Kompromitacja Widzewa
A przecież jeszcze niedawno było zupełnie inaczej. Widzew wrócił do Ekstraklasy w 2022 roku i po latach tułaczki po niższych ligach, smak awansu był wyjątkowy. Przy Piłsudskiego pojawiła się nadzieja na normalność, na stabilizację i spokojne funkcjonowanie w elicie, a z czasem na sukcesy. Były momenty lepsze i gorsze, ale najważniejsze, że klub zadomowił się w lidze. I wydawało się, że to fundament pod coś większego. Tym bardziej boli fakt, że w zasadzie w jeden sezon ten dorobek został roztrwoniony. I to w momencie, gdy w klubie pojawiło się to, czego w ostatnich latach brakowało, czyli gigantyczne pieniądze, które miały pozwolić rywalizować z Lechem czy Rakowem.
Widzew jest obecnie bardzo bliski spadku. Wszyscy skupiają się teraz na przegranej w Radomiu, choć przecież to nie przez nią Łodzianie spadną z ligi (o ile w ogóle spadną). Problemy nie pojawiły się nagle. Już jesienią było widać, że coś nie działa. I to nie tylko na boisku. Chaos organizacyjny i roszady na stanowiskach trenerów i dyrektorów sportowych sprawiały wrażenie, że klub funkcjonuje bez wyraźnego planu. Mimo to każdy po cichu wierzył, że to przejściowy okres, po którym przyjdzie stabilizacja i wyniki. Zimą do Łodzi trafili kolejni, jeszcze drożsi zawodnicy, co tylko podniosło oczekiwania.
Runda wiosenna brutalnie zweryfikowała ten projekt. Widzew wygląda jak drużyna źle skonstruowana. Bez charakteru, pomysłu i tej iskry, która pozwala wygrywać kluczowe mecze. Być może zabrakło również cierpliwości właściciela, bo solidnego zespołu nie buduje się w dwa okna transferowe. Przez moment wydawało się, że Aleksandar Vuković poukładał ten zespół — pięć meczów bez porażki i dziewięć punktów dawały realną nadzieję. Drużyna może nie zachwycała stylem, ale punktowała, a to było najważniejsze.
Zobacz również: Piotrcovia wygrywa w Kobierzycach i wraca na podium po 17 latach przerwy!
Piłkarscy Bogowie, zlitujcie się nad kibicami Widzewa!
Teraz sytuacja jest bardzo zła, choć nie dramatyczna, bo rywale też potracili punkty. Do końca sezonu zostało pięć meczów i piętnaście punktów do zdobycia. Realnie Widzew potrzebuje co najmniej dziewięciu-dziesięciu, czyli trzech zwycięstw i remisu. A terminarz nie rozpieszcza: u siebie z Motorem, potem wyjazd na Legię. Następnie Lechia, Korona na wyjeździe i na koniec Piast w Sercu Łodzi.
Nie wiemy jak ten sezon się skończy. Bardzo, ale to bardzo wiele wskazuje niestety na spadek czerwono-biało-czerwonych. Człowiek łudzi się jednak, że może to będzie ten wyjątkowy moment, że nagle drużyna zagra niesamowite trzy-cztery mecze i zdoła się utrzymać. To chyba jednak zbyt naiwne podejście. Widzew na ten spadek pracuje od początku sezonu i takie są fakty. Pozostaje chyba trzymać kciuki, żeby Piłkarscy Bogowie zlitowali się nad RTS-em i jego kibicami. Ci już wystarczająco wycierpieli w ostatnich 25 latach.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.