Wydawało się, że końcówka runda jesiennej będzie dla piłkarzy i kibiców Widzewa Łódź istną drogą przez mękę, tymczasem nastąpiła kompletnie nieoczekiwana metamorfoza. Postanowiliśmy przeanalizować, co do niej doprowadziło?
Po czterech kolejnych meczach bez zwycięstwa, w których czerwono-biało-czerwoni zdobyli zaledwie punkt, mało kto wierzył, że finisz roku będzie udany. Przez ostatnie kilkadziesiąt minut starcia z Koroną Kielce widzewiacy sprawiali wrażenie kompletnie bezradnych i zrezygnowanych. Aż prosiło się o dawną bokserską zagrywkę z rzuceniem białego ręcznika, przerywającego walkę przed czasem. Patrząc przez pryzmat logiki, brakowało jakichkolwiek argumentów budujących optymizm przed serią trzech wyjazdowych konfrontacji. Przed jej startem RTS był bowiem drugą najgorzej punktującą ekipą Ekstraklasy poza domem, a w dodatku czekały go batalie z rozpędzonym Piastem Gliwice, a kilka dni później z Pogonią Szczecin, z którą od czasu powrotu do elity jeszcze nie udało się wygrać.
Na szczęście polska piłka często bywa nielogiczna i właśnie w tym upatrywano cienia szansy. Czas pokazał, że rzeczywiście resztki wiary, zachowane przez kibiców, były zasadne, bo udało się nie tylko ograć przeciwnika prowadzonego przez Daniela Myśliwca, ale i jeden z największych koszmarów ostatnich lat, podbijając „Gród Gryfa„, zapewniając sobie przy tym obecność w gronie ćwierćfinalistów Pucharu Polski 2025/2026. Co takiego wydarzyło się, że łodzianie piłkarsko zmartwychwstali w ekspresowym tempie?
1. ZMIANA STRUKTURY
Igor Jovićević objął drużynę zaledwie dwa dni przed swoim debiutanckim meczem, dlatego podjął słuszną decyzję, by nie zmieniać ogólnych założeń taktycznych na spotkanie z Radomiakiem Radom. Przystąpiono więc do niego tak, jakby na ławce trenerskiej nadal zasiadał Patryk Czubak, wybierając piłkarzy szykowanych przez niego do gry, ustawiając w systemie 4-3-3. W tak krótkim czasie Chorwat mógł jedynie wpłynąć na mentalność zawodników i po swojemu zarządzać nimi w trakcie zawodów.
W Lublinie struktura zespołu została zmieniona na najczęściej preferowany przez Jovićevicia w karierze schemat 4-1-4-1, z którego korzystał też Zeljko Sopić. Efekt był fatalny, choć oczywiście przyczyn najwyższej w tym sezonie porażki było więcej. W kolejnych starciach rotowano pomiędzy tymi dwoma systemami i przyniosło to zaledwie punkt. Co ciekawe, na dwie czteroosobowe linie przestawiono się dopiero w ostatnich trzydziestu minutach potyczki z Koroną, ale przed nimi biegał tylko jeden napastnik, ponieważ na skutek czerwonej kartki Diona Gallapeniego kończono mecz w dziesiątkę.
Niewykluczone jednak, że obserwacja zachowania łodzian w układzie 4-4-1 skusiła sztab do większej rewolucji taktycznej i przejścia na system 4-4-2, który we współczesnym futbolu uchodzi już za mocno archaiczny. W Widzewie się jednak sprawdza, choć trzeba zauważyć, że model gry zakłada spore modyfikacje. Przede wszystkim inne zadana stoją przed skrajnymi pomocnikami. Grający po prawej stronie Angel Baena stara się być klasycznym skrzydłowym, biegając wzdłuż linii bocznej, podczas gdy Bartłomiej Pawłowski najczęściej schodzi do centrum boiska, wspierając Lindona Selahiego (w Gliwicach) oraz Szymona Czyża (w Szczecinie). Dzięki temu zabranie jednego z trójki środkowych pomocników nie osłabiło tak bardzo tej strefy, a jednocześnie pozwala zrobić korytarz dla ofensywnie usposobionego lewego obrońcy Samuela Kozlovskyego. Występujący po prawej stronie defensywy Stelios Andreou skupia się głównie na zabezpieczeniu tyłów, co lepiej pasuje do jego predyspozycji. Wszak to nominalny stoper, nie czujący się tak pewnie na połowie rywala. Bardzo dobrze wygląda też współpraca dwójki napastników, gdyż nie grają oni w jednej poziomej linii, tylko jeden z nich – wymiennie – stara się schodzić w boczne rejony murawy, by pomóc zrobić przewagę liczebną i nierzadko uruchomić długim podaniem drugiego.
Jako ciekawostkę warto także zauważyć, że oba wygrane spotkania czerwono-biało-czerwoni kończyli z piątką obrońców, co ułatwiało im „dowiezienie” korzystnego wyniku do finałowego gwizdka arbitra. W meczu z Piastem było to papierowe ustawienie 5-3-2, a w doliczonym czasie przeciwko Pogoni jeszcze bardziej ostrożne 5-4-1.
2. ZMIANY PERSONALNE
Poprzestawianie puzzli w taktycznej układance to tylko część całej procedury. Drugą było dobranie odpowiednich wykonawców do nowego systemu, do czego trener został częściowo zmuszony. Przed starciem na Górnym Śląsku za kartki ze składu wypadli Gallapeni i Mariusz Fornalczyk, więc postawiono na Kozlovskyego i Pawłowskiego. Ten pierwszy zaczął powoli wychodzić z dużego dołka piłkarskiego, w jakim znalazł się w ostatnich nawet nie tygodniach, a wręcz miesiącach, a drugi odnalazł się w nowym systemie, ponieważ już w czasie letnich przygotowań zaczął być ustawiany w środku pomocy, a przecież nie zapomniał też, jak to jest być skrzydłowym.
Czysto autorskie pomysły Jovićevicia, to rezygnacja z usług Veljko Ilicia i Frana Alvareza. O ile zmiana w bramce nie była aż tak zaskakująca, bo Serb niczego wielkiego między słupkami nie dokonywał, to posadzenie na ławce rezerwowych jednej z największych gwiazd drużyny było bardzo odważnym posunięciem. Oba te działania jednak sprawdziły się znakomicie! Maciej Kikolski w obu meczach zaliczył co najmniej jedną kluczową interwencję (główka Giermana Barkowskija przy stanie 0:0 i sam na sam z Rajmundem Molnarem przy prowadzeniu 1:0) i dwukrotnie zachował czyste konto, co widzewiakom dotąd się w tym sezonie nie udało! Owszem, zdarzały mu się słabsze wprowadzenia piłki do gry nogami czy chwytanie górnych piłek, ale i tak bardzo przyczynił się do końcowych sukcesów.
Odsunięcie Alvareza, który przeciwko gliwiczanom nie wszedł nawet na minutę, a w Pucharze Polski dostał szansę dopiero w doliczonym czasie, było działaniem niezbędnym. Jako liderowi zespołu szkoleniowiec dał nieco więcej czasu na „odbicie” po kilku słabszych występach, ale gdy to nic nie dało, nie było już innego wyjścia. Aby w oczach zawodników nie stracić szacunku, musiał podjąć sprawiedliwą decyzję i pokazać, że w szatni nie ma przysłowiowych świętych krów. Oczywiście Hiszpan jest na tyle jakościowym graczem, że jeszcze niejednokrotnie udźwignie drużynę na swoich barkach, ale w obecnym czasie nie ma ku temu argumentów. Swoją drogą, to już drugi rok z rzędu, gdzie końcówka roku wygląda u niego słabiej, więc być może to nie przypadek. Zabranie jednego środkowego pomocnika wymaga bezwzględnego zaangażowania pozostałej dwójki, a Alvarezowi mogłoby aktualnie brakować do tego „paliwa”.
Nie bez znaczenia jest też zwyżkująca forma Andiego Zeqiriego, który wyraźnie odżył dzięki zestawieniu go w parze napastników z Sebastianem Bergierem, a nie jako samotna „dziewiątka”. Szwajcar najlepiej w karierze wypadał właśnie w kooperacji z innym snajperem, z którym mógł wymieniać się zadaniami i wzajemnie zdejmować z siebie uwagę obrońców przeciwnika. Zeqiri wyraźnie odżył, jest aktywniejszy na boisku, a piłka zaczęła go szukać. W efekcie po wyćwiczonym na treningach rzucie rożnym otworzył swój strzelecki dorobek w RTS, podwyższając wynik z Piastem, a w starciu z „Portowcami” zdobył jedynego gola. Trzeba docenić zresztą nie tylko wykończenie wrzutki Baeny, ale całą pracę, jaką widzewiak wykonał w tej akcji – pressingiem odebrał piłkę, ściągnął na siebie defensywę, którą potem zdążył zgubić, a potem postawił kropkę nad i.
3. PODEJŚCIE TRENERA
Wprowadzone przez Igora Jovićevicia korekty mogłyby nie przynieść żadnej poprawy, gdyby nie jego olbrzymi entuzjazm. Chorwat zachowywał optymizm i zapał mimo serii gorszych meczów, czym zarażał swoich podopiecznych. Oglądając materiały z szatni, przemycane przez klubową telewizję, można było chłonąć aurę bijącą z trenera, więc u piłkarzy odbiór jego przekazów musiał być jeszcze silniejszy. To pokazuje, że 52-latek jest bardzo dobrym psychologiem i motywatorem. Jeśli sprawiałby wrażenie, że nie wierzy w swój własny pomysł, jak mieliby go „kupić” zawodnicy?
