Rocznica jednego z najgorszych transferów ŁKS-u. Klub wyciągnął wnioski?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Rocznica jednego z najgorszych transferów ŁKS-u. Klub wyciągnął wnioski? - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaMijają równo cztery lata od przyjścia Mikkela Rygaarda do ŁKS-u. Duńczyk miał zostać gwiazdą 1. Ligi i wprowadzić zespół do ekstraklasy, a okazał się najgorszym transferem we współczesnej historii klubu, z którego konsekwencjami borykano się przez lata. Dlaczego zawodnik aż tak rozczarował przy al.

Mijają równo cztery lata od przyjścia Mikkela Rygaarda do ŁKS-u. Duńczyk miał zostać gwiazdą 1. Ligi i wprowadzić zespół do ekstraklasy, a okazał się najgorszym transferem we współczesnej historii klubu, z którego konsekwencjami borykano się przez lata. Dlaczego zawodnik aż tak rozczarował przy al. Unii 2?

ŁKS niemal w bezbłędnym stylu rozpoczął sezon 2020/21. Wygrał 12 z 13 pierwszych spotkań. Potem jednak "Rycerzy Wiosny" złapała lekka zadyszka i w ostatnich pięciu meczach w 2020 roku nie zwyciężyli ani razu. Mimo to łodzianie zimowali na drugim miejscu w 1. lidze. Pozycja ta dałaby ełkaesiakom na koniec rozgrywek bezpośredni awans do ekstraklasy, na którym tak bardzo im zależało.

Transferowa bomba

Dlatego w zimowym oknie transferowym działacze postanowili dopomóc szczęściu i sprowadzili trzech graczy, którzy mieli zwiększyć szanse na zakończenie ligi na jednym z dwóch czołowych miejsc. Do Łodzi trafili wówczas: Mikkel Rygaard, Ricardinho i Adam Marciniak. Największe nadzieje wiązano z transferem tego pierwszego. W końcu Rygaard przed transferem do ŁKS-u przez wiele sezonów udanie występował w duńskiej ekstraklasie, gdzie łącznie rozegrał 105 meczów, strzelił 14 goli i zanotował 28 asyst.

Gdy ŁKS 25 grudnia 2020 ogłosił transfer tego gracza, wywołał zaskoczenie, że zawodnik z takim CV zdecydował się na kontynuowanie gry na drugim szczeblu rozgrywkowym w Polsce. Rygaarda do podjęcia takiej decyzji skłoniły głównie trzy czynniki:

  • możliwość gry w pierwszym zagranicznym klubie w jego karierze;
  • zarobki - jak podkreślił - system podatkowy dla piłkarzy w Polsce jest o wiele korzystniejszy niż w Skandynawii, dlatego w 1. Lidze zarabiał lepiej niż we wcześniejszych klubach (w ŁKS-ie inkasował kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie);
  • styl gry. Ofensywny futbol oparty na dużej liczbie podań i wysokim posiadaniu piłki preferowany przez trenera Wojciecha Stawowy był wręcz skrojony pod Rygaarda, który był zawodnikiem o wysokich umiejętnościach technicznych.

Ostatecznie 30-letni wówczas Rygaard związał się z Łódzkim Klubem Sportowym 3,5 letnią umową, co - z perspektywy czasu - okazało się błędną decyzją ŁKS-u, ale nie uprzedzajmy faktów.

Dlaczego Rygaard nie wypalił w ŁKS-ie?

Rygaard zadebiutował w biało-czerwono-białych barwach w lutym 2021 roku przeciwko Legii Warszawa. Mimo że ŁKS przegrał z wyżej notowanym rywalem 2:3, to Duńczyk zaliczył obiecujące wejście do drużyny. Potrafił dłużej utrzymać się przy piłce, był aktywny i chętny do otrzymywania podań.

Niestety niedługo potem doszło w ŁKS-ie do zmiany, które zmieniła sytuację Rygaarda. Otóż zwolniony został trener Stawowy, a jego miejsce zajął Ireneusz Mamrot, który preferował futbol zdecydowanie bardziej pragmatyczny niż jego poprzednik. W takiej taktyce wartość Rygaarda automatycznie spadła, ponieważ to piłkarz, który zdecydowanie lepiej się czuję z piłką przy nodze niż bez niej. W końcówce kadencji Mamrota Duńczyk stracił miejsce w podstawowym składzie, a kolejny trener - Marcin Pogorzała - cenił go jeszcze mniej. Cały półfinał baraży o ekstraklasę z Arką Gdynia przesiedział na ławce rezerwowych, a na finałowe starcie z Górnikiem Łęczna został wpuszczony na ostatnie osiem minut.

