Była reprezentantka Polski: Kobiety powinny dostawać więcej zrozumienia od społeczeństwa w piłce nożnej
Opublikowano: Aktualizacja:
Autor: Piotr Grymm

W przeszłości występowała w lidze niemieckiej oraz hiszpańskiej. Dzisiaj jest zawodniczką UKS-u SMS-u Łódź i pomaga młodym piłkarkom i piłkarzom w Sieradzu. Jak sama zapowiada turniej Balcerzak Cup, to dopiero początek. Zapraszamy na wywiad z Patrycją Balcerzak.
Piotr Grymm: Jak oceni pani turniej Balcerzak Cup, który został rozegrany w ostatni weekend? Czy wszystko poszło zgodnie z planem? Pogoda nie popsuła turnieju?
Patrycja Balcerzak: Po
W trakcie turnieju przeprowadzono licytację, z której pieniądze mają być przekazane na zakup sprzętu piłkarskiego dla dziewczynek grających w piłkę w Sieradzu. Jedna z koszulek poszła nawet za 1100 złotych. Ile pieniędzy łącznie zebrano podczas licytacji?
Uważam, że takie wydarzenia jak turnieje, powinno się wykorzystywać, aby angażować lokalną społeczność i pomagać innym. Wracając do Polski i zaczynając organizować te turnieje, miałam takie szczytne cele, żeby rozwijać piłkę kobiecą w Polsce i pomyślałem, że warto zacząć od miejsca, które dało mi możliwość rozkwitnąć, czyli moje miasto Sieradz. Chciałem zacząć działać lokalnie, bo nie można zapominać o swoich korzeniach. Rok temu udało mi się zebrać około 1600 złotych na sprzęt sportowy. Były to stroje piłkarskie dla dziewczynek. Udało się to, dzięki uprzejmości pana Marcinkowskiego z Sieradza, z którym zaprojektowaliśmy i wyprodukował on ponad 20 strojów, które zostały przekazane na ręce dyrektora MOSiR-u, pana Piotra Iszczka. W tym roku udało się zebrać znacznie większą kwotę.
CZYTAJ TAKŻE: Nowy prezydent od sportu w Łodzi: „To impuls, by rozważyć powiększenie stadionu Widzewa”
Zdradzi pani jaka to była kwota?
Nie chcę teraz niczego przekręcić, ale było to na pewno ponad cztery tysiące złotych.
W przyszłym roku również możemy się spodziewać turnieju Balcerzak Cup?
To była trzecia edycja tego turnieju. Gdy organizowałam pierwszy turniej, chciałam żeby na stałe wpisał się on w kalendarz sieradzkich wydarzeń. Na razie się udaje. To jest turniej, który chcę organizować co roku, ale nie będzie to jedyne takie wydarzenie. Chcę mocno rozwinąć piłkę nożną kobiet w województwie łódzkim, dlatego nie będzie to jedyny turniej w roku. Będą jeszcze inne, poważne inicjatywy i już przymierzam się do tego, żeby je planować.
Grała pani w Medyku Konin, który swego czasu był absolutnie topową drużyną w Polsce. Co się stało dzisiaj z tą drużną? Wiemy, że pożegnał się z Ekstraligą.
Staram się zawsze dystansować od takich opinii i mówić, że na pewno to i to zawiodło, dlatego że nie znam w stu procentach tego, co się dzieje w środku. Uważam natomiast, i nie mówię tutaj tylko o Medyku Konin, że w niektórych klubach działających na rzecz piłkarstwa kobiecego brakuje wiele na wielu polach. Medyk ma długą historię i ja będąc jego zawodniczką miałem przyjemność zdobywać najwięcej trofeów. Także tych najbardziej prestiżowych, bo cztery razy z rzędu zdobywałyśmy mistrzostwo Polski, pięć razy z rzędu Puchar Polski, cztery sezony z rzędu grałyśmy w Lidze Mistrzów. Od czasu, kiedy stawiałam pierwsze kroki w kadrze w wieku 13 lat, to nie przypominam sobie takiego hegemona, jak Medyk Konin. Zastanawiało mnie dlaczego taki klub, nie zdołał się dzisiaj utrzymać. Oczywiście całemu zarządowi Medyka i każdej zaangażowanej osobie należą się ogromne gratulacje za te wszystkie lata, bo to nie było łatwe zadanie. Kluby kobiece Polsce borykają się z problemem infrastruktury. W Koninie myślę, że tej infrastruktury akurat nie brakowało, bo miasto ich mocno wspomagało, ale klubom, które kooperują z męskimi klubami i mają dostęp do ich infrastruktury, jest po prostu lżej w kontekście utrzymania, czy dyspozycji tych obiektów. W Medyku od pewnego czasu łatwo zauważyć głównie zawodniczki zza granicy. Wydaje mi się, że większość zawodniczek w wieku 20-30 lat, czyli ukształtowanych seniorek, jakby miała propozycje pójścia do Medyka, to powiedziałaby „nie”. Uważam, że chodzi o atmosferę panującą wokół klubu, możliwość rozwoju i finanse. Zaznaczam, że to mnie się tak wydaje. Nie wiem, jak jest naprawdę. Przykłady Czarnych Sosnowiec, czy GKS-u Katowice pokazują, że trzeba działać cały rok, jeśli chce się utrzymać ciągłość. Trzeba zabezpieczyć zawodniczki, które są, dawać się ogrywać młodzieży. Myślę, że spadkowi z ligi Medyka, można było zapobiec wcześniej, bo od kilku sezonów było widać tendencje spadkową. Najpierw Medyk z faworyta do mistrzostwa przeszedł do drużyny walczącą o czołowe lokaty, później stał się ligowym średniakiem, a konsekwencją braku odpowiednich ruchów jest dzisiejszy spadek Medyka z Ekstraligi.
