Widzew nie skorzystał. Wicemistrz Polski z hitem

Opublikowano:
Autor:

Widzew nie skorzystał. Wicemistrz Polski z hitem - Zdjęcie główne
Autor: Wojciech Czarnociński / widzew.com

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaOd pewnego czasu Widzew wymieniany jest przy niemal każdym dużym ruchu transferowym w PKO BP Ekstraklasie. Tym razem jednak cała operacja obyła się bez nawet medialnego zaangażowania łodzian. Czy to dobrze?
reklama

Widzew chce każdego?

Widzew, choć oficjalnie dokonał na razie tylko jednego wzmocnienia, pojawia się w niemal każdej plotce transferowej dotyczącej PKO BP Ekstraklasy. Oczywiście sam dał ku temu podstawy.

Łodzianie są w stanie ściągnąć z zagranicy piłkarza za 5 lub nawet więcej milionów euro. Potrafią wyciągnąć wiodącą postać ligowego rywala, jak Steve'a Kapuadiego z Legii czy Mariusza Fornalczyka z Korony. Sprowadzają do Serca Łodzi reprezentantów Polski z liczących się europejskich klubów, jak Panathinaikos. Ich możliwości, jak na lokalne wyranki, wydają się więc nieograniczone.

Do tego dochodzi chaos informacyjny towarzyszący pionowi sportowemu czerwono-biało-czerwonych, którzy w poprzednim sezonie mieli co najmniej trzy osoby w mniejszym lub większym stopniu odpowiadające za transfery: Mindaugasa Nicoliciusa, Dariusza Adamczuka i Piotra Burlikowskiego, którego zasługi dla klubu podkreślał o statnio Zbigniew Boniek, choć sam sainteresowany w procesie decyzyjnym miał być jednak najniżej.

reklama

Tymczasem od lata za politykę transferową odpowiadać autorytarnie zupełnie nowa w tej budowanej już osobiście przez Roberta Dobrzyckiego strukturze osoba - Łukasz Masłowski. Czy to z uwagi na zmiany w pionie sportowym Widzew o tematyki transferów podchodzi opieszale?

Kogo potrzebuje, a kogo chce Widzew

Rozpoczęły się przygotowania do nowego sezonu i pewne potrzeby, jak lewy obrońca, są wręcz palące, bo w drużynie jest tylko jeden ograny zawodnik mogący występować na tej pozycji, który, co dość istotne, dopiero niedawno wrócił do gry po poważnym urazie.

Tymczasem łodzianie zakontraktowali dotychczas jedynie napastnika, mając w drużynie Sebastiana Bergiera, (cały czas) Andiego Zeqiriego czy wracającego z wypożyczenia Antoniego Klukowskiego. W mediach najwięcej mówi się z kolei o innych snajperach (Afimico Pululu) i ofensywnych pomocnikach, jak Patrik Hellebrand, Maksym Chłań czy Kamil Jakubczyk.

reklama

W konteście tych ostatnich Czech z Górnika jest już niedostępny, temat Chłania ucichł, a piłkarza Arki chyba jednak Widzewa nie chce aż tak mocno. Co ciekawe, na rynku na chwilę pokazało się inne ciekawe nazwisko, które powinno pasować do profilu poszukiwań łodzian - czyli głośnego transferu, najlepiej reprezentanta Polski.

To akurat kierunek, który w całym tym transferowym szaleństwie Widzewa się sprawdził, bo Bartłomiej Drągowski, a zwłaszcza Przemysław Wiśniewski, byli wiosną, liderami rozpaczliwie walczącego o utrzymanie zespołu. Dołącza do nich Kamil Świderski, który ma dać w ofensywie większe pole manewru i pozwalać na większą swobodę bramkostrzelnemu napastnikowi.

Wschodząca gwiazda nie dla Widzewa

Idąc tym tokiem rozumowania idealnie do Widzewa nadawałby się Kacper Urbański, 21-latek, który zachwycił piłkarską Europę grą w FC Bolonii, a jako nastolatek zadebiutował w senorskiej reprezentacji Polski prowadzonej przez Michała Probierza. W narodowych barwach zagrał zresztą na EURO 2024. I ten sam Urbański odszedł właśnie z Legii Warszawa z kartą na ręku.

reklama

Ale praktycznie tego samego dnia został piłkarzem Górnika Zabrze. Choć jeszcze rok czy dwa lata temu zabrzmiałoby to niepoważnie, teraz utalentowany pomocnik zanotował, przechodząc z Legii do Górnika, awans sportowy, bo Trójkolorowi to wicemistrz Polski, który powalczy o awans do Ligi Mistrzów.

Sam Urbański, podobnie jak jego były klub, ma za sobą trudny, niezbyt udany sezon. Ale to bardzo kreatywny piłkarz, który przydałby się pewnie w każdej ambitnej, marzącej o otwartej, ładnej grze drużynie. Tym razem jednak Widzew nawet nie brał udziału w wyścigu o ten łakomy kąsek transferowy. Czy wynika to ze zmian, i zawiązanego z tym zamieszania, w pionie sportowym, czy po prostu nie pasował do koncepcji Łukasza Masłowskiego?

Nowy szef sportu, nowa polityka transferowa Widzewa?

reklama

Dyskusja na ten temat przetoczyła się ostatnio przez najbardziej zasadną do tego platformę, czyli portal X. Kibice byli podzieleni, ale spora część z nich dała do zrozumienia, że ma już dość sprowadzania do klubu zawodników, którzy muszą się odbudować.

To był ryzykowny, ale często skuteczny sposób, gdy Widzew nie miał nielimitowanej gotówki, ale teraz, gdy może sobie pozwolić na dużo więcej, woli kupić gotowego do gry na najwyższym poziomie Wiśniewskiego czy Świderskiego niż notującego jednak ostatnio zjazd Urbańskiego. 21-latek z wyróżniającej się postaci w Serie A i kadrze narodowej, stał się przeciętniakiem w polskim klubie środka tabeli i stracił kontakt z reprezentacją.

Co ciekawe, fanem odbudowywania zawodników zawsze wydawał się Łukasz Masłowski, który w swoim pierwszym podejściu do funkcji dyrektora sportowego w Widzewie w 2019 roku sprowadził do klubu wracających do zdrowia po urazach Christophera Mandiangu czy Marcela Gąsiora. Z kolei w Jagielloni sięgał po będących z różnych powodów w dołku Afimico Pululu czy Christophera Hansena. O Urbańskiego, jak widać, walczyć jednak nie zamierzał. A kogo ma dla Widzewa w zanadrzu?

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo