Wojciech Stawowy: Nie zostawiam spalonej ziemi

Wojciech Stawowy Fot. Marian Zubrzycki

Reklama
Czas 2 min czytania

– Przyjdzie czas, kiedy w ŁKS-ie sprawiedliwie ocenią moją pracę – mówi Wojciech Stawowy, były trener drużyny z al. Unii.

Stawowy niespełna rok był trenerem ŁKS-u. Jeszcze w ekstraklasie, w czasie przymusowej przerwy spowodowanej lockdownem – niespodziewanie zmienił Kazimierza Moskala. Drużyna spadła do pierwszej ligi w słabym stylu, bo nowy szkoleniowiec nie sprawił cudu. Ale w pierwszej lidze zaczął świetnie: w 11 meczach ŁKS odniósł dziesięć zwycięstw. Ale w kolejnych ośmiu wygrał tylko raz i prezes klubu nie wytrzymał. Po derbach Łodzi Stawowy został zwolniony, a zastąpił do Ireneusz Mamrot.

Stawowy udzielił wywiadu “Gazecie Wyborczej“. Na pytanie, dlaczego Tomasz Salski, prezes ŁKS, stracił do niego zaufanie, odpowiedział: –  Nie chcę komentować wypowiedzi prezesa. Nigdy bowiem źle nie będę wypowiadał się o swoim pracodawcy. Prezes Salski jest osobą dorosłą, więc chyba wie, co mówi i uważa. Oczywiście, że jest mi po ludzku przykro, bo padają takie słowa. Pracowałem najlepiej, jak potrafię, byłem zawsze lojalny, dlatego chcę takim pozostać.

Reklama

Przypomniał też, że trener zawsze może spodziewać się zwolnienia. – ŁKS wciąż jest w grze o awans, dlatego cieszę się, bo nie zostawiam po sobie spalonej ziemi. Miałem kapitalną drużynę, najlepszą w dotychczasowej karierze trenerskiej. Świetnie dogadywałem się z piłkarzami – podkreśla.

Padło też pytanie o konflikt z Krzysztofem Przytułą, dyrektorem sportowym klubu z al. Unii. Trener zaprzeczył, że coś takiego miało miejsce, dodając, że z wszystkimi żył w zgodzie i przyjaźni. Wyjaśnił też, że nie uważa, że powodem dymisji była różnica zdań w sprawie Ricardinho. Brazylijczyka miało nie być w kadrze na spotkanie z Widzewem. Ponoć znalazł się w niej dopiero po interwencji działaczy. Według Stawowego Ricardinho ma zaległości treningowe, a w meczu ze Stomilem Olsztyn, prowadzonym już przez jego następcę, też zagrał dopiero w drugiej połowie.

Tłumaczył też, że powodem niepowodzeń nie była zła gra obronna drużyny, a indywidualne błędy: – Na świecie nie ma drużyn, które nie popełniają błędów w defensywie. Ktoś niecelnie poddał, inny źle obliczył lot piłki, nie przeczytał sytuacji. Stąd problem fatalnej gry w defensywie.

Reklama

Podkreślił też, że zostawia ŁKS dobrze przygotowany. – Przypomnę, że nie zostawiłem drużyny w kryzysie, rozbitej, a dobrze przygotowaną do rundy rewanżowej.

Cały wywiad w łódzkiej “Gazecie Wyborczej

Piłka nożna

ŁKS Łódźpiłka nożnawojciech stawowy

Dodaj komentarz