Widzew sprowadził tej zimy już pięciu piłkarzy. To Norweg, Duńczyk, Ghańczyk, Hiszpan oraz jedyny w tym gronie Polak Bartłomiej Drągowski. A przecież polskich zawodników miało być więcej. Na ten temat wypowiedział się w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Dariusz Adamczuk, doradca zarządu ds. sportu. - Na razie troszkę odbiliśmy się od Polaków. Nie będę panu mówił nazwisk, ale się odbiliśmy - przyznał.
I dodał: - Nie każdy Polak chce wrócić do kraju. W Ekstraklasie już grali, a powrót do niej jest daleko na liście ich życzeń. To trochę wiąże się z mentalnością, bo jest jeszcze takie przeświadczenie, że powrót oznacza porażkę, że komuś nie wyszło na Zachodzie. Może przykład Bartka pokaże, że warto wrócić. Jeżeli będzie grał w Widzewie, to nadal ma szansę pojechać na mistrzostwa świata. Więc ten powrót do Polski nie musi wiązać się z czymś złym.
Adamczuk stwierdził, że transfer Drągowskiego może być impulsem, kołem zamachowym, bo informacja, że reprezentant wraca do Polski i idzie do Widzewa, odbiło się szerokim echem.
Wielu kibiców zastanawia też kwestia liczby transferów, bo jest już pięć, a możliwe są jeszcze jeden, dwa. - Na początku chcieliśmy zrobić trzy-cztery transfery. Wiedzieliśmy, że jeden-dwa to będzie za mało. Od samego początku powtarzaliśmy, że chcemy jakościowych i doświadczonych zawodników do podniesienia poziomu drużyny. I to okno tak ma wyglądać. Przychodzą jakościowi piłkarze, którzy docelowo mają grać w pierwszej jedenastce - stwierdził nieformalny dyrektor sportowy Widzewa.
Widzewowi brakowało doświadczenia
Przyznał również, że klub szukał gotowych piłkarzy, do gry od razu, a nie takich z potencjałem, z których pożytek może być w przyszłości. Teraz przychodzą gracze doświadczeni. Adamczuk powiedział dlaczego. - Polska liga jest ciężka i tu trzeba zrobić miks. Umówmy się — to nie tak, że wszystkie transfery letnie nie spełniły oczekiwań. To jedno. Potrzeba było trochę więcej doświadczenia. Gdyby zobaczyć wyniki do 80. minuty, to Widzew byłby na drugim miejscu. Ostatnie 10 minut pokazuje, że jesteśmy na 15. miejscu. Tego doświadczenia zabrakło, stąd takie ruchy.
Działacz łódzkiego klubu przyznał też, że wielu zawodników odmówiło Widzewowi mimo tego, że klub ma dużo pieniędzy i dużo płaci. - Pół na pół - stwierdził. Powody to fakt, że chodzi o miejsce w tabeli drużyny i to, że to jednak polska liga.
Cały wywiad można przeczytać tutaj.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.