Jacek Nawrocki: Reprezentacja była moim życiem, ale... [TYLKO U NAS]

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Jacek Nawrocki: Reprezentacja była moim życiem, ale... [TYLKO U NAS] - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
SiatkówkaZaproponowałem, że na czas rozgrywek ligowych zostałby on zawieszony i nie brałbym pieniędzy ze związku. Zarząd uznał jednak, że to niemożliwe - mówi Jacek Nawrocki, były trener reprezentacji Polski. Poddał się pan rezygnując z pracy z reprezentacją Polski? Jacek Nawrocki: Absolutnie nie ma mowy o poddaniu się. To dlaczego pan odszedł do klubu? - Mój pomysł na poprawę polegał na podwojeniu swoich działań, by reprezentacja była coraz mocniejsza. Chciałem mieć możliwość wpływania na rozwój kadrowiczek przez cały rok, a nie tylko podczas zgrupowań i imprez.

Zaproponowałem, że na czas rozgrywek ligowych zostałby on zawieszony i nie brałbym pieniędzy ze związku. Zarząd uznał jednak, że to niemożliwe - mówi Jacek Nawrocki, były trener reprezentacji Polski.

Poddał się pan rezygnując z pracy z reprezentacją Polski?

Jacek Nawrocki: Absolutnie nie ma mowy o poddaniu się.

To dlaczego pan odszedł do klubu?

- Mój pomysł na poprawę polegał na podwojeniu swoich działań, by reprezentacja była coraz mocniejsza. Chciałem mieć możliwość wpływania na rozwój kadrowiczek przez cały rok, a nie tylko podczas zgrupowań i imprez. W Chemiku Police jest dużo takich dziewczyn, jeszcze młodych, ale w większości już występujących na międzynarodowej arenie. Im potrzeba takie systematycznego przygotowania, żeby przez cały czas podnosiły swoje kwalifikacje.

W sezonie reprezentacyjnym się nie da tego zrobić?

- W czasie przeznaczonym na reprezentację kontakt z dziewczynami jest krótki, bo zwykle są to dwa tygodnie przed Liga Narodów i kilka przez mistrzostwami świata i Europy. Tak mało czasu na pracę i zgranie sprawia, że trudno wszystko zrobić. Dlatego dziewczyny są - przepraszam za wyrażenie - wyciskane jak cytryny, pracując dużo ciężej i dłużej niż w czasie ligi. To zaś sprawia, że pojawia się brak zaufania, a relacje między sztabem a zawodniczkami nie zawsze są dobre.

Wyobrażałem sobie, że dzięki łączeniu pracy w klubie i kadrze będzie łatwiej. Tak zresztą jest w wielu reprezentacjach...

Na pewno w Niemczech i Turcji.

- Nie tylko. Wydawało mi się, że taki ruch powinno się wykonać, bo mamy niewiele reprezentantek w czołowych europejskich klubach. Pozostałe powinny pracować więcej właśnie z powodu gry w kadrze.

Pojawiają się zarzuty, że łączenie pracy w klubie i reprezentacji to duże korzyści finansowe.

- Mój kontrakt z PZPS był taki, że miałem wyłączność na pracę z reprezentacją. Zaproponowałem jednak, że na czas rozgrywek ligowych zostałby on zawieszony i nie brałbym pieniędzy ze związku. Zarząd uznał jednak, że to niemożliwe. Trudno, dziękuję za bardzo dobrą współpracę, do której nie miałem żadnych zastrzeżeń.

Nie żal panu?

- Na pewno żal, bo reprezentacja była od lat całym moim życiem.

Dlaczego więc wybrał pan Chemika Police?

- To jest pytanie z gatunku, czy rodzice bardziej kochają córkę czy syna? W czasie pracy w reprezentacji miałem dużo ofert z klubów, jednak za każdym razem mówiłem: nie. Przyszedł jednak czas, żeby coś zmienić w życiu. Każdy trener chciałby się rozwijać pracując przez cały rok, a nie tylko od maja do października. I to przeważyło szalę.

A czy na pana decyzję wpływ miały krytyka czy wręcz hejt, jaka spadał na pana po każdej imprezie?

- Na pewno w jakiejś części, ale na pewno nie było to najważniejsze. Generalnie starałem się nie przejmować opiniami ludzi, którzy kobiecą siatkówkę znają tylko z telewizji. Jeśli krytyka była merytoryczna, naprawdę starałem się wyciągać z niej wnioski.

Odchodzi pan jako trener przegrany, bo w mistrzostwach Europy Polska była niżej niż dwa lata temu, a ludzie oczekiwali medalu?

- Nie mam się czego wstydzić, zwłaszcza po tak trudnym okresie dla całego sportu, jaką była pandemia. W mistrzostwach Europy drużyna zagrała z dużym zaangażowaniem, ale do medalu to nie wystarczyło. Włochy, Serbia i Turcja na razie są poza naszym zasięgiem, ale czas pracuje dla Polski.

Nie zapominajmy, że w porównaniu z poprzednimi mistrzostwami zabrakło Joanny Wołosz i Natalii Mędrzyk, liderek tamtego zespołu.

Nie mogliśmy też zastosować systemu z dwiema atakującymi. Wtedy Magda Stysiak przez pół roku była w Budowlanych Łódź przygotowywana do gry jako przyjmująca, a teraz cały sezon grała na ataku. Poza tym Malwina Smarzek nie była w stanie atakować po 60, 70 razy meczu.

Piąte miejsce pana zadowala?

- Pewnie, że nie, ale mimo wszystko uważam, że to dobry wynik. Za nami zostały sklasyfikowane były Rosja, Niemcy, Belgia czy szykowane do medalu Chorwacja i Bułgaria. To te kraje muszą się martwić o przyszłość, a nie Polska.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo