Przejęcie Widzewa przez Roberta Dobrzyckiego nie sprawiło, że łódzki zespół z dnia na dzień stał się kandydatem do mistrzostwa Polski. Tak to działa tylko w Football Managerze – a i tak nie zawsze. Zmieniły się jednak możliwości. Klub, dzięki majętnemu właścicielowi, stać na to, by przestać myśleć kategoriami przetrwania i wieloletniego idealnie zrównoważonego rozwoju.
Przez lata Widzew funkcjonował jako klub, który cieszył się z utrzymania, a każde miejsce w środku tabeli przedstawiał jako dowód postępu. Trudno się temu dziwić po tym, jak 11 lat temu Widzew zniknął z piłkarskiej mapy Polski i był mozolnie odbudowywany.
Tylko że kibice przychodzący na stadion przy Piłsudskiego nie wychowali się na historii przeciętności. Widzew to czterokrotny mistrz Polski, uczestnik Ligi Mistrzów i marka, która przez dekady budziła respekt w całym kraju. Oczywiście historia nie wygrywa meczów, ale niebezpieczne jest ciągłe udawanie, że nie ma prawa wpływać na ambicje.
Letnie transfery jasno pokazały, że Widzew przestał zadowalać się rolą statysty. Klub nie poluje już wyłącznie na zawodników, których nikt inny nie chciał. Szuka piłkarzy mających zrobić różnicę. Czy wszystkie ruchy okażą się trafione? Oczywiście, że nie. Nie ma dyrektora sportowego, który nie popełnia błędów. Liczy się jednak kierunek. Jeszcze ważniejsze jest to, że zmieniła się optyka. Dziś nikt nie pyta, czy Widzew utrzyma się w Ekstraklasie. Pyta, czy będzie walczył o czołówkę. To najlepszy dowód na to, jak bardzo zmieniła się sytuacja klubu w ciągu kilku miesięcy.
Ale z nowymi możliwościami przychodzi odpowiedzialność. Od teraz nie będzie już taryfy ulgowej. Jeśli wydajesz miliony na transfery, zatrudniasz uznanych piłkarzy i otwarcie mówisz o ambitnym projekcie, musisz pogodzić się z tym, że kibice oraz media przestaną bić brawo za same chęci. Będą oczekiwać wyników. I słusznie.
Oczywiście nowa drużyna potrzebuje czasu. To argument prawdziwy, ale nie może stać się wygodnym parasolem ochronnym na kolejny sezon. Zespół można rozliczać z gry już od pierwszych kolejek, nawet jeśli na pełnię możliwości trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Widzew wchodzi w sezon, którego nie pamięta od bardzo dawna. Nie jako zespół marzący o spokojnym bycie w lidze, lecz jako klub, który sam podniósł sobie poprzeczkę.
I właśnie dlatego ten sezon będzie przełomowy. Pokaże, czy Widzew naprawdę dorósł do tego, by dołączyć do najlepszych zespołów w Polsce. Bo dziś nie wystarczy już powiedzieć: "budujemy projekt". To zdanie słyszeliśmy w polskiej piłce (i w samym Widzewie) dziesiątki razy. Teraz ten projekt musi zacząć wygrywać. Jeśli Widzew chce wrócić do grona klubów rozdających karty w Ekstraklasie, nie może oczekiwać, że będzie oceniany jak beniaminek albo ligowy średniak. Taki komfort właśnie się skończył. Paradoksalnie to najlepsza wiadomość dla wszystkich, którym zależy na tym klubie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.