Sebastian Madera: Widzew to część mnie
Opublikowano: Aktualizacja:
Autor: Piotr Grymm

126 meczów w ekstraklasie, 31 w barwach Widzewa Łódź. Dzisiaj wciąż pasjonuje się piłką, ale na nieco niższym poziomie. Porozmawialiśmy z Sebastianem Maderą o jego karierze, fatalnej kontuzji i planach na przyszłość.
Piotr Grymm: Pracował Pan w Akademii Widzewa, Akademii Lecha Poznań. Dlaczego zdecydował się Pan kontynuować akurat w LZS-ie Justynów?
Sebastian Madera: Trochę życie się tak potoczyło. Cieszę się, że mogłem trafić do przełomowych po
Czy wytyczył sobie Pan jakieś kolejne kroki w karierze trenerskiej?
Sama trenerka to jedno, ale dookoła są także inne rzeczy: dom, żona, dziecko. Jak się rozstałem z Akademią Widzewa, to przyszła też taka refleksja, że życie trenerskie to jednak duże wyrzeczenie. Zakładałem, że jak mam być trenerem na takim poziomie, to idę w to całym sobą. W Akademii Widzewa miałem okazję zobaczyć, jak wygląda to życie trenerskie i uznałem, że jakbym miał w to pójść na całość, to ciężko byłoby mi to pogodzić z życiem rodzinnym. Jakbym się za to zabrał, to na pewno nie pół na pół. Musiałbym iść na maksa, a wtedy ucierpiałaby moja najbliższa rodzina. Drugi aspekt jest taki, że zawód trenera pociąga cię za sobą. Angażujesz w to swój cały czas, a finalnie wcale nie musi się to zakończyć sukcesem. Moje plany po zakończeniu kariery piłkarskiej uległy zmianom.
Czyli po karierze piłkarskiej planem jednak było zaangażować się w życie trenerskie maksymalnie?
Tak. Miałem takie plany, ale rozstanie z Akademią Widzewa i ten moment, w którym byłem bez pracy, sprawił że zacząłem myśleć, czy ja naprawdę chcę, żeby moje życie tak w przyszłości wyglądało. Raz pracujesz, raz nie pracujesz. Jest to spore ryzyko.
Zainteresował Cię ten tekst?
Zaloguj się i czytaj dalej
Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE