W orientarium jest fajnie, ale na Widzewie najfajniej

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

W orientarium jest fajnie, ale na Widzewie najfajniej - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaTrzy razy w tym sezonie Widzew grał w Sercu Łodzi. Dwa razy przegrał, a raz - w tę sobotę - zwyciężył. Oczywiście można żałować wyników dwóch pierwszych meczów - 2:3 z Lechią Gdańsk i 1:2 z Legią Warszawa, ale emocji, jakich dostarczyły te spotkania, nikt kibicom nie odbierze. Wygrały drużyny, które miały w składzie większe indywidualności i to one przesądziły o minimalnych wygranych.

Trzy razy w tym sezonie Widzew grał w Sercu Łodzi. Dwa razy przegrał, a raz - w tę sobotę - zwyciężył. Oczywiście można żałować wyników dwóch pierwszych meczów - 2:3 z Lechią Gdańsk i 1:2 z Legią Warszawa, ale emocji, jakich dostarczyły te spotkania, nikt kibicom nie odbierze. Wygrały drużyny, które miały w składzie większe indywidualności i to one przesądziły o minimalnych wygranych. Ale co innego przegrać po wspaniałej walce, a co innego po meczu, w którym nie dało się z siebie wszystkiego, w którym się odpuściło. To piłkarzy Widzewa na szczęście nie dotyczy.

Serce Łodzi biło jak szalone

Trzykrotnie piłkarze okazali szacunek wspaniałym kibicom i za każdym razem pokazywali charakter. W sobotę było tak samo, a może nawet najlepiej. Doping 17 tysięcy kibiców był fantastyczny, Serce Łodzi biło jak szalone. Fani żyli boiskowymi wydarzeniami, a było czym żyć. Najpierw to goście - drużyna lidera PKO Ekstraklasy, rzucili się na gospodarzy i trzeba przyznać, że Widzew miał bardzo dużo szczęścia. Gdyby wiślacy mieli lepiej nastawione celowniki i gdyby nie Henrich Ravas, to byłoby źle. Na własne oczy mogliśmy przekonać się, że zespół z Płocka nie bez powodu jest na szczycie tabeli. Tak dobrej drużyny jeszcze w Łodzi nie było.

- Wiedzieliśmy, jak dobrze Wisła gra w piłkę, ale rzeczywistość okazała się jeszcze trudniejsza niż to, co wcześniej wiedzieliśmy. Szczególnie w pierwszej połowie goście przycisnęli. Ten pierwszy kwadrans, zanim odzyskaliśmy równowagę, trzeba było przetrwać. I przetrwaliśmy. W tym meczu musieliśmy pocierpieć i umieć wytrzymać napór rywali - mówił na pomeczowej konferencji trener Janusz Niedźwiedź i tak właśnie było.

W tym czasie, w 5. minucie, gola „stadiony świata” zdobył Karol Danielak. To jego pierwsze trafienie w tym sezonie. Ostatni raz trafił w kwietniu w meczu z GKS-em Jastrzębie, więc trochę trzeba było poczekać. Ale doczekaliśmy się i gola, i wspaniałej cieszynki, czyli m.in. salta. To znak firmowy Danielaka. - Poprzednio mój strzał wylądował na aucie, dzisiaj w siatce. Tak miało być. Super, że tak wyszło, ale najważniejsze, że zostały u nas trzy punkty, bo inaczej ten gol by nie smakował tak dobrze - mówił.

Rozwiń

Marcin Tarociński, spiker na Widzewie, jeszcze nie zdążył dokończyć swojej formułki po zdobyciu bramki przez gospodarzy, a Ravas już fruwał i odbijał w znakomitym stylu strzał Rafała Wolskiego. Cudem się udało. Tak jak mówił trener - przetrwali.

Trener Widzewa daje radę

Przy Niedźwiedziu warto się zatrzymać, bo świetnie dobrał skład i świetne zrobił zmiany w przerwie. Naprawdę słabo grali Patryk Lipski i Łukasz Zjawiński, więc szkoleniowiec zostawił ich w szatni i wypuścił w  bój Marka Hanouska i Jordiego Sancheza. Jakość od razu się podniosła. Czech trochę posprzątał w środku pola, a Hiszpan narobił bałaganu w defensywie Wisły. Przydał się jeszcze bardzo na koniec meczu, gdy kradł cenne sekundy utrzymując się przy piłce.

Jak już chwalimy, to trudno nie pochwalić także defensywny Widzewa na czele z Mateuszem Żyrą. To był jego najlepszy mecz w łódzkiej drużynie: dzielił i rządził w obronie, przerywał akcje. Widzieliśmy też, jakie ambitnie podszedł do tego meczu, gdy po udanej interwencji cieszył się wraz z kibicami, jakby strzelił gola.

Było już o świetnej formie Ravasa. - Jestem bardzo zadowolony z mojego występu. Wisła miała wiele strzałów na moją bramkę, ale miałem co robić i pomogłem drużynie - komentował Słowak.

Trzeba też pochwalić Dominika Kuna, który poza kilkoma wpadkami (karny) poza tym grał naprawdę bardzo dobrze, oraz Martina Kreuzrieglera, Fabio Nunesa i oczywiście Bartłomieja Pawłowskiego. Wydawało się to niemożliwe, a jednak strzelił jeszcze ładniejszego gola od Danielaka. Jesteśmy niemal przekonani, że zauważył, że bramkarz spodziewa się dośrodkowania i dlatego uderzył na bramkę. Kąpiel słoni w orientarium jest super, ale z takim golem nie ma szans. Stadion znów niemal eksplodował.

Rozwiń

Wielkie emocje były jeszcze na sam koniec, bo Wiśle w końcu udało się strzelić kontaktową bramkę, ale Widzew znów przetrwał i ostatecznie zwyciężył, pokonał lidera rozgrywek. Te trzy wieczory w Sercu Łodzi: 31 lipca, 12 sierpnia i teraz - 27 sierpnia - były niesamowite, nawet mimo dwóch przegranych. Nigdzie w Łodzi nie ma takich emocji.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo