Od zera do bohatera - droga Widzewa na szczyty

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Od zera do bohatera - droga Widzewa na szczyty - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaUpadków Widzewa było kilka, ale żaden nie był tak dramatyczny, jak w 2015 roku. Nigdy nie było też tak szybkiej reaktywacji. Kiedy Sylwester Cacek przejmował większościowy pakiet udziałów od Zbigniewa Bońka i Wojciecha Szymańskiego, zapowiadał, że nie interesują go mistrzostwa Polski, ale regularne występy w Lidze Mistrzów. Rzeczywistość była jednak brutalna. Pojawiły się problemy niezależne od Cacka, jak afera korupcyjna, w wyniku której żaden klub nie został potraktowany tak surowo jak Widzew.

Upadków Widzewa było kilka, ale żaden nie był tak dramatyczny, jak w 2015 roku. Nigdy nie było też tak szybkiej reaktywacji.

Kiedy Sylwester Cacek przejmował większościowy pakiet udziałów od Zbigniewa Bońka i Wojciecha Szymańskiego, zapowiadał, że nie interesują go mistrzostwa Polski, ale regularne występy w Lidze Mistrzów. Rzeczywistość była jednak brutalna. Pojawiły się problemy niezależne od Cacka, jak afera korupcyjna, w wyniku której żaden klub nie został potraktowany tak surowo jak Widzew.

Ale głównym powodem upadku była arogancja nowego właściciela i jego ludzi. Najpierw odsunięty został Boniek, później zwolniono trenera Michała Probierza, a następnie wszystkich z prawdziwej widzewskiej ekipy. W efekcie w 2015 roku drużyna zajęła ostatnie miejsce w 1. Lidze, a długi były tak wielkie, że nie było szans nawet na drugoligową licencję.

Błyskawiczna reaktywacja

Ostatni mecz na zapleczu ekstraklasy Widzew rozegrał 6 czerwca, a niespełna miesiąc później obok powstającego nowego stadionu ogłoszono powstanie nowego klubu. Ojców założycieli było wielu, ale największe zasługi mieli Grzegorz Waranecki, Marcin Ferdzyn i Władysław Puchalski, dzięki którym pobity został rekord Polski w rejestracji nowego stowarzyszenia. Ostatni dokument został dostarczony tuż przed konferencją prasową, podczas której poinformowano o reaktywacji Widzewa.

Później droga do polskiej elity nie była łatwa. W odbudowie pomógł PZPN, ze Zbigniewem Bońkiem, a casting do nowej drużyny przeprowadzono w salonie samochodowym Stanisława Syguły. Widzew nie miał domu, musiał korzystać z gościny innych klubów. Nowe władze – niedoświadczone - popełniały błędy i gdyby nie akcja ratunkowa, mogło skończyć się katastrofą.

Odbudowa była mozolna i trudna, ale z pomocą kibiców – tych wykupujących karnety i tych, których firmy zostały sponsorami – Widzew wrócił na swoje miejsce, czyli do ekstraklasy. Nie można napisać, że mu się udało, bo owszem, w sporcie szczęście jest potrzebne, ale niewystraczające. Klub miał szczęście do ludzi, którzy byli jego kibicami. Od wymienionych wyżej ojców założycieli, przez braci Stępniów z Termotonu, właściciela i prezesa Dante, Przemysława Klementowskiego, Michała Sapotę, który sprowadził Murapol, Tomasza Stamirowskiego, Remigiusza Brzezińskiego, wielu innych, na Robercie Dobrzyckim kończąc.

Gdyby nie zaangażowanie poprzedników, nie doszłoby do przejęcia spółki przez jednego z najbogatszych Polaków i nie byłoby transferów porównywalnych z początkiem lat 90. XX wieku, kiedy Ludwik Sobolewski namówił do zainwestowania w Widzew najbogatszych łodzian, a efektem były dwa mistrzostwa Polski i awans do Ligi Mistrzów. Robert Dobrzycki dostał klub ułożony, z wielomilionową nadwyżką budżetową*, co zresztą sam podkreślał.

Widzew nie miał wyników

Jedynym problemem Widzewa były wyniki, a konkretnie ich brak. W sporcie pieniądze są bardzo ważne, ale jeszcze ważniejsza jest umiejętność ich wydawania. Z tym w Widzewie ostatnio nie było dobrze,  podobnie jak z wyborem odpowiednich ludzi – od prezesów, przez trenerów, na zawodnikach kończąc.

Wraz z przejęciem spółki przez Roberta Dobrzyckiego zaczęła się nowa era, czego dowodem są choćby letnie transfery. Nie znaczy to jednak, że wcześniej Widzewa nie było, jak niektórzy usiłują nas przekonać. Był i miał się na tyle dobrze, że nowy właściciel nie musiał zaczynać od zera, ale ROZWIJAĆ klub. Tak jak to było 35 lat temu…

* PS. Przeczytałem niedawno wypowiedź prezesa Widzewa, że teraz jest ogromny budżet (prawda), a wcześniej był on „klejony na ślinę i sznurek”. Naprawdę? Chyba każdy prezes w Polsce (i nie tylko) chciałby tak kleić finanse, żeby mieć wielomilionową nadwyżkę. Ktoś się chyba mocno zagalopował i zapomniał, że od ponad dwóch lat stoi na czele zarządu Widzewa, co oznacza, że jest odpowiedzialny za jego wyniki, nie tylko finansowe.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo