Czy Igor Jovićecević zagra o posadę?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Czy Igor Jovićecević zagra o posadę? - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożna"Jeżeli potrafisz wyciągać wnioski z porażki, to oznacza, że potrafisz rosnąć i się rozwijać", "Musimy przeprowadzić analizę i wyciągnąć wnioski", "Życie testuje to, z jakiego materiału jesteśmy zrobieni. Trzeba pozostać spokojnym" - mówił trener Widzewa. Rozliczać go będą nie ze słów, a z czynów. A te... No cóż.
reklama

Widzew przegrał na inaugurację ligi z Jagiellonią Białystok. Była to już piąta porażka pod wodzą Igora Jovićevicia. W sumie meczów, w których prowadził Chorwat, było dziesięć. Dwa w STS Pucharze Polski. Oba wygrane, z Zagłębiem Lubin po dogrywce, z Pogonią Szczecin w regularnym czasie.

W lidze to było osiem spotkań. W debiucie Jovićević pokonał 3:2 Radomiaka, ale sam przyznał, że to zasługa poprzedniego sztabu na czele z Patrykiem Czubakiem. I to prawda, bo chorwacki szkoleniowiec objął zespół ledwie dzień przed meczem. Nie znał jeszcze wszystkich imion piłkarzy, a na pewno nie znał ich umiejętności i możliwości. Na pewno jednak on motywował zawodników, prowadził mecz. Zwycięstwo idzie na jego konto i liczy się do jego średniej.

reklama

Widzew dostaje lanie

Już w następnej kolejce nastąpił zimny prysznic. Jovićević mógł już znać imiona graczy Widzewa, ale ci dostali lanie 0:3 z Motorem Lublin. - Akceptujemy tę porażkę i musimy zrobić wszystko, by poprawić naszą dyspozycję. Przed nami mecz pucharowy i postaramy się wyciągnąć wnioski z tej sytuacji - powiedział po laniu. I dodał, jak się potem przekonamy, w swoim stylu: - Jeżeli potrafisz wyciągać wnioski z porażki, to oznacza, że potrafisz rosnąć i się rozwijać. 

Chyba jakieś wnioski wyciągnięto, bo potem przyszły wspomniany już mecz z Zagłębiem w STS Pucharze Polski. Gola na wagę awansu zdobył w dogrywce Bartłomiej Pawłowski, a raczej Rafał Gikiewicz, bramkarz rywali, wbił ją sobie do bramki. Ale wygrana to wygrana.

reklama

Nie udało się w następnej kolejce. Z Legią Warszawa był tylko remis. Tylko, bo Widzew prowadził. Gola na 1:1 dal sobie strzelić w 85. minucie. To jedna z bolączek tej drużyny. Gole i punkty w ostatnich kwadransach tracili nie raz i nie dwa razy. To było nagminne.

- Myślę, że zrobiliśmy bardzo dużo, żeby wygrać. Mieliśmy nasz plan taktyczny i charakter. Stworzyliśmy sobie sporo sytuacji, choć uczciwie trzeba przyznać, że Legia też miała swoje. Realistycznie ten wynik 1:1 jest uczciwy, choć tuż przed wyrównaniem mogliśmy zamknąć ten mecz. Jeżeli jesteśmy zawiedzeni, bo zremisowaliśmy z Legią, to znaczy, że zagraliśmy dobry mecz. Nie jesteśmy jednak zawiedzeni, bo chcemy zawsze wygrywać - mówił po Legii Chorwat.

Porażki bolesne i wstydliwe

Chcieć nie znaczy móc. Bo kolejne dwa mecze widzewiacy przegrali i były to porażki wyjątkowo bolesne, przykre i wstydliwe. Najpierw 1:2 na Lechii Gdańsk. Decydujący gol dla rywali? W 83. minucie. - Lechia wykorzystała popełnione przez nas błędy. To bardzo trudny moment. Musimy przeprowadzić analizę i wyciągnąć wnioski - obiecywał 52-latek.

reklama

Potem jeszcze bardziej bolesna przegrana w Sercu Łodzi z Koroną Kielce 1:3. - To jest bardzo trudny moment. Słyszeliśmy reakcję kibiców i trudno się im dziwić. Życie testuje to, z jakiego materiału jesteśmy zrobieni. Trzeba pozostać spokojnym. To był bardzo duży cios, bo dobrze zaczęliśmy to spotkanie, tak samo, jak drugą połowę. Mieliśmy momenty, ale daliśmy rywalowi za łatwo wykorzystać jego sytuacje. Trzeci gol i czerwona kartka nas zabiły. Musimy zaakceptować krytykę kibiców, pozostać jednością i pracować, żeby to zmienić - stwierdził.

