ŁKS przegrał z Lechem. Deja vu beniaminka...

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

ŁKS przegrał z Lechem. Deja vu beniaminka... - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaŁKS powalczył, ale ostatecznie przegrał 2:3 z Lechem Poznań. Łodzianie mieli dobre momenty. ŁKS mierzył się z Lechem Poznań w najlepszym dla siebie momencie. Łodzianie przed meczem byli w najlepszej formie od dawna, natomiast lechici - w najgorszej. Samo za siebie mówiło to, że Lech do meczu z ŁKS-em podchodził z serią ponad dwóch miesięcy bez strzelonego gola w pierwszej połowie. Zwycięskiego składu się nie zmienia i tak też postąpił Marcin Matysiak.

ŁKS powalczył, ale ostatecznie przegrał 2:3 z Lechem Poznań. Łodzianie mieli dobre momenty.

ŁKS mierzył się z Lechem Poznań w najlepszym dla siebie momencie. Łodzianie przed meczem byli w najlepszej formie od dawna, natomiast lechici - w najgorszej. Samo za siebie mówiło to, że Lech do meczu z ŁKS-em podchodził z serią ponad dwóch miesięcy bez strzelonego gola w pierwszej połowie.

Zwycięskiego składu się nie zmienia i tak też postąpił Marcin Matysiak. Trener ŁKS-u w meczu z Lechem postawił na tę samą jedenastkę, która w poprzedniej kolejce pokonała 3:1 Radomiaka Radom.

Pierwsza połowa dla Lecha

W siódmej minucie doskonałą okazję miał ŁKS. Niepilnowany Engjell Hoti oddał strzał z dystansu. Duże problemy z jego obroną miał bramkarz Bartosz Mrozek. Golkiper wypluł piłkę przed siebie, a do futbolówki dopadł Kay Tejan i trafił w słupek. Centymetry uratowały gości przed stratą gola. Lech na początku spotkania częściej był przy piłce, ale niewiele z tego wychodziło. Ełkaesiacy radzili sobie z pressingiem zakładanym przez rywali. Bardzo dobrze prezentował się Rahil Mammadov, który dwukrotnie zaliczył bardzo ważne interwencje pod własną bramką. Lechitom często zdarzały się momenty dekoncentracji. Świadczy o tym sytuacja z dziesiątej minuty, kiedy to piłkę na połowie Lecha wślizgiem odebrał Piotr Janczukowicz.

Generalnie w pierwszym kwadransie miał ŁKS. W czternastej minucie dobrą okazję miał Dani Ramirez, ale niepotrzebnie decydował się na strzał. Uderzenie zostało zablokowane przez poznaniaków. Chwilę później kolejną dogodną sytuację mieli gospodarze. Husein Balić sunął z piłką na bramkę Lecha, ale został sfaulowany przez rywala. Dało to łodzianom rzut wolny w dogodnej pozycji. Durmisi jednak trafił prosto w mur, ale to nie był koniec ataków ŁKS-u. Chwilę później dobrą okazję miał Mammadov. Azer był niepilnowany w polu karnym i spróbował dośrodkowanie Hotiego na gola zamienić strzałem... z przewrotki. Piłka po strzale obrońcy ŁKS-u minimalnie przeleciała ponad bramkę Mrozka. ŁKS z każdą akcję był coraz groźniejszy.

W dziewiętnastej minucie z kolejną dobrą kontrą wyszli łodzianie. Janczukowicz biegnął z piłkę przy nodze i Afonso Sousa musiał zdecydować się na faul, żeby przerwać dogodną sytuację ŁKS-u. Portugalczyk upiekło się, bo za to przewinienie obejrzał tylko żółtą kartkę. Niejeden sędzia po takim faulu wyrzuciłby Sousę z boiska.

W 22 minucie kibice Lecha w niewybrednych słowach wypowiedzieli się o grze swojego zespołu. Nie ma się co dziwić, bo na boisku lechici byli cieniem dla rozpędzonego ŁKS-u. Dosyć dziwne decyzje tego dnia podejmował sędzia Damian Sylwestrzak. Arbiter dwukrotnie przerwał dobrze zapowiadające się akcje gospodarzy i w obydwu tych sytuacjach można mieć poważne wątpliwości czy Hoti i Tejan w nich faulowali. W kolejnych minutach obraz spotkania się zbytnio nie zmienił. Ełkaesiacy wyglądali zdecydowanie lepiej od apatycznych tego dnia poznaniaków. Do pełnego potwierdzenia swojej boiskowej przewagi ŁKS-owi brakowało tylko strzelonego gola.

Tak się jednak nie stało i to wykorzystał Lech. W 36 minucie piłkę zza pola karnego dośrodkował Elias Andersson, a do niej doszedł drugi Szwed Mikael Ishak i strzałem głową pokonał bramkarza Dawida Arndta. Niewiele brakowało, żeby Arndt obronił ten strzał, piłka po jego nodze wpadła do bramki. ŁKS nie poddał się po straconej bramce i próbował odpowiedzieć. Kolejną dobrą okazję miał Balić, ale Austriak trafił prosto w bramkarz. W 43 minucie bez kontaktu z rywalem na murawę upadł Ramirez i nie był w stanie kontynuować gry. Hiszpana zabrała karetka, a jego miejsce zajął Thiago Ceijas. Później Lech chciał pójść za ciosem, ale uderzenie Sousy obronił Arndt. Mimo że Łódzki Klub Sportowy w pierwszej połowie miał więcej okazji, to Lech był bardziej konkretny i na przerwę schodził z jednobramkowym prowadzeniem.

Deja vu ŁKS-u

Druga połowa rozpoczęła się od kolejnej dobrej interwencji Mammadova. Azer odebrał piłkę Kristofferowi Velde i zagrał dobre prostopadłe podanie do Janczukowicza. Napastnik ŁKS-u dynamicznie wbiegł w pole karne i został powalony przez rywala. Zdziwiło nas to, że w tej sytuacji nie został podyktował rzut karny, bo Janczukowicz upał przez to, że został nieprzepisowo zatrzymany przez rywala.

Ta sytuacja sprawiła, że z ełkaesiaków trochę uszło powietrze. Wykorzystał to Filip Marchwiński. W 56 minucie było już 2:0 dla Lecha. ŁKS jednak cały czas próbował i w końcu dopiął swego. W polu karnym "Kolejorza" sfaulowany został piłkarz gospodarzy. W związku z tym Łódzki Klub Sportowy otrzymał rzut karny. Do wykonania "jedenastki" podszedł Tejan i płaskim strzałem pokonał bramkarza rywala. Ten gol sprawił, że ŁKS cały czas był w grze o dobry wynik w tym meczu.

W 66 minucie za dwie stracone bramki zrehabilitował się Arndt, który paradą a'la Artur Boruc obronił strzał Filipa Szymczaka. Sytuację ŁKS-u w tym meczu jednak bardzo skomplikował Ceijas. Argentyńczyk za faul na Radosławie Murawskim obejrzał drugą żółtą kartkę i w konsekwencji musiał opuścić boisko.

W drugiej połowie mieliśmy dwie dłuższe przerwy spowodowane dymem unoszącym się ze środków pirotechnicznych odpalonych przez kibiców obu drużyn. Tuż po tych przerwach wpuszczeni na boisko zostali Antoni Młynarczyk i Stipe Jurić. Drugi z nich został bohaterem ŁKS-u, strzelając wyrównującego gola. Warto zaznaczyć, że piłkę dorzucał Tejan, co tylko pokazuje jak dobrze Holender się czuje grając na skrzydle. Wydawało się, że już nic nie odbierze łodzianom remisu.

Jednakże w doliczonym czasie gry z pierwszym strzałem Marchwińskiego poradził sobie Arndt. Przy dobitce jednak defensywa ŁKS-u skapitulowała i po nodze Mammadova piłka wpadła do bramki - 3:2 dla Lecha. Kibice ŁKS-u mogą odczuwać swego rodzaju deja vu, bo to kolejny mecz, w którym to ich ulubieńcy tracą gola w doliczonym czasie gry. Tak było już m.in. z Koroną Kielce i Rakowem Częstochowa.

ŁKS do końca próbował odwrócić wynik, ale finalnie musiał uznać wyższość rywala i przegrał na własnym stadionie po raz pierwszy od dwóch miesięcy.

ŁKS Łódź 2:3 Lech Poznań

0:1 - Ishak 36'

0:2 - Marchwiński 55'

1:2 - Tejan 58'

2:2 - Jurić 86'

2:3 - Mammadov sam. (90+1')

ŁKS: Arndt - Durmisi, Mammadov, Gulen, Dankowski - Mokrzycki, Hoti (Młynarczyk 82'), Ramirez (Ceijas 45') - Balić (Jurić 82'), Janczukowicz (Pirulo 74'), Tejan

Lech: Mrozek - Andersson, Milić, Salamon, Czerwiński (Pereira 70') - Murawski, Sousa (Karlstrom 52') - Velde (Douglas 90+4'), Marchwiński, Szymczak - Ishak

żółte kartki: Durmisi, Pirulo - Sousa, Salamon

czerwone kartki" Ceijas (dwie żółte)

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo