W historii łódzkich drużyn można znaleźć wielu takich. Marek Dziuba jest legendą obu klubów, podobnie jak Leszek Jezierski, ełkaesiak, który ma wielki wkład w doprowadzenie do świetności Widzewa. Takimi ludźmi byli Marek Chojnacki czy Tomasz Łapiński, prawdziwe ikony (wiem, że jest to nadużywane, ale tutaj nie ma innego określenia). W ostatnich latach rywalizacja Widzewa i ŁKS-u zmieniła się w nienawiść. Może nie wśród piłkarzy czy rozsądnych działaczy, ale w pewne, wcale nie wąskiej grupie kibiców, na pewno.
Mało jest ludzi, którzy swoją postawą wzbudzają sympatię po wschodniej i zachodniej stronie Łodzi. Dlaczego o tym wspominam? Bo widziałem i słyszałem reakcje na największe wydarzenie stycznia w łódzkim futbolu, jakim była decyzja Marka Hanouska o odejściu z Widzewa. Wzruszenie, z jakim sympatyczny Czech żegnał się z Łodzią, klubem, kibicami, zostało docenione także przez fanów ŁKS-u. Nie chcę pisać, że wszystkich, bo tak nie jest, lecz na pewno wśród tych, których znam.
Prawdziwy kibic (nie mylić z kibolem) potrafi docenić przywiązanie do klubu, ambicję, zaangażowanie i serce, jakie piłkarz oddał swojej drużynie i kibicom. Czyli wszystkie cechy, jakie posiadał Hanousek. Wiele razy można było mieć zastrzeżenia do jego gry, bo PESEL w sporcie jest czymś, na co mamy najmniejszy wpływ, albo nie mamy wcale… Był coraz mniej mobilny, nie tak skuteczny w swoich interwencjach, ale zawsze zaangażowany na 100 proc., dający z siebie tyle, ile mógł, a nawet więcej, z wątroby, jak często mówi się w sporcie.
Wiedzieliśmy o tym zawsze, ale po niesamowicie wzruszającym pożegnaniu z Widzewem, chyba każdy musiał zrozumieć, że dzieje się coś wyjątkowego, niezwykłego. To nie była zwykła zmiana klubu, to był koniec epoki trwającej przecież tylko pięć lat. Klub rozstał się z legendą, kimś, kto nie zdobywał dla niego laurów, ale był wzorem zaangażowania i profesjonalizmu, którego tak brakuje we współczesnym futbolu, skomercjonalizowanym do bólu.
Czytałem opinie – rzadkie – że Hanousek zostawiając Widzew dla Dukli Praga poszedł po linii najmniejszego oporu. Nie zgadzam się! Przeciwnie, uważam, że postąpił ambitnie, tak, jak pokazywał to w czasie pięciu lat gry w Widzewie. Szanse na grę w ekstraklasie miał niewielką, bo w kadrze było kilku młodszych i już chyba lepszych zawodników. Mógł spokojnie doczekać w Łodzi do końca kontraktu, co miesiąc sprawdzając na koncie, czy wpłynęła wypłata. On jednak chciał jeszcze grać w piłkę, a taką szansę dawała mu Dukla Praga. Nie wiem, może w Czechach dostał wyższy kontrakt, w co jednak wątpię. Ale zaryzykował, pokazując, że jest prawdziwym sportowcem, z wielką ambicją.
Dlatego, jeśli miałbym dziś szukać piłkarzy, którzy najlepiej zapisali się w najnowszej historii Widzewa, to na pierwszym miejscu tej listy umieściłbym dwóch ludzi: Marka Hanouska i Bartłomieja Pawłowskiego. Pierwszego, bo przez pięć lat pokazał, że ma widzewski charakter, drugiego, który zrobił to, czego nie chcieli zrobił inni gracze, uważający się za widzewiaków, których piłkarskie losy rzuciły daleko od Łodzi: zgodził się na dużo mniejsze zarobki, by pomóc swojemu klubowi w drodze do elity. Być może dlatego – jak czytam – Hanousek i Pawłowski byli przyjaciółmi.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.