Właściciel Widzewa o tym, czego oczekuje od miasta. I wspomina ŁKS

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Właściciel Widzewa o tym, czego oczekuje od miasta. I wspomina ŁKS - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaWidzew wrócił do PKO Ekstraklasy, a ŁKS pozostał w Fortuna 1. Lidze, więc siłą rzeczy klub z al. Piłsudskiego 138 znalazł się w pierwszym szeregu. Grać będzie w najwyższej klasie rozgrywkowej, co oznacza m.in.

Widzew wrócił do PKO Ekstraklasy, a ŁKS pozostał w Fortuna 1. Lidze, więc siłą rzeczy klub z al. Piłsudskiego 138 znalazł się w pierwszym szeregu. Grać będzie w najwyższej klasie rozgrywkowej, co oznacza m.in. większą medialność w całej Polsce. Na pewno władze Łodzi nie mogą być wobec tego obojętne i zapewne nie są. Problem w tym, że stosunki władz Widzewa z miastem nie są najlepsze i jest tak od lat. Ostatni jednak jest wyjątkowo gorąco. Prezes Mateusz Dróżdż nie gryzie się zwykle w język i mówi, co nie pasuje mu w kontaktach z urzędnikami. Niedawno narzekał m.in., że bezskutecznie próbuje umówić się na spotkanie z prezydent Hanną Zdanowską.

Gdy Widzew zasugerował, że klub może nie dostać licencji ze względów infrastrukturalnych (stadion jest miejski), to ostro zareagował Tomasz Piotrowski, prezes Łódzkiej Spółki Infrastrukturalnej i bliski współpracownik prezydent Łodzi, nazywając Dróżdża „prezesem płaczkiem”.

Wygląda na to, że ten temat wziął na siebie Tomasz Stamirowski, czyli właściciel klubu. W programie „Rozmowy Tylko Sportowe” na YouTube, zdradził, że spotkał się z Hanną Zdanowską. - Wybrałem się do pani prezydent. Rozmawialiśmy i przedstawiłem nasze potrzeby. Zobaczymy, co z tego wyjdzie - powiedział.

Szef Widzewa: "Zawsze będziemy mówi, że jest różnica"

I rozwinął temat: - Relacje z miastem trzeba utrzymywać. Miasto jest istotnym interesariuszem klubu. To ewidentne. Wyważmy dwie rzeczy - relacje i interesy, czyli potrzeby klubu. Zderzyliśmy się, gdy zaczęliśmy je artykułować. A ja nie mam żadnego problemu z tym. Różnica jest ogromna. Nasz stadion kosztował 124 miliony złotych, a ŁKS - jak się doliczyłem - 245 miliony. Zawsze będziemy mówić, że jest różnica. Mamy pełne prawo oczekiwać, że - może nie od razu - nasza infrastruktura będzie polepszana - mówił właściciel Widzewa. - Oczekujemy też zainteresowania. Jeśli najbardziej popularny klub w mieście mówi, że ma obiektywny problem z infrastrukturą treningową, to naturalne jest oczekiwanie, że druga strona będzie naszym partnerem i będzie z nami pracować, co można z tym zrobić.

Stamirowski mówił też, że Widzew chce jak najlepiej współpracować z miastem na co dzień. - Są oczywiście pytania, dlaczego na stadionie ŁKS-u można powiesić herb i miasto to finansuje, a my sami musimy to robić. Pytania o to nie powinny budzić emocji, powinny być naturalne. Tak samo jak praca nad rozwiązaniem takich problemów - dodał.

Mówił też, że nie interesuje go, czy w mieście ktoś kibicuje ŁKS-owi. - Powinno się odseparować to, czy ktoś kogoś lubi, czy nie. Mnie obchodzi tylko rozwiązywanie spraw. Nie zależy nam na eskalowaniu relacji. Dlatego wybrałem się do miast i przedstawiłem nasze problemy - stwierdził.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo