Widzew zawiódł na całej linii. To była walka o ekstraklasę?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Widzew zawiódł na całej linii. To była walka o ekstraklasę? - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaW najważniejszym meczu sezonu trener Janusz Niedźwiedź zaskoczył składem. Nie licząc bramkarza Henricha Ravasa i Marka Hanouska, bez którego trudno wyobrazić sobie pierwszą jedenastkę, nie było w nim żadnego z obcokrajowców, czyli m.in. Martina Kreuzrieglera, Fabio Nunesa i Kristoffera Normanna Hansena, którzy dotychczas grali od początku zajmując na boisko miejsca po lewej stronie. Portugalczyka w ogóle nie było w kadrze, ale to była zmiana wymuszona. Miedź świętowała już awans do PKO Ekstraklasy, a Widzew wciąż o to walczył.

W najważniejszym meczu sezonu trener Janusz Niedźwiedź zaskoczył składem. Nie licząc bramkarza Henricha Ravasa i Marka Hanouska, bez którego trudno wyobrazić sobie pierwszą jedenastkę, nie było w nim żadnego z obcokrajowców, czyli m.in. Martina Kreuzrieglera, Fabio Nunesa i Kristoffera Normanna Hansena, którzy dotychczas grali od początku zajmując na boisko miejsca po lewej stronie. Portugalczyka w ogóle nie było w kadrze, ale to była zmiana wymuszona.

Miedź świętowała już awans do PKO Ekstraklasy, a Widzew wciąż o to walczył. Dawało mu go zwycięstwo w Legnicy. Presja była więc ogromna i było to niestety widać od pierwszej minuty. Zaraz po pierwszym gwizdku sam na sam z bramkarzem znalazł się Kamil Zapolnik. Na szczęście Ravas wygrał ten pojedynek. Niedługo potem po nieporozumieniu między Krystianem Nowakiem, a Markiem Hakouskiem, dobrą okazję miał Maciej Śliwa, ale strzelił nad bramką.

Bramkarz ratuje Widzew

I właściwie tak wyglądała cała pierwsza połowa. Gospodarze mieli zdecydowaną przewagę, to oni prowadzili grę i raz po raz zagrażali bramce Widzewa, w której świetnie spisywał się Ravas. Słowak kilak razy ratował drużynę. Tak było m.in. w 40. minucie, kiedy Zapolnik strzelał z bliska głową i już w doliczonym czasie gry, kiedy Ravas zatrzymał Chucę. Piłkarze Miedzi aż 11 razy strzelali na bramkę łódzkiej drużyny. Z kolei goście tylko raz i to niecelnie. Nie jest to statystyka godna wicelidera i przede wszystkim nie jest to dobre osiągnięcie dla zespołu, który walczy o awans i właśnie w tym meczu może go wywalczyć. Nie widać było po widzewiakach determinacji. Z grą w piłkę też było źle, bo nie potrafili wymienić trzech podań, szybko tracili piłkę. Chyba że pomysł był taki, by uśpić czujność przeciwnika i zaatakował w drugiej połowie. To była jedna nadzieja na to, że po przerwie będzie lepiej. Musiało być zdecydowanie lepiej w każdym elemencie. W pierwszej połowie nie działało właściwie nic w ofensywie.

Niestety po przerwie nic właściwie się nie zmieniło, może widzewiacy grali odrobinę odważniej. Oddawali nawet jakieś strzały na bramkę Miedzi, ale słabe. To wciąż nie była walka i gra o PKO Ekstraklasę.  

Po godzinie gry trener Janusz Niedźwiedź zrobił pierwszą zmianę. Na boisko wszedł Juliusz Letniowski. Dziwne, że już w przerwie nie było żadnych roszad, a potem długo czekaliśmy na kolejne. To był przecież mecz o ogromną stawkę, a nie było tego widać ani po piłkarzach Widzewa, ani po trenerach na ławce.

Widzew marnuje karnego

Na dobrą okazję doczekaliśmy się dopiero w 72. minucie, kiedy groźnie strzelał Bartłomiej Pawłowski. To wciąż było jednak za mało. Przełom przyszedł w 77. minucie, kiedy w polu karnym Ruben Hoogenhout skrobnął w polu karnym Dominika Kuna i sędzia podyktował rzut karny. Podszedł do niego Letniowski, strzelił… i Mateusz Abramowicz znakomicie obronił. To był strzał na wagę ekstraklasy. Nawet to Widzew popsuł.

Dopiero karnym łodzianie ruszyli do ataku i za chwilę dobrą okazję miał Kun. Znów jednak górą był bramkarz Miedzi. Niestety w 81. minucie Miedź wyprowadziła kontrę, Chuca wyszedł sam nas sam z Ravasem i pewnym strzałem go pokonał.

Już się Widzew nie podniósł i przegrał. To oznacza, że o awans walczyć musi w ostatniej kolejce w meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Arka Gdynia traci do niego jeden punkt. Zespół z Pomorza zmierzy się z Sandecją Nowy Sącz.

Trudno być optymistą, bo piłkarze Widzewa chyba jednak nie wiedzą, o co grają.

Miedź Legnica - Widzew Łódź 1:0 (0:0)

1:0 - Chuca 81.

Miedź: Abramowicz - Martinez, Mijusković, Aurtenetxe, Azikiewicz (23. Hoogenhout) - Śliwa, Dominguez (83. Drzazga), Matuszek (30. Bahaid), Chuca (83. Lehaire), Zapolnik (83. Garcia) - Makuch.

Widzew: Ravas - Nowak, Hanousek, Stępiński  - Zieliński (82. Normann Hansen), Kun, Lipski (86. Kita), Gołębiowski (61. Letniowski) - Terpiłowski (86. Guzdek), Pawłowski - Danielak.

Żółte kartki: Stępiński, Lipski

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo