Jednym z bohaterów sobotniego meczu z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza był Sebastian Bergier. Napastnik Widzewa zdobył w 89. minucie zwycięskiego gola. Na 12. trafienie w lidze czekał od 14 lutego, kiedy pokonał bramkarza Wisły Płock z rzutu karnego. Jeśli chodzi o bramki z gry, to ostatnią Bergier strzelił 6 grudnia. Trafienie z soboty było więc jego pierwszym z gry w tym roku. - To trafienie jest dla mnie nagrodą za ciężką pracę. Bramkarz Termaliki zagrał świetny mecz, a z każdą jego udaną interwencją nasza frustracja rosła. Najważniejsze jednak, że udało mi się go w końcu pokonać. To smakuje podwójnie, bo dało nam zwycięstwo - stwierdził po meczu 26-latek, dla którego był to 12 gol w tym sezonie.
Nie przełamał się za to Andi Zeqiri, z którym zresztą dzieją się dziwne rzeczy. Reprezentant Szwajcarii od dawna jest w bardzo złej formie (o ile w ogóle w Widzewie był kiedykolwiek w dobrej), a ta zamiast iść w górę, idzie w dół. Już w Częstochowie Zeqiri zagrał fatalnie, a w tę sobotę wręcz tragicznie. Zeqiri wszedł na boisko w 82. minucie i zamiast pomóc drużynie w osiągnięciu zwycięstwa po prostu się skompromitował. Szwajcar nie miał siły biegać, rywale wyprzedzali go jak dziecko. Nie miał też siły pressować przed polem karnym Widzewa. W jednej akcji próbował - niczym Włodzimierz Smolarek - "ukraść" trochę sekund przytrzymując piłkę przy narożniku boiska, ale dał sobie odebrać piłkę. W doliczonym czasie gry szwajcarski napastnik faulował rywala przed polem karnym gospodarzy, co dało gościom szansę na wyrównanie.
Po Andiego Zeqiriego poleciał sam właściciel Widzewa
Niewiarygodne, że można zagrać tak źle, a przecież mowa o napastniku, za którego Widzew ubiegłego lata zapłacił 2 miliony euro. Do Szwajcarii polecieli po niego Mindaugas Nikolicius, ówczesny dyrektor sportowy, oraz właściciel klubu Robert Dobrzycki. W klubie czekał na Zeqiriego ogromny kontrakt wart milion euro za sezon oraz koszulka z numerem 9. To miała być "perła w koronie" Widzewa, jak stwierdził wtedy prezes Michał Rydz.
Tymczasem Zeqiri zawodzi na całej linii. W lidzie w 20 meczach strzelił tylko jednego gola i zaliczył jedną asystę. Oddał zaledwie 15 strzałów, z czego tylko sześć było celnych! Ze 146 pojedynków, jakie stoczył, wygrał jedynie 45. Miał trzy udane dryblingi. To statystyki dyskwalifikujące piłkarza. Wisienką na torcie, a raczej zakalcu, był występ w spotkaniu z Bruk-Bet Termaliką.
- Tak czasem bywa, nie było to najlepsze wejście w mecz - zgodził się trener Aleksandar Vuković. - Czasem człowiek wejdzie z ławki i zalicza pompkę. Myślę, że to właśnie się zdarzyło po pierwszym intensywnym wysiłku. Z tego mógł się zrobić problem z jednym, czy drugim powrotem. Czasami tak się zdarza i drużyna musi temu zaradzić, bo wtedy jest drużyną. Jeśli tego nie robi, to jest problem. Ale na bazie doświadczeń z poprzedniego meczu [Widzew stracił gola w doliczonym czasie - przyp. ŁS] potrafiła zadziałać.
Szwajcarski napastnik wypadł ostatnio z kadry reprezentacji Szwajcarii, więc jego szanse na wyjazd na Mundial zmalały. Kontrakt z Widzewem ma do czerwca 2029 roku.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.