I coś się ruszyło, bo w Gliwicach Widzew wygrał 0:2. Rywal nie był trudny, to zespół z dołu tabeli, ale to bez znaczenia. To była pierwsza wygrana w pełni Jovićevicia. 
Co mówił po meczu? - To ważne zwycięstwo dla nas. Musimy być zadowoleni z dzisiejszego występu oraz z tego, że pokazaliśmy ducha walki oraz charakter. Udało nam się zmienić dynamikę, o której już wcześniej mówiłem. Trzeba bardzo szanować zwycięstwo, które przychodzi po słabszym występie czy złej serii. Byliśmy skuteczni w obu polach karnych, wygraliśmy dużo pojedynków, zachowaliśmy czyste konto i rośniemy jako zespół. 

reklama

I to była prawda, bo w Szczecinie, w STS Pucharze Polski, łodzianie rozegrali naprawdę dobry mecz i co najważniejsze wygrali. 

Dobrze wyglądała gra widzewiaków także na koniec roku w Lubinie. Aż do 86. minuty prowadzili. Zapowiadało się na trzecią kolejną wygraną. Przegrali. - To trudny moment dla tej drużyny. Realizowaliśmy plan na mecz, graliśmy dobrze, również pod względem indywidualnym. Musimy jednak pamiętać, że spotkanie trwa 95 minut, trzeba grać od pierwszej do ostatniej i finiszować tak, żeby zdobyć punkty - mówił przybity Jovićević. I dodał: - Jesteśmy smutni, ponieważ straciliśmy wszystko, co wywalczyliśmy w tym spotkaniu, ale jestem pewien, że jeżeli będziemy grać tak jak dzisiaj, to zdobędziemy jeszcze wiele punktów.

Widzew może być ostatni w tabeli

Po jesieni kibice mieli mieszane uczucia. Z jednej strony było duże rozczarowanie i nic dziwnego, bo Widzew skończył rok na 15. miejscu, przegrywał końcówki, obrona była dziurawa. Z drugiej jednak strony, Chorwat poprowadził zespół do ćwierćfinału STS Pucharu Polski, a w ostatnich meczach gra się poprawiła. Był zalążek czegoś lepszego. Dużej krytyki nie było także dlatego, że Jovićević przyszedł w trakcie rundy. Nie miał więc wpływu na kadrę i przygotowanie zespołu. 

Zimą już to wszystko miał, a nawet więcej. Bo nie ma trenera w PKO BP Ekstraklasie, który dostałby takie wzmocnienia. Dwóch reprezentantów Polski, piłkarzy z Ligi Mistrzów i Ligi Europy, wyróżniającego się gracza ligi norweskiej i solidnego obrońcę regularnie grającego w Secunda Division. Wisienką na torcie było sprowadzenie za rekordową kwotę Osmana Bukariego. Inni mogli zazdrościć. 

I przyszedł nie zimny, a lodowaty prysznic - porażka z Jagiellonią Białystok 1:3 na inaugurację. - Jestem pewien, że będzie lepiej i dobre wyniki przyjdą. Musimy znaleźć drogę do zwycięstw. Skupiamy się na następnym meczu. Mamy plan i pracowaliśmy nad nim zimą. Warunki pogodowe sprawiły, że musieliśmy trochę zmienić nasze założenia. Jagiellonia na codzień też gra zupełnie inaczej - tłumaczył Chorwat.

Jego ligowa średnia w Widzewie to 0,88 punktu na mecz. Bardzo słaba. 

Nie ma sensu udawać, że tematu zwolnienia Chorwata nie ma. Coraz śmielej piszą o tym kibice. Zapewnienia Dariusza Adamczuka, Piotra Burlikowskiego, czy samego Roberta Dobrzyckiego o zaufaniu do Chorwata nie mają wielkiego znaczenia. Bo właściciel Widzewa mówił też wiele razy, że obserwuje i wyciąga wnioski. Wnioski - jak często mówi - wyciąga też Jovicević. Ale Dobrzycki póki co jest w tym skuteczniejszy. Jesienią nie miał skrupułów, by zwolnić Żeljko Sopicia, Patryka Czubaka i Mindaugasa Nikoliciusa.

Po dziewiętnastu meczach, z których w ośmiu prowadził go Jovićević, Widzew jest w strefie spadkowej. W poniedziałek może być ostatni w tabeli. Przed drużyną dwa kolejne wyjazdy, bardzo trudne. Zagra z GKS-em Katowice, który na inaugurację wygrał w Lubinie, a potem z liderem po jesieni Wisłą Płock. Czy Chorwat zagra o posadę? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo