Maszyna ruszyła. Widzew odpalił jakość

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Maszyna ruszyła. Widzew odpalił jakość - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaNareszcie się doczekaliśmy. Piłkarze Widzewa w końcu wydobyli na zewnątrz jakość, jaka w nich tkwi. Wygrana z rewelacją rozgrywek Wisłą Płock była całkowicie zasłużona, a mogła i powinna być nawet wyższa.
reklama

- Jestem dumny z drużyny. Dzisiaj rozegraliśmy dobry mecz. To było kwestią czasu, kiedy pokażemy na boisku nasze wcześniejsze przygotowania, bo pracowałem z tym zespołem przez cały tydzień i widziałem, jak się szykujemy do tego spotkania. To nawet trochę lepiej wyglądało na treningach niż w meczu, ale jestem szczęśliwy - mówił po wygranej w Płocku trener Igor Jovićević. Nareszcie... 

Na wygraną, na tak dobrą grę, na chwile szczęścia kibice Widzewa czekali od bardzo dawna. Ostatnie mecze to tylko złość i zawiedzione nadzieje, bo przecież oczekiwania wobec tej drużyny, zbudowanej za miliony, są ogromne. A do tej pory trzeba było znosić tylko krytykę, a wręcz drwiny ze strony innych kibiców, dziennikarzy, ekspertów. Wielu z tych, którzy krytykowali - często słusznie - Widzew, wiedziało jednak, że w zespole drzemie potencjał. Niektórzy mówili to głośno, inni milczeli. Wśród tych pierwszych był Mariusz Misiura, trener Wisły. - Uważam, że za kilka tygodni Widzew będzie jednym z najlepszych zespołów w Polsce, patrząc na czystą jakość piłkarską, to uważam, że jest jedną z najwyższych w Polsce. Kwestią czasu jest, kiedy piłkarze znajdą wspólny język ze sobą i będą skuteczni - stwierdził na przedmeczowej konferencji i zapewne... dodał otuchy Widzewiakom.

reklama

Potrzebowali jej po dwóch porażkach na początek roku, a wielu z tych, którzy są w kadrze, pamiętają przecież porażkę z Zagłębiem Lubin na koniec roku. Widzew na kilka minut przed końcem prowadził, a ostatecznie przegrał w fatalnym stylu.

Ukryty potencjał i piłkarska jakość ujawniła się w Płocku. Widzewiacy byli lepsi pod niemal każdym względem. Trudno zrozumieć żale Misiury i piłkarzy Wisły, że sędziowie pomagali Łodzianom. Tak naprawdę goście mogli i powinni wygrać znacznie wyżej. Nie dzięki sędziom, ale dzięki swojej pracy na boisku. Trzykrotnie piłka odbiła się od poprzeczki, dwie okazje sam na sam miał Osman Bukari. To były "setki". Rywale aż tak dobrych szans nie mieli i takie są fakty.

Co cieszy po meczu Widzewa?

Przede wszystkim wygrana. Pierwsza od 28 listopada, kiedy Łodzianie pokonali Piasta Gliwice. Siódma w ogóle w trwającym sezonie. Trzecia zwycięstwo na stadionie rywala to też duża sprawa, bo pamiętamy, jak Widzew radził sobie w delegacjach.

reklama

Cieszy mecz na zero z tyłu. Jeśli chodzi o ligę to od czasu wspomnianego pojedynku w Gliwicach. Wydaje się, że Jovićević wybrał w końcu duet stoperów na dłuższy czas. Stelios Andreou i Przemysław Wiśniewski mogą zabetonować środek widzewskiej obrony. W Płocku grali twardo i skutecznie. Wyprzedzali rywali, przerywali ich akcje, a sami rozpoczynali akcje swojej drużyny.

Cieszy forma Duńczyków Lukasa Leragera i Emila Kornviga. W meczu z Wisłą na własne oczy widzieliśmy, że to bardzo jakościowi gracze, którzy technikę, zmysł taktyczny i boiskową inteligencję podpierali ogromnym zaangażowaniem. Biegali, biegali, biegali. Kornvig pokonał największy dystans wśród wszystkich piłkarzy, jacy zagrali w sobotni wieczór w Płocku. Był blisko gola (poprzeczka ty...) w pierwszej połowie, w drugiej już trafił do bramki. - To było dla nas bardzo ważne, żeby po dwóch wcześniejszych porażkach dzisiaj wygrać mecz i to nam się udało. Jednym z moich głównych zadań było być jak najwięcej w polu karnymi rywali, bo wiedzieliśmy, że będziemy grali wokół pola karnego i miałem tam być gotowy na podania od kolegów żeby zdobyć gola. Dzisiaj pomogłem i mamy trzy punkty. To zwycięstwo znaczy dla nas bardzo dużo. Było to widać w zespole po meczu - mówił bohater spotkania.

reklama

Cieszy forma Mariusza Fornalczyka, który niestety znów miał pecha, bo w autokarze do domu powinien zbierać gratulacje nie za jedną, a dwie asysty, a także za gola (poprzeczka ty...). To jednak piłkarz, na którego trzeba stawiać, okazać mu zaufanie. Odwdzięczy się i będzie wartościowy dla drużyny.

Cieszy kolejny gol (co z tego, że z karnego) Sebastiana Bergiera i asysta jego zmiennika Andiego Zeqiriego.

Martwi forma, a może bardziej nieskuteczność, Osmana Bukariego. Skrzydłowy z Ghany powinien zdobyć dwa gole, ale dwa razy zachował się pod bramką rywala fatalnie. Musi się poprawić.

Na szczęście tym razem wyręczyli go koledzy, błędy jednego piłkarza - czy to w obronie, czy w ataku - nie miały wpływ na ostateczny wynik. Bo Widzew nareszcie był drużyną, w której za plecami jednego zawodnika był jego kolega. Musieliśmy na to trochę poczekać, ale w końcu się to stało. Teraz najważniejsze, by tak już zostało, by była powtarzalność. Czy tak będzie, przekonamy się już w piątek, gdy Widzew zagra w Sercu Łodzi z Cracovią. Wiemy już na pewno, że łódzki zespół ma potencjał i umiejętności, na pewno znacznie przewyższające miejsce, jakie zajmuje w tabeli.

reklama

 

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo