, których inne kluby mogły tylko zazdrościć. Ostatecznie łódzki klub miał mniej porażek (16) tylko od wspomnianej Bruk-Bet Termaliki Nieciecza (18) i tyle samo co Arka Gdynia. Również fatalne były wrażenia, jeśli chodzi o grę drużyny w wielu spotkaniach. A przecież oczekiwania były ogromne. Potem adekwatnie zamieniały się w mieszankę zwątpienia, rozgoryczenia, wewnętrznego gniewu, a po wielu meczach nawet załamania. Na koniec na szczęście pojawiła się ulga. Trudno to usprawiedliwiać. Przy tak płaskiej tabeli, jaka była w tym sezonie, zmarnowana została duża szansa, by zrealizować marzenia z jego początku i zagrać w europejskich pucharach. Nawet, jak weźmiemy pod uwagę liczbę zmian w klubie, to trzeba podkreślić, że ta szansa była. To tym bardziej smutne, że Widzew pozostaje jednym z niewielu klubów obecnej PKO BP Ekstraklasy, który jeszcze w XXI wieku w nich nie zagrał. Oczywiście wynika to także z upadku, a później konieczności powolnego odbudowywania się. O tym, że stało się inaczej zadecydowały zarówno nietrafione wybory osobowe, głównie trenerów, jak i błędy organizacyjne oraz kumulacja pomyłek sędziów, czemu klub nie był oczywiście w stanie zapobiec. To ostatnie w erze profesjonalizacji zawodu sędziego oraz dobie VAR jest szczególnie niepokojące.
Na pewno na to, co wydarzyło się w Widzewie w tym sezonie, wpływ miała zmiana właściciela. Podjęcie decyzji o zakupie akcji klubu piłkarskiego często ma bardziej charakter emocjonalny niż racjonalny. Branża piłkarska jest specyficzna, o czym często się mówi. Wiele osób już się przekonało, że inna jest optyka osoby patrzącej na nią z zewnętrz, też jako kibic, a inna osoby, które musi podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność. Tomasz Stamirowski miał czas względnego sukcesu, bo odebrał solidną lekcję jako prezes i członek Stowarzyszenia Reaktywacja Tradycji Sportowych Widzew Łódź. Później wrócił z bogatszym doświadczeniem, które dobrze wykorzystał. Robert Dobrzycki tego czasu nie miał i zderzył się z piłkarską rzeczywistością. Pewnie sporo po tym sezonie wie o działalności w branży piłkarskiej. Czas będzie działał na jego korzyść. Pewnie spostrzegł również, że sukces w klubie piłkarskim osiąga się na boisku, a wpływ na niego ma szereg elementów pozaboiskowych. Decyzji, wyborów i działań.
Bogatszy o doświadczenia właściciel Widzewa już zapowiada korektę swojego podejścia. Za jakiś czas zobaczymy, czy przeniesie to efekty, czy też kolejny sezon będzie jeszcze etapem kolejnych doświadczeń. Będzie on inny niż ten, który minął. Przestrzegałbym przed eskalacją oczekiwań. Szczególnie w mediach. Lepiej w spokoju zbudować podstawy pod przyszłe sukcesy i myśleć strategicznie. Pamiętając, że konstruowanie strategii pionu sportowego jest dość specyficzne i wygląda inaczej, niż formułowanie strategii w innych branżach. W Widzewie jest jednak na czym budować. Nie chodzi mi tylko o właściciela i widzewskie środowisko. Obu jestem pewien, że wspólnie będą zmierzać do celów. Końcówka sezonu pokazała, że można uniknąć eskalacji niepotrzebnych emocji wokół klubu. Tym nie dało się w pełni zapobiec, ale jak na widzewskie możliwości było ich naprawdę mało. To niewielki, wspólny sukces.
Wracając do wątku, na czym można budować, to kilku zawodników, w szczególności w formacji obronnej, pokazało, że na nich należy oprzeć drużynę w przyszłym i pewnie w kolejnych sezonach. Z ich umiejętnościami i mentalnością trafiono bardzo dobrze. Dużo trudniejsze i kosztowniejsze jest jednak zbudowanie ofensywy. Teraz czas na wykorzystanie doświadczeń i przemyślane decyzje również w tym zakresie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.