Piłkarze ŁKS-u ostatnio regularnie zawodzą swoich kibiców. Nie wygrali od sześciu spotkań, a do tego od prawie 10 godzin nie strzelili gola na stadionie Króla. Jest jednak jeden gracz, który się wyróżnia i w ostatnim czasie poczynił wyraźnie postępy...
To Mateusz Wysokiński, który trafił do ŁKS-u przed sezonem z KKS-u Kalisz. Wychowanek Legii Warszawa nie miał łatwego wejścia do 1. Ligi. W jego premierowych występach w biało-czerwono-białych barwach dało się zauważyć, że musi przyzwyczaić się do wymagań zaplecza ekstraklasy. Początkowo nie nadążał za grą i generalnie nie był pewnym punktem zespołu trenera Jakuba Dziółki. Tak było np. w meczu z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza, gdy został zmieniony już po 36 minutach.
ŁKS ma nowego lidera
Z czasem jednak przyszły o wiele lepsze występy. Chociażby przeciwko Wiśle Płock Wysokiński w podstawowym składzie ŁKS-u musiał zastąpić pauzującego za żółte kartki Michała Mokrzyckiego. Wywiązał się z tego zadania bardzo dobrze. Mimo porażki, był jednym z najlepszych zawodników ŁKS-u. Dlatego jeszcze dziwniejsze było to, że zarówno w październiku, jak i listopadzie, 22-latek ani razu nie wyszedł w pierwszej jedenastce.
Wrócił do składu na dwa ostatnie starcia w 2024 roku i znowu był wiodącą postacią. W spotkaniu z Arką Gdynia zanotował 94 kontakty z piłką (najwięcej w drużynie), miał 83 proc. celności podań, wygrał 8 z 11 pojedynków i dwa razy udanie dryblował. Co więcej, zanotował 4 wybicia, 6 przechwytów i zablokował 2 strzały przeciwnika, co pokazuje, że dobrze odnalazł się w nietypowej dla niego roli defensywnego pomocnika.
Ponadto był jedynym piłkarzem ŁKS-u, który nie bał się podejmować ryzyka z piłką przy nodze. Nie są to puste słowa, bo właśnie dzięki tym cechom Wysokiński stworzył swoim partnerom dwie najlepsze okazje do strzelenia gola w tym meczu. Najpierw zrobił to w 4. minucie, gdy doskonałym dośrodkowaniem wypatrzył Stefana Feiertga. Austriak niepotrzebnie wszedł w drybling i zmarnował tę okazję, ale zagranie pomocnika ŁKS-u było klasą samą w sobie. W 57. minucie to Wysokiński przerzucił piłkę do Mokrzyckiego, ten w polu karnym zagrał do Feiertaga, a ten znowu zawiódł pod bramką przeciwnika. Nie zmienia to jednak tego, że w obu sytuacjach Wysokiński udowodnił, iż naprawdę potrafi grać w piłkę i utwierdził trenera ŁKS-u w tym, że błędem było trzymanie go na ławce rezerwowych przez ostatnie dwa miesiące.
Pirulo gorszy od Wysokińskiego
Zresztą właśnie wraz z odsunięciem Wysokińskiego od składu ŁKS zaczął notować o wiele gorsze wyniki. Stało się tak, ponieważ Pirulo, który grał zamiast Wysokińskiego, w tym sezonie nie miał choćby jednego tak udanego zagrania, jak Wysokiński w spotkaniu z Arką.
Oczywiście czasami na tej sporej pewności siebie Wysokińskiego - która w niektórych momentach przeradza się nawet w nonszalancję - Łódzki Klub Sportowy traci, a nie zyskuje. Taka sytuacja miała miejsce w końcówce meczu ze Zniczem Pruszków. Wysokiński w przekombinowany sposób próbował przyjąć piłkę w środkowej strefie boiska, co poskutkowało stratą i tym, że Znicz w tej samej akcji doprowadził do wyrównania, a łodzianie stracili dwa punkty.
Całościowo jednak swoją postawą Wysokiński wyraźnie pokazuje, że stać go na to, by stanowić o sile zespołu z al. Unii. Jeśli w trakcie zimowej przerwy w rozgrywkach podtrzyma taką formę, to możliwe, że wiosnę będzie jednym z kluczowych graczy ŁKS-u.

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.