Kiedyś wiele zawodniczek z Medyka trafiało właśnie bezpośrednio do reprezentacji Polski…
Tak. W Medyku grała między innymi Ewa Pajor. To właśnie w Koninie Ewa zaczęła najszybciej się rozwijać i stamtąd trafiła później do Wolfsburga. W Medyku grały też: Paulina Dudek, Natalia Pakulska, Agata Guściora, Kasia Daleszczyk, Anna Szymańska, Anna Gawrońska, Natalia Chudzik, Sandra Sałata. Dzisiaj, jak patrzymy na reprezentację Polski, to widzimy jedną zawodniczkę, która na co dzień rywalizowała w polskiej lidze. To Wiktoria Zieniewicz z SMS-u Łódź. 8-10 lat z samego Medyka Konin na kadrę jeździło średnio 8-12 zawodniczek. To było naszą siłą w reprezentacji, bo znałyśmy się z boiska ligowego.
Kilka tygodni temu rozmawiałem z Wiktorią Zieniewicz, która odeszła już z SMS-u. Na co Pani zdaniem stać tę zawodniczkę zagranicą?
Ja miałam okazję poznać Wiktorię już parę lat temu na zgrupowaniu kadry Polski. Wywarła na mnie wtedy bardzo solidne wrażenie. Nie była to wtedy zawodniczka, która grała w tych meczach kadrowych, ale była do nich przymierzana. Jej dużym atutem jest wyszkolenie techniczne i nie boi się pojedynków jeden na jeden zarówno w ofensywie, jak i defensywie. W obronie potrafi bardzo dobrze przewidywać. Wiktoria ma też dobry charakter. Jest pewna siebie i jest zawodniczką świadomą swoich umiejętności, która chce się cały czas rozwijać. Wiktoria też zadbała o swoją edukację, co jest bardzo dobrą rzeczą, bo nie każda zawodniczka myśli dzisiaj, żeby skończyć szkołę wyższą. Myślę, że odchodzi z SMS-u w dobrym momencie. To nie jest sztuka odejść w wieku 18 lat i później obijać się o jakieś średnie kluby. Wiktoria Zieniewicz przez ostatnie dwa lata wyrosła na wiodącą postać w SMS-ie i ten ostatni sezon tylko to potwierdził. Trzymam za nią kciuki, żeby jak najdłużej grała w reprezentacji i żebyśmy usłyszeli o jej dokonaniach w dużym, europejskim klubie. Praca z nią była przyjemnością i pewnych aspektach wyzwaniem.
CZYTAJ TAKŻE: Gwiazda UKS-u SMS-u Łódź: Zdecydowałam już o swojej przyszłości
Gdy rozmawiałem z Wiktorią Zieniewicz, to powiedziała właśnie, że czuje, że musi odejść, żeby zrobić kolejny krok w karierze. Rozumiem, że też pani tak to widzi?
Tak. Dziwię się zawodniczkom, które w bardzo młodym wieku decydują się na taki krok, albo takie, które nie skończyły jeszcze żadnej szkoły. Nie oszukujmy się, piłka kobieca nie generuje na ten moment takich zysków, żeby zawodniczki mogły pozwolić sobie na dostatnie życie nie troszcząc się wcześniej o swoją edukację. Zarobków męskich i żeńskich nie ma co w ogóle porównywać. Dziwię się zatem zawodniczkom, które podpisuje duże kontraktu na rok, dwa, trzy i cieszą się tylko tą chwilą sielanki, a później boleśnie zostają sprowadzone na ziemię i widzą, że to się kiedyś kończy. Wiktoria natomiast wyczerpała w SMS-ie każdy możliwy temat. Rozwinęła się piłkarsko i była dla drużyny ogromnym wsparciem. Była jej liderem. Broni też swoją pracę licencjacką. Zrobiła to wszystko i cały czas jest młoda. Wiktoria podjęła bardzo mądrą decyzję, zostając w SMS-ie i dając sobie czas na rozwój. Dzisiaj ona może być spełniona, bo osiągnęła tutaj maksimum. Każdy w klubie będzie jej kibicował, żeby osiągała swoje cele poza Polską, bo nie ma co ukrywać, że polska liga nie jest najmocniejsza w Europie. Staramy się gonić zachód, ale przed nami jeszcze długa droga. Świadczy o tym fakt, że gdy Polki grały z Niemkami, to prawie wszystkie zawodniczki niemieckie grały na co dzień w Bundeslidze, a jedyną Polką, która grała w naszej Ekstralidze była właśnie Wiktoria Zieniewicz. To świadczy o różnicy klas tych lig. Przez trzy lata grałam w Bundeslidze i wiem jak silna jest to liga. Nie możemy skupiać się tylko na sukcesie reprezentacyjnym, który oczywiście jest bardzo potrzebny, ale musimy wykonać też ogrom pracy, żeby podnieść poziom naszej ligi krajowej.
Poniekąd uprzedziła pani moje następne pytanie, które brzmi: Czy piłkarka w Polsce może żyć na dobrym poziomie, czy każda z zawodniczek marzy tylko o grze zagranicą?
Ciężko mi powiedzieć z perspektywy młodej piłkarki, którą już nie jestem, ale mogę sobie przypomnieć. To były jednak inne czasy. Ja też miałam takie marzenie, ale byłam stopowana przez moich bliskich. Moja mama duży nacisk kładła na to, żebym skończyła uczelnie. Finanse są dużym problemem w Polsce, ale są już takie kluby, które płacą takie pieniądze, że zawodniczka może skupić się tylko na grze. Młoda piłkarka musi jednak pamiętać, że jeśli teraz zarabia jakieś pieniądze, to kiedyś to się skończy. W wieku 30-35 lat skończy karierę, a życiem płynie dalej i co wtedy? Każdy klub powinien podkreślać, jak ważna jest edukacja. Dziewczyny się odnajdują w roli trenerek, fizjoterapeutek. Zawodniczki muszą zdawać sobie sprawę, że wykształcenie jest ważne, a wyjazd zagranicę wcale z tym nie koliduje. Ja też studiowałem na uczelni zagranicznej. W Niemczech i Hiszpanii zauważyłam trochę inne podejście. My w Polsce mamy jeszcze takie stereotypowe myślenie, że kobieta to powinna zająć się ogniskiem domowym, opiekować się dziećmi, a mężczyzna jest odpowiedzialny za to, żeby zarabiać. Oczywiście to się trochę zmienia, ale jeśli chodzi o piłkę nożną, to cały czas panuje takie przeświadczenie, że kobieca piłka jest nudna i nie opłaca się jej oglądać i w ogóle to „kobiety do garów”. Finanse na zachodzie, a w Polsce są nie do porównania, a przecież my piłkarki mamy taki sam czas doby, co mężczyźni i też poświęcamy tyle samo czasu na trening, co oni, a zarabiam przy tym nieproporcjonalnie mniej, niż mężczyźni, czy nawet piłkarki w innych krajach. To podejście trochę się zmienia m.in. przez sytuację, która wywiązała się w Olimpique Lyon, kiedy reprezentantka Islandii - Sara Gunnarsdóttir - zaszła w ciążę i nie miała wypłacanych pieniędzy. Nie każda zawodniczka oczywiście chce być matką, ale ten instynkt macierzyński się pojawia. Wiele kobiet, które chcę urodzić dziecko, musi zakończyć karierę, a w optymistycznym przypadku przerwać, by później ponownie wrócić. Tutaj oprócz dylematów pieniężnych, pojawiają się także te życiowe, które wpływają na profesjonalizację piłki kobiecej. Mam wrażenie, że łatwiej jest działać drużynom kobiecym przy męskich zespołach. Widzę to też po Bundeslidze, gdzie kluby, które nie mają swoich męskich odpowiedników znikają, albo spadają do niższych lig. Myślę, że w Polsce w kolejnych latach też będzie to bardzo widoczne. Nie chcę mówić, czy jest to dobra, czy zła droga, ale przychylność męskiego grona do kobiecego futbolu działa bardzo na korzyść żeńskiej piłki nożnej. Pokazała to liga niemiecka i angielska. Ciekawe kiedy w Polsce dojdziemy do takiego poziomu, żeby wspierać kobiecy futbol tak, jak na zachodzie. Potrafimy wspierać siatkarki, to dlaczego nie możemy być bardziej przyjaźni piłkarkom. Nie wiem z czego to wynika, ale większy hejt jest zawsze na piłkarkach, a to przecież piłka nożna jest narodowym sportem. Jeśli chcemy, aby piłka nożna kobiet była na zachodnim poziomie, to zmiany w społeczeństwie, finansowe i organizacyjne muszą po prostu następować szybciej.
Z drugiej strony pojawiają się głosy, że mężczyźni zarabiają więcej w piłce nożnej, bo sami te zyski generują, więc dlaczego kobiety miałyby zarabiać tyle samo w tej dziedzinie skoro nie budzą takiego zainteresowania? O tę równość w piłce nożnej walczyła mocno przed laty Megan Rapinoe.
Ja się wychowałam na grze Megan Rapinoe i Hope Solo, które są ikonami w piłce nożnej kobiet, nie tylko w Ameryce, ale też na całym świecie. Z Hope Solo miałam okazje widzieć się też osobiście. Megan Rapinoe wykorzystała moment swojej popularności, ale żeby coś sprzedać, musiała pójść w kontrowersję. Ona rzeczywiście mówiła głośno o zrównaniu płac i w tej kwestii rozumiem oczywiście stanowisko męskiej części, która mówi, że kobiety zarabiają mniej, bo nie generują takiego zysku. Pytanie teraz jest na ile my dajemy możliwość pokazania się sportowi kobiecemu? Nie powinno się porównywać kobiet do mężczyzn, bo każda kobieta w obojętnie jakiej dyscyplinie będzie słabsza fizycznie od mężczyzny. Siatkarek i koszykarek nie porównujemy do mężczyzn, to dlaczego cały czas robimy to z piłkarkami? Zapraszam męskie grono do obserwowania dużych turniejów kobiecej piłki, gdzie te mecze są toczone w wysokim tempie, a poziom techniczny i taktyczny jest naprawdę bardzo zaawansowany. Mam okazję obserwować treningi np. czwartoligowych klubów i ośmielę się powiedzieć, że kobiety na poziomie Ekstraligi mają większe pojęcie taktyczne. Motorycznie wiadomo, że tego nie przeskoczymy, ale jeżeli będziemy patrzeć na to w ten sposób, że piłkarki są wolniejsze od piłkarzy i tego się nie da oglądać, to żaden sport kobiecy nie miałby sensu. Wracając do Megan Rapinoe, to zrobiła kawał dobrej roboty. Nie będę komentowała stylu, w jakim to robiła, ale przez 2-3 lata, gdy było o tym głośno, to wzięła na siebie całą krytykę, żeby poprawić warunki piłkarek. W wielu federacjach zaszły korzystne zmiany dla kobiet w piłce nożnej. Reprezentacja męska Danii np. odmówiła podniesienia swoich zarobków, żeby mieć je zbliżone do piłkarek. Kończąc ten temat, to uważam że kobiety powinny otrzymać jeszcze więcej zrozumienia od społeczeństwa w piłce nożnej.
Zmiany w piłce kobiecej idą chyba jednak w dobrą stronę. Może to będzie głupi przykład, ale w popularnej serii gier FIFA (dzisiaj już EA 24) od kilku lat można grać żeńskimi drużynami, co kiedyś w ogóle nie było możliwe.
Myślę, że powoli idzie to w tym kierunku, że męskie kluby piłkarskie zaczynają dostrzegać wysiłek kobiet i że warto je wprowadzić w swoje struktury. Z punktu widzenia biznesowego, bo kluby piłkarskie dzisiaj, to jest po prostu biznes, prowadzenie kobiecej drużyny też się będzie opłacać, bo one też będą te zyski generować. Wzrost znaczenia piłki kobiecej, to ogólnoświatowy trend. Ja bym chciała harmonijnego rozwoju wraz z męskim środowiskiem, bo uważam, że to wyjdzie na plus dla całej społeczności piłkarskiej.
CZYTAJ TAKŻE: Dominik Kun o odejściu z Widzewa: Od grudnia wiedziałem, że nie zostanę
Zainteresował Cię ten tekst?
Zaloguj się i czytaj dalej
Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE