Stawowy: „Przepraszam kibiców ŁKS-u za ten mecz”

fot. ŁKS Łódź / Cyfrasport

Reklama
Czas 2 min czytania

Na pomeczowej konferencji Wojciech Stawowy wziął na siebie całą winę za wysoką porażkę z GKS-em Tychy.

– Gdyby nie było meczu z Legią Warszawa mógłbym z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że w drużynie dzieje się coś złego. Wyglądaliśmy dziś zupełnie inaczej niż w ostatnim spotkaniu, które napawało nas dużym optymizmem. Dziś zagraliśmy bardzo słabo. Nie wyglądaliśmy na drużynę zdeterminowaną; drużynę, która walczy o określony cel. W naszej grze brakowało pomysłu, błysku, graliśmy wolno i zdecydowanie za mało agresywnie.  Oczywiście spłynie na nas fala w pełni zasłużonej krytyki. Uważam, że powinna ona być skierowana tylko i wyłącznie pod moim adresem – zawsze drużyną ktoś dowodzi, drużynę ktoś przygotowuje, drużynę ktoś prowadzi. Wina za to, że zespół wyglądał dziś tak, jak wyglądał leży tylko i wyłącznie po mojej stronie. Zimny prysznic może wpłynąć na nas pozytywnie. Teraz najważniejsze jest to, żeby wyciągnąć z tego meczu wnioski i zrobić wszystko, żeby zespół dobrze zareagował na ten mecz – powiedział szkoleniowiec ŁKS-u.

“Oni szli do każdej piłki jak do pożaru, my się skradaliśmy”

Stawowy podkreślał, że w grze jego zespołu brakowało zaangażowania i odpowiedniego podejścia, na co jego zdaniem znacząco wpłynął brak kontuzjowanego Adama Marciniaka. – Pomimo porażki, która bardzo boli wciąż mocno wierzę w moją drużynę, w to, co robimy i w to, że osiągniemy postawiony przed nami cel. Może dobrze, że taka wpadka zdarzyła nam się na początku rundy. Chcę przeprosić kibiców za to, że dziś drużyna wyglądała w ten sposób. Graliśmy jak zespół, który nie chce awansować do Ekstraklasy lub uważa, że już do niej awansował. Na pewno brakowało Adama Marciniaka, jego cech wolicjonalnych. Dzisiejszy mecz wyglądał od pierwszej minuty tak, że to zawodnicy GKS-u Tychy byli głośni, komunikowali się, nakręcali się nawzajem do walki, szli do każdej piłki jak do pożaru. My do każdej piłki się skradaliśmy. To było bardzo widoczne – w mentalności, podejściu i zaangażowaniu. To jako trenera mnie bardzo boli – zakończył szkoleniowiec biało-czerwono-białych.

Reklama

Piłka nożna

ŁKS Łódź

Dodaj komentarz