Marek Zub pracuje obecnie w Stali Rzeszów i radzi sobie nieźle. Stal grająca młodymi polskimi piłkarzami walczy o awans do baraży o PKO BP Ekstraklasę. 61-letni szkoleniowiec wcześniej pracował m.in. w GKS-ie Bełchatów, w klubach na Litwie i w Chinach. Dwa razy sięgał po mistrzostwo Litwy z Żalgirisem Wilno. Pracował też w Widzewie w latach 2007-2008 i nie był to zbyt dobry okres. Z 20 meczów Zub wygrał tylko cztery. To były czasy, gdy klub należał do Sylwestra Cacka.
- Każdy trener ma lepsze i gorsze momenty. To, co wtedy się tam wydarzyło, miało dla mnie wiele pozytywnych aspektów. Ale w całokształcie w kwestii kibicowskiej, nie uznają mnie za trenera, który był istotny w historii Widzewa - przyznał Marek Zub w podcaście Piłkarskie Bagienko. I po chwili dodał, że ze swojej perspektywy wielu rzeczy się tam jednak nauczył i ma same pozytywne myśli. - To był mój debiut jako trenera w ekstraklasie - przypomniał. - Zrozumiałem, co znaczy duży klub, szeroki zasięg kibiców, nie tylko w Łodzi, w kraju, ale i ta świecie.
I opowiedział ciekawostkę z czasów, kiedy jako trener pracował w Chinach. - Na jednej z konferencji prasowych, w momencie, gdy Widzew oddał nowy stadion i grał wtedy na czwartym poziomie, kibice wykupili pełny stadion karnetów. To odbiło się szerokim echem w świecie. Skojarzyli mnie z Widzewem i chiński dziennikarz poprosił, bym coś o tym powiedział, bo byłem trenerem w tym klubie. Zapytał, czy to prawda. Potwierdziłem, mówiłem, że to jest fenomen. To też pokazuje, w jakim klubie pracowałem, jakim klubem jest Widzew, jakie ma zasięgi.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.