Po przegranych barażach ŁKS po raz kolejny zmienił trenera (został nim Kibu Vicuna), ale Hiszpan także nie potrafił wydobyć pełni potencjału z duńskiego pomocnika. Wciąż Rygaard irytował kibiców m.in. zbyt długim holowaniem piłki i tym, że podejmował wiele złych decyzji. Jednak gdy Rygaard zaczął łapać wiatr w żagle i zanotował asystę w derbach Łodzi, a potem strzelił gola Górnikowi Polkowice, to... rozwiązał kontrakt z ŁKS-em z winy klubu. Nie było to jednak wielkie zaskoczenie, bo już od jakiegoś czasu dało się wyczuć, że tak zakończy się pobyt Rygaarda przy al. Unii 2. Łącznie Duńczyk w biało-czerwono-białych barwach rozegrał 31 spotkań, zdobył dwie bramki i zanotował trzy asysty.

Piłkarz słusznie był sfrustrowany tym, że ŁKS przez dwa miesiące zalegał mu z wypłaceniem pensji, a także po blisko roku spędzonym w ŁKS-ie nadal musiał czekać na otrzymanie bonusów zapisanych w umowie i premii za podpisanie kontraktu. Nie dość, że klub zalegał Rygaardowi, to zalegał również z opłatą za ten transfer FC Nordsjaelland, czyli byłemu pracodawcy Duńczyka.

Kłopoty ŁKS-u po odejściu Rygaarda

Sprawa Rygaarda i ŁKS-u ciągnęła się jeszcze przez długie lata. Piłkarz wygrał sprawę w Trybunale Arbitrażowym ds. Sportu. Wypracowano ugodę, na mocy której ŁKS zmuszony był zapłacić duńskiemu pomocnikowi odszkodowanie. Ostatecznie w pełni zaległości wobec byłego gracza dwukrotny mistrz Polski uregulował w styczniu 2024 roku. W tym czasie 34-latek został piłkarzem szwedzkiego Hacken i grając w Skandynawii znowu udowodnił, że faktycznie potrafi grać w piłkę. W tym klubie przez blisko trzy lata rozegrał 113 meczów, strzelił 27 goli, zanotował 34 asysty, zdobył mistrzostwo i puchar Szwecji, został wybrany najlepszym zawodnikiem całej ligi, a także występował w europejskich pucharach.

W ŁKS-ie nie potrafił pokazać, na co go stać przede wszystkim, dlatego, że - jak twierdził - nie otrzymywał regularnie pensji i przez to nie mógł w pełni skupić się na grze w piłkę i miał problemy z aklimatyzacją w Łodzi. Do tego w trakcie trwającego dziesięć miesięcy pobycie w ŁKS-ie trenowało go aż czterech szkoleniowców, a każdy z nich miał inny pomysł na to, jak wykorzystać Rygaarda na boisku. Co więcej, w tamtym czasie w ŁKS-ie było chyba aż zbyt duży podobnych piłkarzy do Duńczyka, przez co ten często zabierał sobie miejsce na murawie z innymi zawodnikami takimi jak Antonio Domignuez, Pirulo czy Michał Trąbka.

Działacze wyciągnęli wnioski

Wydaje się, że działacze ŁKS-u wyciągnęli wnioski z tej sytuacji. Dariusz Melon, większościowy akcjonariusz klubu podkreślał przed startem sezonu, że "Rycerze Wiosny" nie zamierzają przepłacać za zawodników, tylko będą z chłodną głową wydawać środki na rynku transferowym.

- Nie grozi nam zapaść finansowa, niewypłacanie pensji piłkarzom czy inne tego typu historie. Musimy mieć jednak świadomość, że spadek do pierwszej ligi wiąże się z bardzo dużym spadkiem przychodów klubu i że pod względem finansowym będzie trudno - mówił Melon w maju tego roku.

Kibicom ŁKS-u pozostaje liczyć, że faktycznie tak będzie, i że więcej "Rygaardów" do Łodzi już nie trafi.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo