Widzew upokorzony w Wiśniowej Górze. Legendarny trener był wściekły!
Większość kibiców, którzy uważnie śledzą historię zapoczątkowanej w 2015 roku reaktywacji Widzewa, zgodzi się zapewne, że jednym z bardziej bolesnych doświadczeń w minionej dekadzie była porażka w półfinale okręgowego Pucharu Polski z Andrespolią Wiśniowa Góra. 25 października 2017 roku trzecioligowy zespół Widzewa prowadzony już wówczas przez legendarnego trenera, dziś już niestety świętej pamięci, Franciszka Smudę mierzył się z ekipą grającą dwa poziomy rozgrywkowe niżej.
W szeregach czerwono-biało-czerwonych występowali wówczas tacy piłkarze, jak Damian Kostkowski, Radosław Sylwestrzak, Kacper Falon czy Daniel Świderski, czyli solidni ligowcy, którzy mieli olbrzymi wkład w awans drużyny do II ligi. W Wiśniowej Górze barwy Widzewa reprezentował też Adam Radwański, dzisiaj ważny zawodnik ekstraklasowego Zagłębia Lubin. Warto wspomnieć też Marcina Kozłowskiego, dzisiaj piłkarza rezerw Widzewa.
W pierwszym składzie znalazł się wtedy również Sebastian Zieleniecki, 22-letni stoper, którzy piłkarskie szlify zbierał we Włoszech. W pewnym momencie wydawać się mogło nawet, że Smuda - oczywiście w odpowiedniej skali - widzi w nim w pewnym sensie następcę Tomasza Łapińskiego, bo mianował go kapitanem zespołu, więc młody defensor miał szansę pełnić w reaktywowanym Widzewie podobną rolę do tej, którą pełnił "Łapa" przed laty w mistrzowskim Widzewie.
Kariera Zielenieckiego nie potoczyła się jednak tak, jak on, Smuda czy kibice czerwono-biało-czerwonych mogli sobie życzyć. W pamiętnym meczu z Andrespolią zszedł z boiska już w przerwie, przy wyniku 2:1 dla gospodarzy. Ostatecznie łodzianie zremisowali 3:3, ale w karnych musieli sensacyjnie uznać wyższość rywali. Smuda był wściekły! Kibice również. To był bardzo przykry wieczór dla całej widzewskiej rodziny.
Powrót syna marnotrawnego? Widzew może na niego liczyć!
Zieleniecki z klubu odszedł dwa lata później, przenosząc się do grającego w niższych ligach niemieckiego Kickers Offenbach. Później był jeszcze Hallescher SC, ale w 2024 roku doświadczony już obrońca wrócił do Polski, konkretnie do ŁKS-u... Łomża. Spędził w nim półtora roku, by ostatniej zimy historia zatoczyła koło i wrócił do Widzewa. Na ekstraklasową drużynę było już jednak dla niego za późno, ale z miejsca stał się solidnym wzmocnieniem trzecioligowych rezerw. Na tym samym poziomie reprezentował klub prawie dekadę temu, choć wówczas w odzyskującej miejsce na piłkarskiej mapie "jedynce".
Z "Zielem" w składzie łodzianie byli rewelacją rundy wiosennej. Więcej punktów zdobyła od nich tylko Legia II Warszawa, która wygrała rozgrywki. Widzew II nie tylko napsuł krwi najsilniejszym i najroźniejszym rywalom w lidze, ale też znakomicie radził sobie w rozgrywkach regionalnego Pucharu Polski. Dotarł do wojewódzkiego finału, w którym w Sercu Łodzi, na oczach 5 tysięcy kibiców, zmierzył się z Pelikanem Łowicz.
Dla Sebastiana Zielenieckiego był to powrót sentymentalny. Na stadionie, na którym stawiał pierwsze kroki w profesjonalnej, dorosłej piłce, tym razem poprowadził do zwycięstwa rezerwy swojego klubu, a w nich młodszych kolegów, swoich następców. Defensywa z nim w składzie nie dała się tego dnia ani razu pokonać. W samej końcówce dogrywki samodzielnie uratował sytuację, wybijając piłkę głową z linii. Później wykorzystał też swoją jedenastkę. Miał więc w końcowym triumfie łodzian naprawdę duży udział [WIĘCEJ]. I zdobył to, czego nie udało się 8 lat wcześniej. A pewnie ma do zaoferowania jeszcze sporo więcej, bo jak zdrowie pozwoli, to 31-letni dziś zawodnik powinien stanowić o sile Widzewa II w nowym sezonie.
Fot. Marek Młynarczyk
Partnerem rozgrywanego przy Piłsudskiego 138 finału Wojewódzkiego Pucharu Polski była Grupa Kapitałowa WEC, wieloletni sponsor Widzewa.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.