Kajetan Duszyński: Mimo bólu, po prostu dobrze biegam

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Kajetan Duszyński: Mimo bólu, po prostu dobrze biegam - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Inne sportyJuż w piątek 26 lipca rozpoczynają się oficjalnie kolejne letnie igrzyska olimpijskie. Tym razem impreza odbędzie się w Paryżu i właśnie w stolicy Francji o kolejny medal powalczy reprezentant AZS-u Łódź, Kajetan Duszyński, czyli złoty medalista z igrzysk olimpijskich w Tokio. Piotr Grymm: Czy fakt, że jesteś jedynym sportowcem z regionu łódzkiego, który zdobył złoty medal na letnich igrzyskach olimpijskich jest dla ciebie czymś szczególnym?Kajetan Duszyński: Na pewno tak. Chociaż nie jestem rodowitym łodzianinem, bo trenuje tutaj od okresów studiów, to jednak ten medal zdobyłem dla łódzkiej ziemi i jest to dla mnie ogromne wyróżnienie.

Już w piątek 26 lipca rozpoczynają się oficjalnie kolejne letnie igrzyska olimpijskie. Tym razem impreza odbędzie się w Paryżu i właśnie w stolicy Francji o kolejny medal powalczy reprezentant AZS-u Łódź, Kajetan Duszyński, czyli złoty medalista z igrzysk olimpijskich w Tokio.

Piotr Grymm: Czy fakt, że jesteś jedynym sportowcem z regionu łódzkiego, który zdobył złoty medal na letnich igrzyskach olimpijskich jest dla ciebie czymś szczególny

Kajetan Duszyński: Na pewno tak. Chociaż nie jestem rodowitym łodzianinem, bo trenuje tutaj od okresów studiów, to jednak ten medal zdobyłem dla łódzkiej ziemi i jest to dla mnie ogromne wyróżnienie. Można powiedzieć, że przeszedłem do historii. Jest to pokrzepiające i będę to długo wspominał. 

Otrzymałeś też Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Odbierając to odznaczenie również czułeś się doceniony?

Samo to, że odbierałem to z rąk prezydenta i kto przede mną otrzymał to odznaczenie było już dla mnie wyróżnieniem. Pamiętam, jakie wrażenie zrobił na mnie pałac prezydencki i samo wejście do niego. Myślę, że dla każdego Polaka byłoby to niesamowite przeżycie. U nas patriotyzm jest we krwi. Gdy ubieramy kadrówki na bieg, to czujemy się wtedy trochę głosem ludu i chcemy jak najlepiej reprezentować nasz kraj. Takie wyróżnienia są bardzo miłe i mam wrażenie, że dojrzewają z czasem. Po igrzyskach w Tokio miałem dużo różnych spotkań, do których na początku ciężko mi się było przyzwyczaić, ale teraz po latach lubię do nich wracać pamięcią.

Po igrzyskach w Tokio mówiłeś, że bardzo ciężko ci się było przyzwyczaić do tej popularności, którą zyskałeś. Czy dzisiaj przywykłeś już do swojej rozpoznawalności i statusu gwiazdy?

Ja nie czuję się jakąś wielką gwiazdą, ale rzeczywiście w niektórych kręgach jestem rozpoznawalny. Nie jest to jednak taka rozpoznawalność, że nie mogę wyjść nawet do sklepu. Nie mam takich problemów (śmiech). Dążę po prostu do bycia lepszym sportowcem, a za tym idzie też większa rozpoznawalność. Po igrzyskach w Tokio zdecydowanie zmieniło się moje życie. Był to dla mnie pierwszy medal zdobyty na imprezie seniorskiej i był to od razu najwyższy laur, który można zdobyć w lekkiej atletyce. To jest dla mnie niesamowite. Doszły jakieś kontrakty z różnymi firmami i właśnie ta rozpoznawalność, więc siłą rzeczy moje życie się zmieniło.

CZYTAJ TAKŻE: Prezes Grot Budowlanych o Blagojević: Negocjacje trwały długo

Jak na twoje sukcesy reagują znajomi i rodzina?

Dla mnie trening zawsze grał pierwsze skrzypce. Nie jestem osobą aspołeczną, bo lubię wychodzić do ludzi, ale najwięcej czasu zawsze spędzałem na stadionie, gdzie trenowałem i na regeneracji. Kontakt z rodziną i przyjaciółmi pozostaje jednak cały czas na tym samym poziomie. Mam wrażenie po prostu, że moje najbliższe otoczenie jest po prostu jeszcze bardziej wyrozumiałe wobec mnie, co bardzo doceniam, bo czasu na spotkania mam jeszcze mniej. Mimo to oni zawsze są przy mnie i mogę z nimi porozmawiać. To jest dla mnie bardzo ważne.

Często po odniesieniu olbrzymiego sukcesu pojawiają się ludzie, którzy chcą wykorzystać twoją pozycję i być twoimi kolegami/koleżankami. Czy zaobserwowałeś coś takiego w twoim otoczeniu?

Takich bliskich relacji, które byłyby nakierowane tylko na jakieś korzyści, na pewno nie mam. Oczywiście tacy ludzie się pojawiali, ale to w charakterze zawodowym. Mówię tutaj o firmach partnerskich, czy menadżerach. Nie ma w tym jednak nic toksycznego. Te relacje są naprawdę profesjonalne.

Czy twoje przygotowania do igrzysk idą zgodnie z planem?

Ten sezon nie był dla mnie łatwy pod względem zdrowia. Bardzo późno wszedłem w trening. Rozpocząłem treningi pod koniec grudnia, bo leczyłem kontuzje z zeszłego sezonu. Miałem uszkodzone ścięgno Achillesa, którego ból towarzyszy mi tak naprawdę do teraz, ale normalnie z nim trenuje. Sprawa się nie pogarsza. Później miałem problemy z mięśniem dwugłowym. Szczerze mówiąc to sam się dziwię, że startuje w ogóle w tym sezonie, a co najważniejsze to część treningów wykonuje na życiowym poziomie. Mimo problemów zdrowotnych po prostu dobrze biegam.

Czyli ból ścięgna Achillesa w ogóle ci nie przeszkadza?

Toleruję go. Nie zagraża mi to w żadnym stopniu. Ból jest codziennie, ale nie przeszkadza mi w treningu. Wkradają się też jakieś drobne urazy, jak naciągnięcie mięśnia, przez które nie mogłem wystartować w tegorocznych mistrzostwach Polski, czego bardzo żałowałem. Cieszę się natomiast, że mogłem się przygotować do igrzysk i znalazłem się w składzie.

Jaki wynik w Paryżu byłby dla ciebie satysfakcjonujący?

Jeśli będzie mi dane pobiec w sztafecie mieszanej, to wynik poniżej 3:10:00 byłby czymś niesamowitym. Wierzę, że uda się coś takiego osiągnąć, a to pozwoli walczyć o te najwyższe miejsca. W sztafecie męskiej mamy z kolei naprawdę bardzo mocny skład na papierze. To jednak nie zawsze przekłada się na torze, bo przeważnie było tak, że nie byliśmy najmocniejsi na papierze, a biegaliśmy bardzo dobrze. Jakbyśmy osiągnęli tam rezultat 2:59:00 to taki rezultat by mnie satysfakcjonował.

Celujesz w lepszy wynik, niż osiągnęliście w repasażach, gdzie przegraliście jedynie z Hiszpanami. Wtedy wasz czas oscylował w granicy 3:02:00.

Tak. Celuję w lepszy rezultat. Już w mistrzostwach Europy mieliśmy czas w granicach 3:01:20, ale niestety sztafeta została zdyskwalifikowana, ale dyskwalifikacja nie wyniknęła z powodu jakiegoś skrócenia toru. Nie zrobiliśmy nic, co miałoby wpływ na wynik. Ten bieg też odbywał się rano i była to dość nieoptymalna pora, dlatego uważam że w normalnych warunkach jesteśmy w stanie złamać barierę trzech minut.

W których rywalach upatrujesz największe zagrożenie dla twojego sukcesu?

Jest ich sporo. Oczywiście Stany Zjednoczone są piekielnie silne, ale o dziwo w tym roku bardzo szybko biega Europa i nie mówię tylko sztafetach. Konkurencje rzutowe i skocznościowe to potwierdzają, a w sztafetach nie jest inaczej. My w Europie zawsze staraliśmy się wystawiać najmocniejsze składu w sztafetach. Nie było u nas lekceważenia tego, jak np.w Stanach Zjednoczonych, czy krajach afrykańskich. Teraz wszyscy dobrze biegają w sztafetach. Oprócz tego, że wystawiają mocne składy, to popełniają też mniej błędów.

CZYTAJ TAKŻE: Oskar Koprowski: Nie czułem, że odstaję od piłkarzy z pierwszej drużyny ŁKS-u

Zainteresował Cię ten tekst?

Zaloguj się i czytaj dalej

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

logo