Łódź to fenomen w skali kraju. Widzew wyprzedaje karnety w kilka minut, ŁKS będzie w pierwszej piątce jeżeli chodzi o sprzedane wejściówki. A jak radzą sobie inne drużyny?
Widzew to fenomen. Największą siłą beniaminka ekstraklasy są kibice, którzy od trzeciej ligi, rok w rok wykupują wszystkie karnety. W tym roku sprzedaż wejściówek na rundę rewanżową nie trwała nawet dziesięć minut. Od fanów Widzewa słyszymy, że to już nie sport, tylko styl życia. Mecze często są pretekstem do spotkania znajomych, lub spędzenia czasu z rodziną.
ŁKS ma za sobą jeden z najgorszych sezonów, a mimo tego fani nie zostawili swoich ulubieńców. W Fortuna 1 Lidze, łodzianie są drudzy jeżeli chodzi o frekwencję, miejsca ustępują tylko Wiśle Kraków, która ma znacznie większy stadion. Sprzedaż karnetów idzie dobrze. Lider pierwszej ligi do meczu z GKS-em Tychy powinien sprzedać pięć tysięcy wejściówek. Taki wynik sprawi, że ełkaesiacy będą w pierwszej piątce polskich klubów jeżeli chodzi o sprzedaż karnetów.
Łódź po latach piłkarskiego marazmu zaczyna przezywać złoty okres. Możliwe, że już jesienią rozegrane zostaną pierwsze od jedenastu lat derby Łodzi w ekstraklasie. Niestety, nie można tego powiedzieć o reszcie piłkarskiej polski.
Polskie kluby mogą się uczyć od ŁKS-u i Widzewa
Gdy Widzew otwierał nowy stadion i sprzedał wszystkie wejściówki mówiło się, że to chwilowa moda, która zaraz się skończy. Podobnie było z ŁKS-em, który po meczu otwarcia już nigdy miał nie przebić bariery dziesięciu tys. widzów. Na Widzewie nie ma meczów bez kompletu, ŁKS na ostatnim meczu rozgrywanym jesienią gościł ponad 11 tys. fanów, a średnia jaką wyciągnięto po bardzo słabym początku i znakomitym końcu rundy, to 7,5 tys. kibiców na mecz. Efekt nowego stadionu nie zadziałał w przypadku Pogoni Szczecin. Trzecia drużyna ekstraklasy ma piękny, nowy stadion. Obiekt może pomieścić może 21 tys. widzów. Nie udało się sprzedać nawet czterech tysięcy karnetów...
Wisła Kraków jeszcze niedawno rywalizowała z Widzewem w wyścigu o to, kto sprzeda więcej karnetów. Zimą 2023 roku, zasłużony klub nie sprzedał nawet tysiąca wejściówek na rundę rewanżową. Co gorsza nie poprawi tego wyniku, bo ze względu na modernizację stadionu przed zbliżającymi się Igrzyskami Europejskimi, sprzedaż karnetów została zamknięta.
Chociaż Stal Mielec jest małą rewelacją ekstraklasy zarówno pod względem sportowym, oraz organizacyjnym to w sprawie sprzedaży karnetów powinna uczyć się od łódzkich klubów. Na tydzień przed startem rundy rewanżowej, mielczanie sprzedali tylko 1100 wejściówek. Słabo, jeżeli pod uwagę weźmiemy, że Stal ma szansę na europejskie puchary.
Wielkie stadiony, to wielka frekwencja? Na pewno nie w Polsce. Lechia Gdańsk i Śląsk Wrocław dysponują największymi obiektami w kraju a sprzedały około trzy tys. wejściówek sezonowych. W ogóle frekwencja na Tarczyński Arena i Polsat Arena jest słaba, rzadko zdarza się, żeby na meczach było więcej niż osiem tysięcy kibiców. A przecież oba kluby dysponują obiektami cztery razy większymi niż stadiony ŁKS-u i Widzewa.
ŁKS i Widzew zadziwią piłkarską Polskę?
Chlubnymi wyjątkami są Lech Poznań i Legia Warszawa. Wydaje się, że to zasługa wyników, które drużyny osiągały w poprzednich latach. Kibice przyciągnięci widowiskiem sportowym kupują wejściówki, żeby mieć pewność, że obejrzą każdy mecz swoich ulubieńców. Prognozuje się, że wiosną oba kluby sprzedadzą między 8, a 10 tys. karnetów. Chociaż Górnik Zabrze nie jest sportową potęgą to też może liczyć na oddanych fanów. Średnio na meczach pojawia się ponad 15 tys. kibiców, z czego 1/3 posiada karnety. Prawdopodobnie w rundzie wiosennej w pierwszej piątce w Polsce jeżeli chodzi o sprzedane karnety będą: Widzew, Lech, Legia, Górnik Zabrze, ŁKS (w takiej kolejności).
Po tym jak oba łódzkie kluby upadły kibice zostali z odradzającymi się drużynami. Widzew dostał stadion i od razu go wypełnił. ŁKS nowy obiekt ma dopiero pół roku, a już zaczyna pukać do polskiej czołówki jeżeli chodzi o frekwencję. Wielu fanów lidera Fortuna 1 Ligi kupno karnetu traktuje jako cegiełkę, wsparcie drużyny, która boryka się z problemami finansowymi. Jeżeli łódzkie drużyny ugruntują pozycję w ekstraklasie będzie można mówić o fenomenie w skali kraju. W żadnym z derbowych miast nie ma dwóch mocnych klubów, na które regularnie chodziłoby ponad 10 tys. widzów.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.