Widzew to w ostatnim czasie klub, do którego można przypisać nazwisko jakiegokolwiek piłkarza, a wszyscy i tak to podchwycą i plotka będzie się niosła. To nic niezwykłego, bowiem możliwości finansowe łódzkiego klubu sprawiają, że łodzianie w zasadzie mogą pozwolić sobie na podejście "chcę, to mam". Dlatego plotka związana z rzekomym przyjściem Kamila Grosickiego do Widzewa była w jakikolwiek sposób wiarygodna. Logicznie patrząc: Grosicki ma 37 lat, jest szalenie drogi w utrzymaniu, klub już na nim w żaden sposób nie zarobi, a sam piłkarz pogra pewnie jeszcze jakieś dwa lata. Ale jeśli w Widzewie uznaliby, że Grosickiego chcą ze względu na jakość "tu i teraz", to mogliby wyłożyć takie pieniądze, by go na Piłsudskiego ściągnąć.
I właśnie ten fakt został wykorzystany przez ogólnokrajowe media, które podsycały temat Grosickiego w Pogoni, informacjami o tym, że Widzew jest zdecydowany na ściągnięcie reprezentanta kraju do siebie. Grosik do Widzewa nie trafił i nie trafi, bo karierę skończy w Szczecinie. Podpisał nową umowę, choć w pewnym momencie wydawało się, że jego drogi z Portowcami się rozejdą. Teraz sam zainteresowany skomentował sprawę rzekomego zainteresowania ze strony Widzewa.
- W kontekście Widzewa wymienia się wielu zawodników, więc moje nazwisko też się pojawiło. Mam bardzo dobre relacje z Dariuszem Adamczukiem, zawdzięczam mu to, że wróciłem do Pogoni - to był jego pomysł. Rozmawialiśmy, pytał, jakie mam plany na przyszłość. Oficjalnej oferty nie było - przyznał w rozmowie z Meczykami podczas obozu w Turcji.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.