Trudny początek ŁKS-u
Spotkanie w Głogowie zaczęło się źle dla ŁKS-u. Już po 30 sekundach tej rywalizacji Łukasz Wiech dał się łatwo wymanewrować przeciwnikowi, którego pociągnął za koszulkę. Sędzia Frankowski bez wahania wyciągnął żółty kartonik. To był zwiastun problemów, które czekały Ełkaesiaków w kolejnych minutach.
Chorbry Głogów raz po raz zagrażał ŁKS-owi dośrodkowaniami z bocznych stref boiska. Widzieliśmy w tym sezonie już takie spotkania, które zaczynały się podobnie, a Łodzianie tracili gola i musieli odrabiać straty. Teraz było inaczej. ŁKS, choć dopuszczał rywali pod własną bramkę, to bardzo dobrze się bronił. Dużo słowa uznania należą się Sebastianowi Rudolowi, który zagrał prawdopodobnie swój najlepszy mecz z przepatanką na piersi. Środkowy obrońca był w tym meczu prawdziwym szefem.
ŁKS Łódź wytrzymał napór gospodarzy i w dalszej fazie pierwszej połowy udało mu się przenieść ciężar gry na połowę Chrobrego. Stworzył też jedną dobrą sytuację, którą Andreu Arasa stworzył Gustafowi Norlinowi, ale Szwed uderzył wprost w Dawida Arndta. Pierwsza połowa należała do gospodarzy, ale ŁKS wytrzymał i schodził na przerwę z bezbramkowym remisem, co było dobrym wynikiem.
Przewaga ŁKS-u na początku drugiej połowy i gol Andreu Arasy
Drugie 45 minut rozpoczęło się zupełnie inaczej. To ŁKS był stroną dominującą i raz za razem stwarzał kłopoty defensywie Chrobrego. Po serii czterech rzutów rożnych, w końcu dopięli swego i po dośrodkowaniu Mateusza Wysokińskiego z rzutu rożnego do bramki trafił Andreu Arasa. Hiszpan miał już schodzić z boiska, gdy golem przedłużył swój pobyt o 10 minut.
Później ŁKS chciał bronić wyniku, ale pozwolił Chrobremu na zbyt wiele. Gospodarze zepchnęli ich do defensywy i w 77. minucie Kacper Laskowski strzelił przepiękną bramkę. Cudowny strzał, przy którym Łukasz Bomba nie miał żadnych szans, poprzedził jednak błąd Kōkiego Hinokio, który stracił piłkę na własnej połowie.
Piłka meczowa Kōkiego Hinokio
ŁKS zaczął dochodzić ponownie do głosu w końówce regulaminowego czasu gry. Sędzia doliczył pięć minut, a w czwartej z nich Kōki Hinokio odważnie wtargnął z piłką w szesnastkę położył jednego z obrońców rywali i wydawało się, że to musi być gol, ale w ostatniej chwili został zablokowany. To był jeden z tych momentów, który mógł dać ŁKS-owi końcowy triumf.
W dogrywce nie działo się zbyt wiele. Obie drużyny stworzyły sobie po jednej groźnej sytuacji. Najpierw piłki nie sięgnął Janczukowicz, a chwilę później Krykun zagrywał płasko do Lewandowskiego, ale ten także nie zdołał złapać piłki na wykroku, by czysto uderzyć.
Jeden strzał od finału
Ostatni moment to feralne rzuty karne. Łukasz Bomba obronił pierwszą jedenastkę i później wszystko układało się po myśli ŁKS-u. Łodzianom brakowało tylko jednego skutecznie wykorzystanego rzutu karnego. Podszdł do niego Serhij Krykun i... trafił w poprzeczkę. Później Łukasz Bomba choć był blisko, to nie dał rady już pomóc drużynie, a ostatni rzut karny został zmarnowamy przez Macieja Wojciechowskiego.
Mecz był bardzo trudny dla jednej i drugiej drużyny, ale ŁKS miał wszystko w swoich nogach, ale nie udało mu się.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.