Po wtorkowym zwycięstwie w derbach Łodzi, w Widzewie zapanowała euforia. I trudno się dziwić, bo przecież była to pierwsza wygrana z ŁKS-em od 12 lat. Na drużynę czekali pod stadionem kibice. Była wielka radość. Kilka dni temu trener Janusz Niedźwiedź przekonywał jednak, że od środy temat derbów jest już zamknięty, bo przed zespołem jeszcze trzy mecze, trzy finały przed wymarzonym awansem do PKO Ekstraklasy. Prawidłowo.
W derbach Widzew nie zagrał bardzo dobrze. Miał też dużo szczęścia. Ale co z tego, skoro wygrał. Wcześniej piłkarze Niedźwiedzia zagrali naprawdę dobrze (przez pierwszą połowę i kawałek drugiej) z Koroną Kielce, a przecież przegrali. Teraz ważne są tylko punkty.
Nikt jednak nie spodziewał się, że z Resovią pójdzie tak źle. Pewnie większość kibiców nie liczyła na porywające, świetne w wykonaniu Widzewa spotkanie, ale na pewno na zwycięstwo. Resovia to trudny i niewygodny rywal, ale przecież drużyna trenera Dawida Kroczka nie gra już właściwie o nic. Takiego rywala trzeba pokonać, choćby 1:0, nawet po słabej grze.
To co się jednak stało było szokiem dla wszystkich, łącznie pewnie z piłkarzami Resovii, którzy musieli być zdziwieni, że wszystko przychodzi im tak łatwo. Grali bardzo dobrze i skutecznie, a widzewiacy im nie przeszkadzali. W pewnym momencie było już nawet 0:5, ale sędziowie łaskawie jednego gola anulowali.
Tutaj kamyczek do ogródka trenera Janusza Niedźwiedzia. Od dawna mówi się, że Widzew gra schematycznie, trener odpiera zarzuty i twierdzi, że jest inaczej, ale przecież to widać. Widzą to kibice (i piszą o tym w mediach społecznościowych), widzą eksperci, dziennikarze i niestety widzą to rywale.
Widzew przegrał aż 1:4, stąd nasuwają się pytania. Dlaczego drużyna uparcie dośrodkowywała w pole karne przeciwników, skoro właściwie żadne z tych podań nie trafiały do gospodarzy? Czy w ogóle to dobry pomysł przy przewadze fizycznej rywali?
Dlaczego piłkarze Widzewa biegali, jakby mieli zaciągnięty hamulec ręczny?
Dlaczego trener, wiedząc, że Resovia jest groźna przy stałych fragmentach gry, nie podwyższył obrony? Tym bardziej, że w słabej formie jest Martin Kreuzriegler, który dodatkowo w powietrzu gra słabo i brakuje mu centymetrów. Dlaczego trener nie wykorzystał Krystiana Nowaka lub Tomasza Dejewskiego, a może ich obu, dodatkowo przesuwając Marka Hanouska do pomocy? Czech zresztą lepiej się tam czuje. Mecz z Koroną zawalił, z ŁKS-em mogło być podobnie, ale Widzew uratował bramkarz.
CZYTAJ TEŻ: Wyścig żółwi w Fortuna 1. Ligi. Widzew wciąż z przewagą!
Co dzieje się z Radosławem Gołębiowskim, który imponował formą na początku wiosny? Dlaczego teraz przegrywa rywalizację ze słabym Fabio Nunesem? A przecież Gołębiowski to jeden z nielicznych piłkarzy Widzewa, który potrafi dokładnie dośrodkować (chyba taka była taktyka?). Udowodnił to zresztą w doliczonym czasie gry, gdy idealnie zagrał do Bartłomieja Pawłowskiego?
Gdzie się podziali Kacper Karasek i Bartosz Guzdek, odkrycia jesieni?
Dlaczego już w przerwie trener nie dokonał zmian, skoro drużyna przegrywała 0:2 i grała słabo?
Dlaczego, w tak ważnym meczu, piłkarze Widzewa nie grali jak o życie? Co z ich motywacją? Czy może głowa chciała, a nogi nie niosły i byli bezradni?
„Zrobiliśmy olbrzymie błędy w przygotowaniu do tego meczu” – napisał na Twitterze prezes Mateusz Dróżdż. Jak to możliwe, że w tak ważnym momencie sezonu ktoś popełnia „olbrzymie błędy”? Jak mamy wierzyć, że teraz – przed dwoma meczami, które zostały do końca – w Widzewie znów ich nie popełnią?
Zrobiliśmy też olbrzymie błędy w przygotowaniu do tego meczu. Wiem, że zabrzmię śmiesznie, ale ja to nazywam syndromem poderbowym, tak jak było w poprzedniej rundzie. To 1 liga i nikogo nie interesuje, co było tydzień temu. Reszta we wtorek na sprawozdaniu zarządu na @WidzewTV
— Mateusz Dróżdż (@mateusz_drozdz) May 8, 2022
Czerwono-biało-czerwoni wciąż mają wszystko w swoich rękach, bo przegrały też Arka Gdynia i Korona Kielce. W grze o bezpośredni awans, oprócz Widzewa, została głównie Arka. Przewaga to dwa punkty (Korona aż cztery). Gdyby łódzka drużyna pokonała Resovię, to na dwie kolejki przed końcem miała by ich aż pięć więcej od zespołu z Gdyni i byłoby niemal po sprawie!
Widzew wiosną, czyli w rundzie decydującej o awansie i przyszłości klubu, przegrał już czwarty mecz w Sercu Łodzi. Klub jest i zawsze będzie niezniszczalny. A kiedy drużynie nie będzie w końcu bezradna? Czy kibice mogą liczyć na to, że przez najbliższe dwa tygodnie szefowie Widzewa i trener nie popełnią błędów? To nie jest dobry moment na to.