Jovićević od pierwszego dnia przy Piłsudskiego udowadnia, że nie brakuje mu determinację i typowo bałkańskiego temperamentu. Gdy wyniki były niekorzystne, jego mowa ciała zaczęła być niewystarczająca, a dla niektórych wręcz irytująca. W ostatnich dniach ciężko jednak przyczepić się do opiekuna łodzian, który prawdziwe piętno na drużynie będzie mógł odcisnąć dopiero w zimowej przerwie.
4. PRESJA KIBICÓW
Nie ma co kryć – pomysły kibiców, którzy postanowili w ostatnim czasie zademonstrować swoją irytacją dla postawy zawodników, nie każdemu przypadły do gustu. Przypomnijmy, że w starciu z Koroną Kielce przez niemal całą drugą połowę zrezygnowano z dopingu pod „Zegarem„, a w Gliwicach śpiewy można było usłyszeć tylko w ostatnim kwadransie. W międzyczasie doszło też do spotkania delegacji fanów z radą drużyny, podczas których rozmawiano o sytuacji. Warto zauważyć, że nie był to typowy foch sympatyków, zawiedzionych kiepską postawą sportową. Jak wyraźnie podkreślono na transparentach wywieszonych podczas ostatniej ligowej potyczki, pretensje dotyczyły wyłącznie determinacji piłkarzy. Nie przekroczono przy tym granic dobrego smaku, co biło też z oficjalnych wypowiedzi trenera czy samych graczy, którzy przyznawali rację zirytowanym trybunom.
Nie da się udowodnić, czy wywierana na zawodników presja miała pozytywny wpływ, czy to jedynie zbieg okoliczności. Zwolennicy tej radykalnej postawy powiedzą, że to nie przypadek, iż widzewiakom zaczęło się chcieć dopiero wtedy, gdy ciśnienie w środowisku kibicowskim zaczęło osiągać krytyczny stan. Nie brakuje jednak również takich głosów, że bez tej reakcji wyniki i zaangażowanie byłyby takie same. Tego się jednak nie dowiemy.
5. MNIEJ PECHA, WIĘCEJ SZCZĘŚCIA
W pewnym momencie sezonu nie było w Ekstraklasie klubu, który miałby tak dużego pecha. Porażka w Białymstoku, przy prowadzeniu do 91. minuty, indywidualny błąd Kikolskiego w Poznaniu czy aż dwa Ilicia w Zabrzu, a do tego fatalne błędu arbitrów w spotkaniach z Wisłą Płock, Cracovią czy Pogonią Szczecin, zabrały łodzianom sporo punktów. Teraz sytuacja się odwróciła, bowiem ekipa Piasta miała kilka świetnych okazji do zdobycia bramki, osiągając współczynnik goli oczekiwanych 1,94, lecz wszystkie sytuacje zmarnowała. Z kolei przeciwko szczecinianom dwa razy pomógł gościom VAR: raz w pełni słusznie, gdy potwierdzono pozycję spaloną Musy Juwary, ale drugi raz w atmosferze sporych kontrowersji, gdy nie zdecydowano się wyrzucić z boiska Ricardo Visusa na pół godziny przed końcem potyczki.
6. DRUŻYNA, NIE ZLEPEK PIŁKARZY
Najtrudniejszym wyzwaniem po letniej rewolucji kadrowej było stworzenie drużyny w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie przez przypadek było to jedno z głównych zadań, jakie postawiono przed trenerem przy jego zatrudnieniu. Mieszanka starych liderów z nowymi twarzami długo nie potrafiła się scementować, co z pewnością również miało spory wpływ na kiepskie wyniki. Doszło nawet do tego, że całkiem niedawno kapitan zespołu mówił w wywiadach między wierszami o problemach ze zbudowaniem zespołowości. Po szczecińskim triumfie przekaz Pawłowskiego zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni, co dobrze wróży na przyszłość. Tym bardziej, że wtórowali mu też inni gracze w swoich pomeczowych wypowiedziach.
Dziś było czuć przez cały czas zespół https://t.co/WVQfv6kvHD
— Bartłomiej Pawłowski (@bpawlowski9) December 2, 2025
Dwa ostatnie zwycięstwa wlały w serca kibiców sporą dawkę nadziei na to, że sezon 2025/2026 wcale nie musi być spisany na straty. Zapowiedź „mądrzejszych” transferów w zimowym oknie, perspektywa skutecznej pracy Igora Jovićevicia w okresie przygotowawczym i przede wszystkim awans do 1/4 finały Pucharu Polski sprawiają, że nawet ewentualny gorszy wynik w sobotnim meczu w Lubinie, kończącym rok, nie osłabi wiary. I to należy docenić, jednocześnie nie popadając w huraoptymizm, bo nic w futbolu nie jest dane raz na zawsze. Zalecamy więc cieszyć się chwilą i pochwalić, gdy jest za co, ale nie popadać w przeciwną skrajność.
Post Skąd ta niespodziewana metamorfoza? (analiza) pochodz ze strony WidzewToMy - Oficjalny portal kibiców Widzewa Łódź.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.