Reklama
Reklama

Wojciech Zieliński: „Nie jestem grabarzem Startu” [WYWIAD]

Czas 8 min czytania
Wojciech Zieliński: „Nie jestem grabarzem Startu” [WYWIAD]

– Chcę utrzymać Start tak, żeby pozostał klubem Bałut – mówi w rozmowie z Łódzkim Sportem Wojciech Zieliński, dyrektor Startu Łódź.

Reklama

Ostatni o Starcie jest głośno, niestety, w złym tego słowa znaczeniu. Podobno nie chciał pan żeby Polsat wyprodukował materiał o klubie?

Wojciech Zieliński: Jestem dyrektorem, kierownikiem jednostki. Cokolwiek się dzieje w klubie, sercem i mózgiem tego musi być sekretariat. Jeżeli ktoś proponuje jakieś działania medialne, telefon do sekretariatu jest powszechnie znany. Wtedy ja umawiam spotkanie. Byłem zaskoczony, kiedy Przemysław Iwańczyk zatelefonował do mnie, że Start został zgłoszony do Pucharu Tysiąca Drużyn. W prawdzie ja nic nie zgłaszałem, ale nie jestem przeciwny tej inicjatywie. Musiałem się chwilę zastanowić, czy zgadzam się na materiał, bo byłem zaskoczony, że załatwiono to za moim plecami. Oczywiście zrozumiałem, że przyniesie to pozytywny rozgłos dla klubu i pan Iwańczyk przyjechał. Obejrzeli cały obiekt, udostępniłem boiska. Chcieli ze mną zrobić wywiad, ale w związku z tym, że nie ja byłem inicjatorem całej tej operacji, nie czułem się odpowiednią osobą do występowania przed kamerami. Zaproponowałem, że wypowie się wieloletni trener pierwszej drużyny Jerzy Sapiński.

Reklama

Podobno nie zgodził się pan, żeby pokazać halę?

– Każdy budynek musi mieć przegląd techniczny – roczny i pięcioletni. Inspektor budowalny, w tym roku wyłączył halę z jakichkolwiek rozgrywek. Nie możemy tam prowadzić zajęć, dlatego nie mogłem wpuścić Polsatu na ten teren. Inne rzeczy pokazywaliśmy bez najmniejszych problemów.

Reklama

Ile sekcji ma obecnie Start?

Reklama

– W tej chwili mamy siedem sekcji, ale czynne są dwie – koszykówka i piłka nożna. Od 2012 roku Start nie dostaje żadnych dotacji z Urzędu Miasta. Lekkoatletykę trudno było utrzymać. Jako klub pokrywaliśmy obsługę medyczną i przygotowanie boisk. Trenerzy opłacani są ze składek rodziców. Większość naszych zawodników trenowała na RKS-ie, bo na naszej bieżni nie było to możliwe. W okresie zimowym trenowali w Szkole Podstawowej nr 55 w Łodzi, w związku z tym przeszli tam, założyli klub UKS 55 i do tej pory tam trenują. Siatkówka istniała, dopóki pan Włodzimierz Kozanko był wykładowcą w Społecznej Akademii Nauk. Udawało mu się załatwić pieniądze na tę sekcję. My opłacaliśmy utrzymanie hali, ale on pomagał w organizacji wyjazdów, transferów.

Nie widzi pan potencjału w rozwoju siatkówki? Kiedyś Start z niej słynął?

– W Polsce Start znany był przede wszystkim z siatkówki. Pięć razy zdobyliśmy mistrzostwo Polski, dwa razy trzecie miejsce w europejskich pucharach. Nie wiem, czy kiedykolwiek jakaś drużyna żeńska powtórzy ten sukces. Żeby siatkówka wróciła do Startu, musielibyśmy zacząć szkolić młodzież. Grupy seniorskie to duże nakłady pieniężne.

Reklama

Nie wiem, czy Łódzki Związek Piłki Siatkowej dopuściłby do rozgrywek naszą halę, nawet w trzeciej w lidze.

Jeżeli wygracie Puchar Tysiąca Drużyn zgodzi się pan na remont?

– Remont takiej hali jak nasza kosztuje ponad milion złotych. Oprócz podłogi trzeba wyremontować dach, trzeba tę halę ogrzać. Miesięcznie wydajemy na to 6 tys. zł.

Reklama

A co ze szkoleniem młodych piłkarzy? Nie macie wielu grup młodzieżowych…

– Grają w wojewódzkiej lidze juniorów. Mieliśmy młodszych, rocznik 2008 prowadził Jakub Olkiewicz. Przekazaliśmy mu 12 chłopców, a na treningi chodziło pięciu, sześciu. Ta drużyna nie została rozwiązana, ale ze względu na sytuację finansową klubu, dopóki nie będzie ciepło, musimy zawiesić treningi. Wiosną będą mogli trenować, bo klub i tak musi przygotować boisko dla starszych roczników.

Co stoi na przeszkodzie, żeby przyjmować więcej młodzieży?

Reklama

– Od 2012 roku nie dostajemy dotacji na szkolenie dzieci i młodzieży, nie przychodzili poważni sponsorzy. Miałem pewne znajomości w Polskim Związku Piłki Nożnej. Rozmawiałem z byłym prezesem Zbigniewem Bońkiem.

Plan był taki, żeby na terenach Startu wybudować ośrodek szkoleniowy dla całej centralnej Polski. Był tutaj Stefan Majewski, dyrektor sportowy PZPN, był Marek Koźmiński, który był wtedy wiceprezesem do spraw szkolenia. Projekty były świetnie i nawet można byłoby coś zrobić, ale przez to, że nieuregulowany jest stan prawny tych terenów, nikt nie da nam poważnych pieniędzy.

Niedawno byłem u prezesa Adama Kaźmierczaka. Rozmawiał o nas z Cezarym Kuleszą, ale na ten moment prezes PZPN nie jest zainteresowany utworzeniem ośrodka.

Reklama

Kto jest właścicielem tych terenów?

– My czujemy się właścicielami tych terenów. Zostały nam przekazane w latach pięćdziesiątych. Dalej toczy się sprawa, ale jest wyrok sądowy, który mówi, że jeżeli miasto chciałoby wyrzucić nas z tych terenów, musi zapłacić około 5 mln zł. Urząd Miasta odwołał się od tego wyroku, powołany jest biegły sądowy, który ma ocenić wysokość kwoty.

Wystąpiliśmy do sądu o przyznanie nam terenów na zasadzie zasiedzenia ich w dobrej wierze.

Pan Olkiewicz w rozmowie ze mną mówił, że przyprowadził sponsora do klubu. To firma Łodzianin.

– Umowa sponsorska była przygotowana, mieliśmy opinię prawną. Wrócę jednak do pana słów: „Olkiewicz przyprowadził sponsora”. Oczywiście, cieszę się, że ludzie zaangażowani w Start starają się pomagać klubowi, ale o wszystkich sprawach, które dzieją się w klubie, powinienem wiedzieć jako dyrektor. Nagle, dowiaduję się z internetu, że bez mojej zgody mamy nowe koszulki. Jak możemy grać w czymś, co nie jest nasze? Po rozmowach właściciel Łodzianina przekazał nam te koszulki w formie darowizny. Poza tym, było na nich inne logo.

Słyszałem, że nie spodobało się panu.

– A jakby reprezentacja Polski grała z czarnym orzełkiem na piersi? To nie chodzi o to, czy mi się podobało, czy nie podobało, bo ja nie jestem od tego. Logo zatwierdzone jest w Urzędzie Patentowym i takie musi być.

W 2010 roku mieliśmy w sądzie sprawę, bo ktoś nas podał do Urzędu Patentowego, że gramy w logo Startu. Mieliśmy zapłacić 100 tys. zł. Taka sama sytuacja mogła być i teraz.

Przypuśćmy, że wychodzimy z tym logo, które ktoś sobie w międzyczasie zatwierdził. Ponieślibyśmy ogromne koszty i to nie mój wymysł, tylko takie są przepisy.

Koszulki stworzone przez Daniela „Goudę” Tworskiego, kibica Startu, to dobra reklama dla klubu. Widziałem, że cieszyły się dużym zainteresowaniem.

– Zainteresowanie koszulkami było duże, widziałem w internecie, ale do tej pory nie zostały wystawione na sprzedaż. Pojawił się nowy sponsor, który bez większego rozgłosu daje większe pieniądze. Ufundował dresy, koszulki i torby dla zawodników, w związku z tym grają w tych strojach.

Według pana, działania oddolne nie przyniosły wymiernych korzyści?

– Żebyśmy się dobrze zrozumieli: jeżeli ktoś działa dla dobra klubu, to jestem zachwycony. Tylko ja muszę o tym wiedzieć. Jest sytuacja z tym centrum medycznym… Dlaczego mamy go nie reklamować, skoro mamy dostać pieniądze? Mieliśmy dostać pieniądze na sędziów, zgłoszenie drużyny do rozgrywek i inne sprawy administracyjne, ale do dziś oprócz tych koszulek nic od nich nie mamy.

Od ludzi związanych ze Startem można usłyszeć, że boi się pan o swoją posadę i dlatego jest pan przeciwny zmianom. To prawda?

– Dlaczego miałbym się bać o mój stołek? To informacje rzucane, żeby zrobić zamęt. Każdy, kto zajmuje się piłką nożną, wie, że lubi ciszę. Nie potrzebuje parcia na szkło. Natomiast tutaj widzę dużo parcia na szkło, a mało działania.

Kibice napisali list otwarty, w którym wystąpili przeciwko panu.

– Ja nie wiem, czy oni są przeciwko mnie. Na pewno są za Startem, po prostu nie działają w sposób przeze mnie przyjęty. Oprócz pana Olkiewicza i jego żony nie widzę wielkiej opozycji. To, że ktoś napisze sobie coś na Facebooku…

Jak wygląda kondycja finansowa klubu?

Pewne sprawy związane ze Startem były poruszane na sesji Rady Miasta. Główną osobą, która panuje nad finansami i płaci za wszystko, jestem ja. Na dziś mamy zaległości finansowe, ale zacznie się wiosna, organizowane będą imprezy i wyjdziemy na prostą.

Na czym zarabia klub?

– W statucie mamy prowadzenie działalności gospodarczej. Odbywają się u nas różnego rodzaju imprezy, wystawy psów rasowych. Niedawno podpisałem umowę z MPK na event . Część dochodów z giełdy przechodzi do Startu. 20 lat temu funkcjonowała świetnie. Teraz, gdyby nie było giełdy zoologicznej, zastanawialibyśmy się, czy dalej to prowadzić. W styczniu, lutym, marcu zarobki są mniejsze, bo pomieszczenia trzeba ogrzewać. Latem zarabiamy więcej. Gdybyśmy nie mieli tego dochodu, to już dawno byśmy to zamknęli.

Musimy działać jak prywatny klub.

A co z halą do siatkówki? Podobno nie da się jej wynająć?

– Jak można wynająć halę do siatkówki, skoro nasze grupy rozgrywkowe z niej korzystają? Wiadomo, że od rana nikt tam nie przychodzi, bo dzieci są wtedy w szkole. Mam zrezygnować z naszych zawodników, żeby zarobić sto złotych? Są konkretne regulaminy działania klubu, w których wyraźnie napisane jest, że pierwszeństwo mają grupy klubowe.

A boisko do plażówki? Podobno były konkretne oferty.

– Na boisku od plażówki grają niepełnosprawni i grupa, która przychodzi od 20 lat. W związku z tym, że od dwóch lat trwa pandemia nikt tam nie wchodził.

Możliwa jest reaktywacja basenu? Start słynął też z pływaków.

– Nie wracajmy do trupa, który już dawno umarł i go pogrzebaliśmy. Basen zamknęliśmy w 2012 roku, bo przynosił nam rocznie 150 tys. zł strat. Gdyby funkcjonował do teraz, klubu już by nie było. W tamtych latach za ogrzewanie budynku i wody miesięcznie płaciliśmy 50 tys. zł. Gdzieś trzeba na to zarobić.

Podobno współpracą ze Startem interesuje się Widzew.

– Jestem po wstępnych rozmowach z Tomaszem Stamirowskim, właścicielem Widzewa. Powtórzę jeszcze raz: sport powinno się robić w zaciszu.

Chcemy zrealizować wspólny projekt z grupami Ukraińców, które Widzew przyjął do siebie.

Zdradzę, że z właścicielem Widzewa jesteśmy umówieni na niedzielę, będziemy dalej dyskutować o współpracy.

Słyszałem o sześciu boiskach, które miałyby powstać. Co się wtedy stanie z halami?

– Te tereny oglądali już specjaliści i nie ma żadnych problemów, żeby hale zostały zachowane.

W rozmowach z Widzewem zastrzegłem sobie, że koszykówka i piłka nożna mają dalej działać. Basen na pewno nie będzie odnowiony, bo to za duże koszty, ale wszystkie pozostałe sekcje będą istniały. Rozmawiałem też z osobami związanymi z ŁKS-em.

Najważniejsze jest dla mnie, żeby zachować Start przy życiu, nie zgodzę się na żadną fuzję.

Klub partnerski jednego z dwóch największych łódzkich klubów. Taka droga to jedyny ratunek dla Startu?

– Nie wiem czy to jedyna droga.

Trwają rozmowy z Widzewem i z ŁKS-em. Na początku byłem przeciwny temu pomysłowi.

Skoro prezes Widzewa, trzy tygodnie wcześniej nie wiedział gdzie jest Start, a później ogłasza, że buduje u nas ośrodek. Ja jestem przedstawicielem klubu i zawsze będę walczył o jego dobro.

Marek Dziuba apelował: „Nie rzucajcie Startowi kłód pod nogi”. Jak pan odbiera te słowa?

– Markowi chodziło o ludzi, którzy przychodzą i zaczynają robić afery dookoła klubu. Rozmawiałem z nim niedawno, po meczu Polski ze Szwecją. Intencją jego wypowiedzi było to, żeby ludzie, którzy wchodzą, a nie mają pojęcia o funkcjonowaniu klubów sportowych, nie rzucali kłód pod nogi. W każdym klubie musi być porządek. Jest osoba odpowiedzialna za kierowanie i to z nią uzgadnia się wszelkie umowy. Podam przykład koszulek: jeżeli widzę, że coś jest dobre dla klubu, zgadzam się. Odpuściłem raz, drugi i okazało się, że tych decyzji podjętych bez mojej wiedzy nagromadziło się za dużo. Jako kierownik jednostki odpowiadam za Start i wszystko muszę brać na klatę.

Mądry szef, potrzebuje mądrych doradców. Nie szuka pan ludzi do pomocy w prowadzeniu klubu?

– Jestem otwarty na współpracę. Kuba Olkiewicz, który jest naszym zawodnikiem, przyszedł i sam zaproponowałem mu żeby grał, a później został trenerem. Nawet trochę mu pomogłem, bo chociaż zaczęły się kursy UEFA C, udało mi się dołączyć go do grupy. Ale wszystko musi być prowadzone na normalnych warunkach. Nie może być tak, że ktoś bierze pieniądze bez żadnych umów. Na niektóre sprawy przymykałem oko, bo jestem dzieckiem Startu i chcę dla niego jak najlepiej.

Od miłości do nienawiści krótka droga, bo niedawno zawiesił pan Olkiewicza w prawach zawodnika.

– Zawiesiłem go za to, że zaczął działać niezgodnie z regulaminami klubowymi. Który szef pozwoli sobie na to, żeby ktoś z tylnego rzędu kierował jego klubem, a on o niczym nie wiedział. Po rozmowie z trenerem został odwieszony, bo sportowo nie możemy mu niczego zarzucić.

Czego sekcji piłkarskiej brakuje najbardziej?

– Nie wiem czy ŁZPN dopuści naszą infrastrukturę do okręgówki. Na przykład ławki są drewniane. Kiedy rozbierany był stary stadion Widzewa, zbieraliśmy podpisy byłych działaczy i piłkarzy, żeby to wszystko zostało przekazane nam. Pani prezydent zadecydował inaczej i jest to co jest. Nie mam pretensji, ale można było jeszcze z tego korzystać.

Frekwencję na meczach budują teraz przede wszystkim zasięgi w internecie. Odkąd jest o was głośno na meczach pojawia się więcej ludzi?

– Przychodzą znajomi pana Olkiewicza i tej grupy, która krąży dookoła niego. Jak mieliśmy okręgówkę, też przychodziło tu po 200 osób, a nie było pana Olkiewicza. Nikomu nie było potrzebne nagłaśnianie medialne, żeby pojawił się na meczu.

Start to klub Bałuciarzy.

Jak układa się współpraca z ŁZPN?

– ŁZPN nam pomaga. Współpraca z prezesem Kaźmierczakiem, a wcześniej z Edwardem Potokiem, układała się wzorowo. Nie mogę narzekać. Pomagali przy rejestracji zawodników i nie tylko… Nawet kiedyś, kiedy nasza sytuacja finansowa nie była najlepsza, Kaźmierczak obniżył wysokość składki członkowskiej.

Jaka przyszłość czeka Start?

– Proszę nie słuchać ludzi, którzy mówią, że chcę zniszczyć ten klub, albo, że jestem grabarzem Startu. Chcę utrzymać Start tak, żeby pozostał klubem Bałut. Jestem z nim związany od dziecka, noszę znaczek w klapie marynarki. Proszę zaufać, że wiem co robię i nie słuchać ludzi, którzy chcieliby coś zrobić, a nie do końca zdają sprawę jak wygląda prowadzenie klubu sportowego.

Z Wojciechem Zielińskim rozmawiał Filip Kijewski

Piłka nożna

Start Łódź

Dodaj komentarz

Reklama