Legenda współczesnego Widzewa
Bartłomiej Pawłowski to postać, który dla współczesnego Widzewa jest kimś więcej niż po prostu piłkarzem. Wrócił do klubu, gdy ten najbardziej tego potrzebował. Szybko stał się liderem drużyny i wprowadził ją do Ekstraklasy. Po kilku sezonach opuścił czerwono-biało-czerwonych i karierę będzie kontynuować w Arce Gdynia. Na kanale WidzewTV pojawił się jeszcze pożegnalny wywiad z Pawłowskim. O czym m. in. mówił były kapitan RTS-u?
Pawłowski w Widzewie po raz pierwszy zagrał w 2013 roku. Postawił na niego trener Radosław Mroczkowski. Bardzo szybko przeniósł się do Hiszpańskiej Malagi.
- Czułem chęć pokazania trenerowi, że spłacę zaufanie, którym mnie obdarzył. Było to dla mnie spełnienie marzeń. Kibicowałem Widzewowi od dziecka. Miałem później oferty z Legii, ale też z Malagii. Nie było mi po drodzę z opcją Warszawską i wybór padł na Hiszpanię.
Powrót "Pawłosia" na Piłsudskiego zimą sezonu 21/22 wywołał wiele emocji. Mało kto spodziewał się, że zawodnik grający w Ekstraklasie zejdzie do I ligi i zgodzi się na dużo mniejsze zarobki. Dodatkowo Widzew walczył o awans, więc presja była ogomna, a pewności, że sukces ostatecznie uda się osiągnąć nie było.
- Nie było na pewno łatwo, bo wszyscy którzy do nas przyjeżdżali sprawiali wrażenie, że remis z Widzewem to jest dobry wyczyn i często musieliśmy walić głową w mur, żeby stworzyć jakieś sytuacje. Kibice wspierali nas do samego końca, ale było czuć oprócz tego wsparcia również rozgoryczenie. Były też momenty słabe, gdy zespoły nas tak dobrze kontrowały, że przegrywaliśmy u siebie. Pamiętam też taki mecz z Resovią, gdzie przegraliśmy 1:4 i wiele osób mówiło, że tego awansu nie będzie. Trzeba było się podnieść i walczyć do końca.
Podczas swojego pobytu w klubie, Pawłowski wygrał z Widzewem wiele ważnych spotkań. Pokonał trzykrotnie ŁKS czy Legię, z którą Łodzianie wygrali pierwszy raz od 24 lat.
- Wygrane derby w I lidze to fantastyczny moment, kolejne bardzo ciężkie spotkanie. Czysto sportowo w tamtym meczu ŁKS był trochę lepszy od nas i również miał niezłe momenty. Ravas świetnie się zachował, gdy obronił sytuację sam na sam. Niedługo po tym my mieliśmy sytuację, w której dostałem piłkę prostopadłą.. Skorzystałem z tego, byłem rozpędzony, minąłem bramkarza i zmieściłem piłkę obok niego. Ruszyłem w kierunku naszego sektora gości, cały zespół pobiegł za mną. Pamiętam, że kierownik Pipczyński dał mi koszulkę z wynikiem "0:1". To był moment, w którym uwierzyliśmy, że awans jest w zasięgu i jesteśmy w stanie to zrobić. (...) Mecz z Legią to też był taki wyrównany mecz. Chcieliśmy w końcu po tylu latach wygrać z nimi, mieliśmy już któreś podejście. Fran strzelił bramkę. Kolejny raz przeżywaliśmy emocje porównywalne z emocjami po awansie. Przełamywaliśmy też bariery mentalne o klubie, który się odbudowuje, jest w trakcie reaktywacji, wraca po latach. Widzew był wtedy atrakcyjny i nie czuł żadnego kompleksu przed zespołami, które przyjeżdżały - wspomina Pawłowski.
Z czasem pozycja Pawłowskiego była coraz słabsza. Jednak to nie sama jakość piłkarska o tym decydowała. Był to raczej efekt kontuzji, które w którymś momencie zaczęły dręczyć piłkarza.
- Było ciężko, zadawałem sobie pytania, czy będę jeszcze w stanie wrócić i w jakiej dyspozycji. Żona była wtedy w drugiej ciąży, więc mieliśmy wtedy trudną sytuację. Ja wyjechałem na leczenie do Szczecina, po jakimś czasie przyjechała do mnie rodzina i musieli się mną opiekować trochę jak małym dzieckiem, bo byłem dość długo unieruchomiony po zabiegu. Przeszliśmy przez to i życiowo na pewno wróciłem silniejszy, ale życie nie lubi próżni. Gdy wracałem, to szatnia była mocno przebudowana, coraz więcej piłkarzy z zewnątrz. Ci piłkarze, z którymi tworzyłem zespół odchodzili, więc trzeba było odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Gdy wyleczyłem kolano i zacząłem grać z powrotem, to pamiętam mecz z Lechią Gdańsk, gdy poczułem coś na rozgrzewce, ale chciałem bardzo grać. W przerwie podczas oględzin u lekarza okazało się, że mam bardzo duże naderwanie, z którym grałem pierwszą połowę. Znowu wypadłem na kilka tygodni. Można powiedzieć, że cały sezon byłem praktycznie kontuzjowany. Doszło też do zmian właścicielskich i właściwie zakończył się etap reaktywacji, a rozpoczął etap finansowania i chęci podjęcia rękawic w walce o najwyższe cele w lidze i to w bardzo krótkim czasie. Nie było takiej płaszczyzny do tego, żeby przywracać Bartka Pawłowskiego, bo trzeba było robić wynik na teraz. W wakacje 12 piłkarzy, zimą kolejnych siedmiu. Rywalizacja ogromna, wszyscy byli bardzo jakościowi. Były momenty, który potrafiłem wskoczyć na pare spotkań do składu, ale konkurencja była bardzo mocna. Kontrakt dobiegał końca, ja też musiałem podejmować pewne decyzje dotyczące dalszej kariery - przyznaje
Bartłomiej Pawłowski rozegrał w Widzewie 116 meczów, strzelił 31 goli i zanotował 14 asyst.
Cały wywiad można obejrzeć poniżej.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.